Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justin Bieber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justin Bieber. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

School stars cz.8 + REWOLUCJA?

PRZECZYTAJ INFORMACJĘ, BO TO WAŻNE!!!!!!



Hejoooo :D
SŁOŃCE ŚWIECI <3 Tak, właśnie na tym polegają wakacje... CHILL OUT, SMAŻING, PLAŻING, ZNAJOMI, RODZINA, HOBBY, PRACA, ODPOCZYNEK, i wszystko tylko po to, żeby sie wyszaleć będąc młodym.  xD


Jak wakacje? Jakie macie plany? :D

Mam nadzieję, że pomimo wolnego czasu to nie przestaniecie czytać naszego bloga. A tak właściwie to coś mało tutaj Was.... ŻADNEGO KOMENTARZA?! o.O Aż tak źle jest, że nie chcecie wyrażać swojej opinii? Dobrze wiecie, że coś takiego daje nam kopa, a Wam to teraz zwisa i pewnie myślicie, że i tak coś napiszą, bo w końcu nie mają życia....

Ale oświecę Was... Mamy życie i to fajne życie, a poświęcamy czas na pisanie tych opowiadań, bo sprawia nam to radość i Wam też sprawiało... Właśnie czas przeszły... Czyżby coś się zmieniło? Nie traktujcie tego bloga jako normalnego...

Aktualnie wprowadzam w nim wiele zmian, by był lepszy i, żeby lepiej się Wam go czytało... Ale to nie jest tak, że całymi dniami siedzę przed kompem i coś robię.... ;-;
Czekam za szablonem, więc bądźcie jak narazie wyrozumiali... Teraz będą pojawiać się stare jednorazówki, które nie zostały jeszcze opublikowane, ale jak te się skończą to pojawią się lepsze. Dojrzalsze i bardziej odpowiednie.... Wprowadzimy także takie opowiadania na zamówienie... (wyjaśnię to jeśli będziecie chcieli brać w tym udział) Nowe tematyki opowiadań.... Nowych bohaterów... Pomyślimy nawet nad tym, żeby publikować Wasze pomysły... Jeśli się postaracie i ten blog zyska na popularności to zajmiemy się także reklamowaniem tych nowych, by stały się wielkie... Mam wiele pomysłów, które mogą poprawić jakość tego bloga, ale to zależy od Was ...


Warto w ogóle cokolwiek zaczynać....?


Nowe opowiadania zostaną napisane i opublikowane, ale najpierw trzeba "przeboleć" te stare, by nacieszyć się nowymi ;)

Mam nadzieję, że nie zrozumieliście mnie źle i wyrazicie swoją opinię na temat przedstawionych tu planów.

Bez Was nic nie wypali, więc pokażcie, że to czytacie, że chcecie zmian i, że mamy dla kogo pisać i publikować to wszystko... Że ten blog ma dla kogo istnieć. Proszę. Pokażcie, że żyjecie...

Warto to pisać czy nie? 



Red Rose

~~~~~~~


- Gdzie ten pajac?- zapytała Klara, rozglądając się, gdy przed dzwonkiem weszli do sali od Hiszpańskiego.
- Ash? Za tobą.- odparł Calum.
Przewróciła oczami.
- Mike.
- Co ty się tak o niego martwisz?- zapytał brunet, otwierając paczkę żelków.
- Bo chodzi taki nie ogarnięty.- mruknęła w odpowiedzi.
- Nie martw się o niego. Nie takie rzeczy przechodził.- wzruszył ramionami.
- Byleby go tylko do koncertu nie wywalili.- zaśmiał się Irwin.- Później, niech się dzieje co chce.
- Debil.- zdzieliła go podręcznikiem.
- Nooo... A skoro twój Romeo zniknął...- Caum rozejrzał się wokół.- Czas na pytania.
Zmarszczyła brwi.
- Jakie pytania?
- Były pszczółki?- Ashton zabawnie poruszył brwiami.
- Tak się zastanawiam... Posrało was, czy jesteście głupi?- zapytała, wyciągając z plecaka zeszyt i piórnik.
- A u ciebie były pszczółki? - za nim staną Luke. Usiadł obok dziewczyny i pocałował ją w policzek.
- Zapytałem pierwszy.
- Nie. - warknął. - Usatysfakcjonowany?
Skrzywił się.
- Niee. Liczyłem na jakieś ostre opisy...
- Masz taki fetysz, czy co?- zapytała ze śmiechem
- Chcesz ostrość? - uśmiechnął się wrednie. - To puść sobie pornola albo go nagraj z Calum'em.
Ashton zastanawiał się chwile.
- To nie jest taki głupi pomysł... Ja mógłbym nagrywać, a Cal byłby scenarzystą... Ile chcielibyście za główne role?
- Ja pierdole.- westchnęła.
- Bardziej myślałem o tobie i Ashley.
- Jakiej Ashley? Ashley to już przeszłość.- wzruszył ramionami.- To nie było to.
- Więc się odwal od nas.
- Spadaj.
- Skarbie idziemy potem do kina? - zwrócił się do dziewczyny.
- Na co tym razem?- zachichotała.
- Zobaczysz. - wyszeptał jej na ucho.
- Mam się bać?
- Nie. No co ty. - zaśmiał się.
- Dzień dobry wszystkim! Wyciągamy karteczki.- do klasy weszła nauczycielka.
- No chyba jaja sobie robisz! - oburzył się Ashton. - To znaczy... pani profesor.
- Pan, panie Irwin, napisze dwadzieścia dodatkowych słówek.
- A on?! - wskazał na Caluma. - W końcu gada tylko o pani tyłku!
- Czterdzieści. Gramy dalej, panie Irwin?
- Jak w nogę to tak.
- Pięćdziesiąt. Wszyscy już gotowi?
- Tak. - zaśmiał się jeden z uczniów.
- Więc dyktuję...




- Co chcesz?- zapytał Michael, gdy oboje usiedli i rozłożyli menu.
- Hmmm. Sałatkę owocową. Latte. Deser lodowy. Sernik i hmmm.... coś na wynos. - uśmiechnęła się, widząc jego minę zaśmiała się. - Sałatkę i wodę.
Zaśmiał się. Gdy podszedł kelner, chłopak złożył zamówienie. Niedługo później, Claudia dostała to, o co prosiła, a Mike małą kawę.
Dziewczyna wzięła trochę sałatki na widelec i dała chłopakowi.
- Leci samolocik... - wyszczerzyła się.
Zaśmiał się.
- Nie jestem głodny.- zabrał jej widelec z ręki.- Powiedz "A".
- Jak nie zjesz to się obrażę. - mruknęła odwracając głowę w bok. - Masz zjeść.
- Ty pierwsza.- podsunął widelec pod jej usta.
- Nie. Ja zjem, ale dopiero jak ty.
- Najpierw jesz ty, a potem ja pozwolę ci się nakarmić.
Zjadła. Wzięła od niego widelec i przyłożyła mu go do ust.
Ze śmiechem otworzył buzię i pozwolił się nakarmić.
- Grzeczny chłopiec. - znów podała mu widelec.
Zabrał go i nałożywszy sałatki, podsunął jej pod usta.
Kiedy już skończyli jeść dziewczyna spojrzała na zegarek.
- Boże! Za dziesięć minut zamykają urząd! - szybko dopiła wodę. - Chodź!
Zapłacił za zamówienie i pognali w dół ulicy.





- Skoro Mike jeszcze nie ma to możemy iść już do kina. - uśmiechnął się Luke wychodząc ze szkoły z kumplami.
- A na co nas zabierasz?- Calum oparł się o jego ramię.
- Ciebie? Na nic. - prychnął. - To jak, skarbie? Zrywamy sie?
Zaśmiała się.
- Ale zobacz, jakie to pokrzywdzone dzieci...- wskazała głową na Irwina i Hooda, robiących miny szczeniaczka.- Dawaj, zabierzemy ich ze sobą, niech maja chwile radości.
Wywrócił oczami.
- I mam robić za ich ojca? Co to to nie.
- Nie chciałbyś mieć dzieci?- uniosła jedną brew.
- Chcę. Z tobą. - powiedział cicho. - Ale nie takie nierozgarnięte jak ci dwoje.
Zarumieniła się.
- CZYLI JEDNAK BYŁY PSZCZÓŁKI!- zawołał głośno Ashton.
- Sam kurwa jesteś pszczółka. - warknął.
- Dobra, zmieniłam zdanie. Zostawiamy ich.- mruknęła.
- Widzisz?! Teraz nie zobaczymy jak się całują! - Calum walną go w tył głowy.
- Zdecydowanie. Zmywajmy się.- zachichotała.
- To chodź. - pociągnął ja w stronę kina.



- Widzisz? Zdążyliśmy.- zaśmiał się Michael, otwierając przed nią drzwi wejściowe szkoły.
- Ale ominęły Cię dwie lekcje. - mruknęła kierując się do dyrektorki.
- Ciiiii, nikt nie musi o tym wiedzieć.
- I tak się dowiedzą. - zaśmiała się. - W końcu od czego są dzienniki ośle.
Wzruszył ramionami.
- Jakoś to przeżyję. Nie z takich problemów wychodziłem ze śmiechem. Co teraz masz w planach?
- Dyrektorkę... - zrobiła wielkie oczy. - A potem muszę zrobić wielki plakat, który zawiśnie w centrum.
- Pomogę ci z tym plakatem.- uśmiechnął się.
- Myślałam, że tylko jesteś dobry w muzyce, a tu proszę. Nawet malarz. - zaśmiała się. - A tancerz też?
- Nie. Uwierz, nie.- potrząsnął głową.
- Ale co nie?
- Nie tańczę. W ogóle.
- Żartujesz. - wytrzeszczyła na niego gały. - Nie umiesz?
- Nie.
        Nic nie powiedziała. Po prostu pociągnęła go do sal prób. Nikogo tam nie było. Zakluczyła drzwi od środka i włączyła pierwszą lepszą wolną piosenkę. Jego rękę położyła na swojej tali. Swoją dłoń na jego ramieniu. Przysunęła się bliżej. Oparła swoje czoło o jego.
- Nuczę cię. - szepnęła cicho wykonując pierwszy krok do przodu.
- To nie jest dobry pomysł.- pokręcił głową.
- Dlaczego? - nie przestawała go prowadzić. - Dobrze ci idzie.
Zachwiał się.
- Spokojnie. - zaśmiała się cicho i wykonała kolejny krok, a następnie obrót. Znów stali blisko siebie. Bardzo blisko. Pewniej złapał ją w pasie. Zrobił krok w lewo. Tym razem on prowadził.
- Dobrze. - uśmiechnęła się.
       Odepchnął ją od siebie i przyciągnął. Zakręcił i pociągnął dalej. W przód, w prawo, w tył i w przód. Tym razem ona się zachwiała. Przewróciła się ciągnąc go za sobą. Zaśmiała się cicho. Przeturlał ich tak, że to ona leżała na nim.
- W porządku?- zaśmiał się.
- Teraz tak . - zgryzła dolną wargę.
       Popatrzył jej prosto w oczy. Po krótkiej chwili naciągnął się, by złączyć ich usta. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek. Tak bardzo chciała poczuć smak jego ust i w końcu mogła. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła jak podczas ich pocałunku. Nigdy, nawet całując się z Bieberem. Claudia czuła się jakby to był jej pierwszy pocałunek. Spokojny i delikatny.
       Ręce chłopaka złapały ją w tali i stanowczo do siebie przyciągnęły. Usiadł,a ona zsunęła mu się na uda. Ponownie ją przyciągnął. Nie było przestrzeni między nimi. Zarzuciła mu ręce na szyję i wplotła dłonie w jego włosy. Jego ręce błądziły po jej plecach co chwila lekko podnosząc jej bluzkę i tym samym odsłaniając plecy.
       Ich pocałunek nie był już taki niewinny. Nabierał coraz więcej żądzy i pożądania. Czasami, Mike, przygryzał jej dolną wargę powodując, że przechodził ją dreszczy, a z ust wydostawało się ciche jęknięcie.
- Dobrze, że nie poszliśmy z nimi. - usłyszeli głos Asha. - Tu się lepsze dzieją rzeczy.
Para odsunęła się od siebie i spojrzała w stronę dochodzącego głosu.
Pod drzwiami stał Ashton i Calum jedzący popcorn.
- Nie przerywajcie sobie. - machnął ręką Cal. - Mówimy o technikach całowania.
- Daję wam 10 sekund. Jak dorwę, to wykastruję.- warknął groźnie Michael.
- Myślisz, że blefuje?- zapytał cicho Hood.
- Dziewięć...
- Hej. Przestań. - zaśmiała się dziewczyna i wstała. - Chyba nie pozbawisz ich genitalni.
- Owszem.- warknął groźnie.- Sześć...
Chłopaki popatrzyli po sobie i wybiegli z sali, rzucając się do ucieczki.
- Jesteś okropny. - pokiwała głową i pomogła mu wstać.
- Przeżyję to.- mruknął obejmując ja w pasie. Przyciągnął ją blisko i drapieżnie wpił się w jej wargi.
Odsunęła się od niego.
- Musimy zrobić plakat. - szepnęła bawiąc się jego koszulką.
- Szkoda.- skrzywił się, całując ją w czoło.
- Kiedy indziej to dokończymy. - zaśmiała się wyciągając potrzebne rzeczy.
Przewrócił oczami.
- Okay. To jak ma ten plakat wyglądać?
- Tak. - pokazała mu szkic, a następnie zaczęła wskazywać odpowiednie elementy. - Pisak. Farba. Kretki. Szkic. Wycinanki.
- Okay...- westchnął.- Spróbuję podołać.
- Podobno jesteś w tym dobry. - zaśmiała się. - Chyba, że mówiłeś o czymś innym...
- Dobra, dobra. Nie łap mnie za słówka.- zaśmiał się, biorąc do rąk puszkę z farbą.
- A co? Zabronisz ptysiu?
Popatrzył na nią z niesmakiem.
- Tak nie mów. Nigdy.
- Dlaczego ptysiu? - denerwowała go uśmiechając się wrednie.
- Bo zwymiotuję.
- Ptyś. Chodzę z ptysiem. - drażniła się z nim.
- Jesteś tego pewna?- uniósł brew.
- Ale czego?
- Że chodzisz z ptysiem?
- A co? Nie jesteśmy razem? - zmarszczyła brwi.
- Jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie ptysiem, to nie.- zastrzegł.
- Grozisz mi zerwaniem? - wytrzeszczyła na niego gały. - O takie coś? Serio? Pełne politowania...
- Nie pamiętam, żebyśmy w ogóle stwierdzali, że jesteśmy razem.- odparł, mocząc pędzel w czerwieni.
- Nie całuję się z byle kim. - syknęła. - To chyba logiczne.
- "Ptysiu" brzmi bardzo jak byle kto. Masz tak nie mówić.
- Jak sobie życzysz. - prychnęła i zajęła się szkicowaniem.
Mike wstał i włączył w odtwarzaczu jakąś rockową piosenkę. Wrócił do malowania.



- Naaaaa jaki film mnie ciągniesz?- zapytała po raz setny w ciągu ostatnich dziesięciu minut.
- Zobaczysz. - zaśmiał się.
- No weź, nie lubię niespodzianek.- wydęła dolną wargę.
- Ale ta ci się spodoba.
Skrzywiła się.
- Nie cierpię tej cechy u ciebie.- pokazała mu język.
- I tak mnie kochasz. - pocałował ją w policzek.
- Nooo. Niestety.- przewróciła oczami, chichocząc.
- Niestety? - uniósł brwi.
- Niestety.- szturchnęła go lekko.- Stanowczo kocham cię za bardzo...
- Nie bardziej ode mnie. - przytulił ją do siebie.
- Owszem, bardziej. Smutne.
- Piękne. - poprawił ją i weszli do kina.
- No nareszcie. To na co idziemy?
- Ostatnia piosenka. Podobno lubisz ten film, więc czemu nie?
- Oh... Kocham ten film, ale na tym filmie się płacze...
- Ja nie będę. - zaśmiał się.
Spiorunowała go wzrokiem.
- Ale ja będę. Nie zmierzam ci smarkać w bluzę.
- To będziesz to robić w chusteczkę. - zaśmiał się.
- Czyli nie przytuliłbyś mnie, gdybym płakała?- zapyta, siląc się na powagę.- Chyba powinnam się obrazić.
- Przytuliłbym. - szepnął. - Ale w bluzę wysmarkać się nie dam.
Stanęła na placach i pocałowała go krótko.
- Lepiej chodźmy na horror. Będziesz mógł mnie obronić przed potworem.
- Jak chcesz. - zaśmiał się.
Złapała go za rękę. Splótł swoje palce z jej .
- Jestem za "Obecnością".- mruknęła, kiedy decydowali się na bilety.
- Poproszę dwa na "Obecność". - powiedział chłopak, a kasjerka mu je dała. Zapłacił po czym poszli po picie i popcorn.
       Dziewczyna cały film spędziła w ramionach chłopaka. Kiedy tylko podskakiwała ze strachu mocno ją przytulał i całował w czoło mówiąc "Jestem tu. Nie zostawię cię. " Wtedy przestawała się bać. Były też takie momenty, że i chłopak się przestraszył, ale co się dziwić. W końcu 3D. Jednak nie okazywał tego strachu. Był zbyt zajęty dziewczyną, żeby mieć czas na okazywanie go. Musiał pilnować, by była bezpieczna i nikt jej nie skrzywdził.
       W połowie filmu, nawet zaczęła się trząść z zimna. Wtedy dawał jej swoją bluzę i ją nią otulał, a następnie przytulał mocniej. Kiedy film dobiegł końca ta nadal trzęsła się. Przytulił jeszcze mocniej i powoli wyprowadził z budynku.
- Ty czasem nie masz gorączki? - zmartwił się. - Jesteś cała zimna.
- Wydaje ci się.- mruknęła, wtulając się pod jego ramię.
- Chyba jednak nie. - mruknął przykładając rękę do jej czoła.
- Bez przesady. Jestem zdrowa jak ryba.- zaprzeczyła.- Zobaczysz, jutro będę najgłośniej krzyczeć pod sceną.- splotła ich palce.
- Jak będziesz miała gorączkę to będziesz krzyczeć w łóżku. - powiedział poważnie i założył jej na głowę kaptur.
Skrzywiła się.
- Jak uważasz, doktorze.
- Do doktora to Cię mogę zabrać.- pogroził jej palcem. - A teraz zapraszam do mnie. Jest bliżej.
- No zgoda. Prowadź. Poddaję się.- przewróciła oczami.
- I tak mnie kochasz. - zaśmiał się przyśpieszając kroku.
- No kocham, kocham.
       Zaciągnął ją do swojego domu. Jego rodzice wyszli gdzieś na noc, więc para została sama. Klara ze śmiechem pozwoliła opatulić się trzema kocami, ułożyć na kanapie, napoić aspiryną oraz herbatą z cytrynką. Nie zaprotestowała, gdy Luke położył sobie jej głowę na ramieniu i włączył w telewizji "Avengers".
- Czujesz się lepiej? - zapytał troskliwie.
- Mhm.- mruknęła, przymykając powieki.- O wiele.
- Zmęczona?
- Odrobinę.
- To chodź. - wstał i wziął ją na ręce. Ruszył w kierunku sypialni.
- Ej, nie. Nie mogę u ciebie spać.-poruszyła się niespokojnie.- Nie mam ubrań na zmianę. A przecież jutro koncert.
- To pójdziemy wcześnie do ciebie. - mruknął wchodząc do swojego pokoju. - Poza tym nie wiadomo czy w ogóle pójdziesz.
- Oczywiście, że pójdę.- oburzyła się.- I nawet ty, doktorze Hemmings, mnie nie powstrzymasz
- Założymy się? - położył ją na łóżku, a następnie obok niej. Wbił się w jej usta, a następnie jednym ruchem położył ją na siebie. Pocałunki były coraz namiętniejsze, a jego ręce badały większy obszar jej ciała.
- A o co?- jęknęła, gdy zjechał z pocałunkami na jej szyję.
- O wszystko. - szepnął seksownie i przeturlał się tak, że teraz on na niej leżał.
       Przyssał się do jej szyi, na zmianę piszcząc pocałunkami, językiem i przygryzaniem skóry. Kiedy malinka była gotowa zjechał na jej dekolt. Szyja, żuchwa i znów usta. Jedną ręką opierał się obok jej głowy, a drugą błądził pod jej bluzką.
       Jęknęła cicho z rozkoszy. Złapała w dłonie rąbek jego koszulki i jednym ruchem się jej pozbyła. Badała dłońmi jego szczupłe ale silne ramiona, twardy brzuch, wąskie biodra.
- Kocham cię- wymamrotał Luke, pomagając jej ściągnąć bluzkę.
Z wesołym uśmiechem położyła dłonie na jego policzkach, czule łącząc ich usta.
- Też cię kocham, doktorze.- zachichotała.
Z pomrukiem zadowolenia zacisnął palce na jej pośladkach



- Boże, gdzie oni są? - panikowała dziewczyna. - Sześć minut do koncertu, a ich jeszcze nie ma.
- Jesteśmy!- zawołała Klara, ciągnąc za sobą rozanielonego Luke'a z gitarą przewieszoną przez ramię.
- No nareszcie!- Calum westchnął z ulgą.
- Wiecie, że zostało pięć minut?! - krzyknęła tak jakby miała zaraz się popłakać. - Gdzieście wy byli?!
- Biegli.- odparła.- No, połamania nóg chłopaki.- uśmiechnęła się do zespołu.- Powodzenia, skarbie.- pocałowała blondyna. Zawiesiła mu na szyi czarny rzemyk z srebrną gitarą.- To na szczęście.
- Skarbie?- Cal wytrzeszczył oczy.
- Na szczęście?- Ash zrobił taką samą minę.
- Biegli?- zaśmiał się Michael.
- Ruszcie się na scenę.  -warknęła brunetka wypychając ich wszystkich.
- Chodź, szefowo. Idziesz ze mną.- szatynka złapała ją za nadgarstek.
- Gdzie znowu? - jęknęła. - Nie mogę!
- Możesz, możesz. Chodź.- pociągnęła ją bocznym wyjściem. Przeszły miedzy barierkami, przepchały się przez tłum uczniów i znalazły się wprost pod sceną.
- Muszę być za sceną. - jęknęła.
- Nie musisz.- zawołała, gdy rozległ się pierwsze brzmienie gitary.
       Wbiegli na scenę, pełni życia i radości. Pierwsza piosenka - She look so perfect. Dziewczyna pokręciła głową i razem z Klarą zaczęły tańczyć. Przez cały koncert dobrze się bawiły, i piszczały najgłośniej ze wszystkich.
- KOCHAM CIĘ LUKE!- darła się szatynka, co chwila wybuchając śmiechem.
Chłopak cały czas puszczał jej oczka, uśmiechał się do niej, a nawet i kiwał.
- I miss you, i miss you...- gitara ucichła.
- Dobra, słuchajcie!- zawołał Calum do mikrofonu. To było coś. Doszliśmy do kilku wniosków. Po pierwsze... W naszym liceum są najładniejsze dziewczyny!
Odpowiedział mu pisk.
- Po drugie. - zaczął Ashton i wskazał na Caluma.
- Nie było dzisiaj matmy, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni pani dyrektor!
Rozległa się burza braw.
- And there! - zawołał Luke.
- Czas na ostatnią piosenkę...- chlipnął.
Dziewczyny zaczęły piszczeć ze smutku.
- Dobra, panowie, gotowi?- zawołał Ashton i odrzucił pałeczki. Luke i Calum odłożyli gitary. We trójkę cofnęli się na tył sceny. Do mikrofonu na środku podszedł Mike.
- Ta piosenka... To nie jest piosenka 5 Seconds Of Summer. To moja piosenka. Zadedykowana dla specjalnej dziewczyny.- spojrzał prosto w oczy Claudii.- Dziewczyny, która przewróciła moje życie do góry nogami.- zagryzł wargę. Zaczął grać. Rockowa ballada. Po chwili do muzyki, dołączył jego głos.
       Dziewczyna patrzyła na niego oczami pełnymi łez szczęścia. Cały czas zaciskała usta, żeby się nie rozpłakać. Kiedy koncert się skończył od razu poszły na tyły sceny. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję.
- Kocham cię. - szepnęła tak, że tylko on ją usłyszał.
- Ja ciebie też, mała.- mruknął.
       Odsunęła się kawałek i popatrzyła mu w oczy. Wbiła się w jego usta. Objął ją ramionami i przycisnął do siebie.
- Kocham cię. - pocałował dziewczynę.
- Ja ciebie też.- zachichotała, oddając pocałunek.- Byłeś wspaniały... Tylko teraz pół szkoły chce mi cię odbić.
- Ale zawsze będę tylko twój. - musnął jej usta obejmując ją w tali. - Nikomu cię nie oddam.
Przyciągnęła go bliżej, zamykając mu usta całusem.
- Eh... I jesteśmy sami.- mruknął Ash.
- Mów za siebie. Ja lecę do tych pięknych pań, pod sceną.- zaśmiał się Calum i wybiegł zza kulis.



       Wydawało się, że ten dzień nie może skończyć się lepiej. A jednak. Justin przeniósł się do innej szkoły. 5SOS zostali poproszeni do gabinetu dyrektorki. Tam, właściciel wytwórni, zaproponował im kontrakt na płytę. Oczywiście, przyjęli go z radością. Wieczorem postanowili uczcić to całą paczką. Całą - wliczając Klarę i Claudię.
       W takim składzie już zostali. Do końca liceum zawsze trzymali się razem.  Z resztą - później także. Claudia została ich menadżerką, a Klara po prostu została z Luke'em. Występowała czasem, jako ich support albo w nie dużych restauracjach tak, żeby móc jeździć z nimi w trasy.




THE END

wtorek, 30 czerwca 2015

School stars cz.7

Mike od razu poszedł do domu dziewczyny, ale kiedy jej mama powiedziała, że wyszła ruszył na jej poszukiwania. Musiał z nią porozmawiać i nie miał zamiaru jej odpuścić. Już miał wracać do siebie, gdy nagle ją zobaczył jak beztrosko spaceruje z słuchawkami w uszach. Nawet na niego nie spojrzała. Zatarasował jej drogę. Spojrzała na niego wrogo, a następnie cudem go minęła. Brutalnie szarpnął ją za ramie i obrócił w swoją stronę. Wyciągnął jej z uszu słuchawki.
- O, cześć. A skoro już mnie zauważyłaś, pogadamy.
- Nie mamy o czym. -syknęła wyrywając się.
- Mamy o czym. Co to było na próbie?- syknął.
- To co widziałeś. Zasłużyła.
- Czym sobie zasłużyła?
- Nie udawaj kretyna.  - warknęła.
- No słucham. Czym?
- Daj mi spokój. - minęła go. Włożyła z powrotem słuchawki do uszu.
- To ty jesteś kopią Biebera.- warknął na tyle głośno, że usłyszała go mimo lecącej muzyki.
- Przebywam z nim i jego kopią. To chyba normalne, że stałam się kolejną. - syknęła. - A poza tym nic się jej nie stało. Żyje. Jeszcze...
- To nie jest normalne. Ona nic ci nie zrobiła, a ty wywlekłaś zmyślone świństwo. Mów sobie, co chcesz. Można mi zarzucić wiele. Ale mnie od Biebera różni to, że dbam o przyjaciół i walczę za tych, na których mi zależy. Ty masz na to wyjebane.
- Jasne. Mam wyjebane, bo co tam. Po chuja ratowałam ci dupę. Pewnie, kurwa! Jestem dziwką, bo spotykałam się z Justinem! Ale dla twojej wiadomości zniszczyła wszystko co zrobiłeś! Już prawie się pozbyłam tego dupka, a teraz z nim będę śpiewać "Me and you against the world." Owszem. Żałuję tego trochę, ale powtórzyłabym to z chęcią, bo zasłużyła na najgorsze. Mam w dupie co ONA myśli o mnie! Niech uważa mnie za szmatę, która robi z siebie ofiarę! Gdyby wiedziała co się wydarzyło po waszym przyjściu i zostawieniu mnie to by zmieniła suka zdanie! Nienawidzę jej, bardziej niż tego śmiecia! - krzyknęła odwracając się do niego.
- Wybrałaś huja, zamiast przyjaciółki.- mruknął, nie rozumiejąc jej słów.- Nie zostawiła cię, od tak. Zdajesz sobie sprawę z tego, ile razy płakała? Ile razy ja, czy Luke czy Cal próbowaliśmy ją pocieszyć? Próbowała pomóc Ci od niego odejść,a  ty z dnia na dzień traktowałaś ją jeszcze gorzej. Chociaż dzisiaj to w ogóle przeszłaś samą siebie!- zawołał, wyrzucając w górę ręce.- Zachowałaś się jak SZMATA.- podkreślił ostatnie słowo.- Nie w takiej dziewczynie się zakochałem.
- Skończyłeś? Ulżyłeś sobie?  - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Owszem.- mruknął.- Spodziewaj się mnie jutro rano przed domem.
- Nie musisz przychodzić. Idź lepiej po nią, bo czasem po drodze może ją spotkać krzywda.
- Przyjdę po ciebie. Obiecałem.- odwrócił się do niej tyłem.- Nie rzucam słów na wiatr.- ruszył w dół ulicy.
Zacisnęła zęby i ruszyła do domu. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Przyśpieszyła kroku. Wbiegła do domu jak poparzona. Od razu znalazła się w swoim pokoju i rzuciła się na łóżko. Wybuchła niepohamowanym płaczem. Spojrzała na kartkę, która leżała na stoliku nocnym. Piosenka... Wzięła ją do ręki, a następnie wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem. Odmachnęła się i zrzuciła lampkę nocną. Po jej ręce zaczęły spływać stróżki krwi. Zignorowała to i wzięła telefon. Miała jeszcze numer swojej dawnej przyjaciółki. Wybrała go. Jeden sygnał. Dwa. Trzy. Cztery. Rozłączyła się. Napisała sms'a. Wiedziała, że jej nie odpiszę, ale musiała to zrobić. "Wiem, że mnie nienawidzisz i zawsze będziesz za to co ci zrobiłam. Nie mówię tylko o dzisiejszym, ale także o cierpieniu, które sprawiłam ci chodząc z Bieberem. Nie liczę na to, że mi wybaczysz, ale chcę, żebyś widziała, że żałuje wszystkiego. Przepraszam. Znienawidzona przez ciebie szmaciana dziwka." Rzuciła telefonem o podłogę, a następnie opatrzyła swoją rękę i wzięła się za ponowne czytanie tekstu piosenki.
- Kto dzwonił? - zapytał chłopak rozkładając koc.
Zmarszczyła brwi.
- Ona.
- Co? - podszedł do niej i spojrzał na telefon. - Po co?
- Nie wiem.- mruknęła, gdy przyszedł do niej sms.- Czekaj, wiadomość.
- Czytaj.
Spełniła jego prośbę.
- Co o tym myślisz? - zapytał kiedy skończyła.
Zacisnęła zęby.
- Nie wiem. Zastanawiam się, skąd jej się to tak nagle wzięło.
- A ja wiem skąd.
- Więc mnie oświeć.
- Mike ją opierdzielił i to tak porządnie. - wzruszył ramionami. - Nie pozwolił cię jej obrażać, a ta się albo przestraszyła, albo faktycznie coś do niej dotarło.
- Nie przestraszyła by się Mike'a.- pokręciła głową.- Jest cwana. Bieber jej nie szanował, więc nie wiedziała, kiedy ją obrazi albo uderzy. Ona dobrze wie, że Clifford nie podniesie na nią ręki.
- Czyli pewnie to drugie.
Skrzywiła się.
- Nie wiem...
- Według mnie powinnaś zadzwonić do Mike i zapytać się co jej powiedział, ale nie mówiąc o sms'ie. - mruknął. - Wiesz o co mi chodzi, prawa?
- Wiem, wiem... Ale jeśli się pokłócili, to telefon nie wystarczy...- wstała z koca.- Chyba powinnam się do niego przejść.
- Nie puszczę cię samej. - zmarszczył brwi i zaczął wszystko zbierać.
- Przecież to nie jest daleko.- przewróciła oczami, pomagając mu złożyć kocyk.
- Powiedziałem, że nie puszczę to tego nie zrobię. - schował wszystko do koszyka. Po drodze wstąpili do chłopaka i zostawili wszystko, a następnie poszli do chłopaka.
Szatynka wbiegła po schodkach ganku i mocno zapukała w drzwi, które po kilku sekundach ktoś otworzył z rozmachem. W progu stanął Michael, w szarej bokserce i czarnych dresach. Na widok przyjaciół zmarszczył brwi.
- Yyyy... Umawialiśmy się na dzisiaj?
- Nie.- odpowiedziała, wchodząc mu do domu.
- Mam parę pytań. - mruknął Luke wchodząc zaraz za nią.
- Słucham.- mruknął, zamykając drzwi.
- Gadałeś z Claudią? - usiadł wygodnie na fotelu.
- Owszem. - oparł się ramieniem o framugę drzwi do salonu.
- I nie było dobrze, no nie?- zapytała cicho Klara. Mike tylko wzruszył ramionami. Szatynka westchnęła i przytuliła go. Od razu objął ją ramionami.
- Przepraszam... Nie chcę, żeby nasze kłótnie wpływały na to coś, co do niej czujesz...- szepnęła.
- To nie tak...- mruknął.- Nie pozwolę jej krzywdzić moich przyjaciół.
- Ostro się pokłóciliście? - zapytał Luke.
- Czy ja wiem... Nikt niczym w nikogo nie rzucał.
- Dziwne. Nawet ja rzucam w ciebie bananami, a kłócimy się tylko o kostki do gitary.- mruknęła mu w pierś. Zaśmiał się cicho.
- A... czy... - zawahał się. - Powiedziała, że... że cię nienawidzi?
- To mi powtarza, odkąd się znamy.- zaśmiał się.- Nie, słuchajcie. Nie było źle.- stanowczo odsunął od siebie szatynkę.- Więc się nie smuć, mała, bo ci się twarz nie zagoi. Jest dobrze. A co? Skąd w ogóle przyszedł wam do głowy pomysł, że z nią rozmawiałem?- uniósł brew.
- To chyba logiczne. - mruknął Luke.
- Gadaliście z nią?- zdziwiony zmarszczył brwi.
- Nie.
- No to skąd?
- Po prostu byliśmy ciekawi, czy z nią rozmawiałeś, więc przyszliśmy. - wyjaśnił ciągle patrząc na dziewczynę.
Clifford skrzyżował ramiona na piersi i uniósł jedą brew.
- Nie ze mną te numery, stary. Za dobrze was znam. Słucham.
Nie odpowiedział. Założył ręce za głowę i oparł się na fotelu.
- To moja wina.- powiedziała szybko Klara.- Martwiłam się o ciebie...- zaśmiał się i objął ją ramieniem.
- Nie potrzebnie, młoda. Jest dobrze.
- Mówiłem ci, że jest twardy. - mruknął. - A teraz, skoro tu jestem to mam ochotę na małe piwo. Co masz dobrego?
- Wiesz, gdzie jest lodówka.- wskazał kciukiem na drzwi do kuchni.
- Zaraz wracam. Też chcesz?
- Nie, dzięki.- odpowiedział brunet.
Chłopak wzruszył ramionami i poszedł po napój.
Szatynka usiadła po turecku na dużej, miękkiej kanapie. Wyciągnęła z kieszeni telefon i zaczęła wpatrywać się w wyświetlacz.
- Pokażesz? - do salonu wszedł Luke.
- Ale co?
- Wiesz o co mi chodzi. - wziął łyka piwa.
- Nie mam zielonego pojęcia.- pokazała mu język.
- Chwila! Ale ja nie chcę być świadkiem waszych podchodów!- Michael uniósł ręce do góry.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł i oboje uważmy tak samo. - zwrócił się do dziewczyny olewaująć kumpla.
- Ale walczyłam o to tyle czasu... Może powinnam spróbować?
- To jest twoja decyzja. Ja tylko cię mogę wspierać,ale nie decydować za ciebie. Ale póki co nikomu tego nie pokazuj.
- Mhm.- mruknęła.
- Lol, czuję się olany. Wtajemniczycie mnie?- zapytał Mike.
- Nie.- pokazała mu język.- Muszę to przemyśleć. Chyba jutro to ogarnę.- popatrzyła znacząco na Luke'a.
- Tylko dobrze to przemyśl. - uśmiechnął się.
Pokiwała głową i znów wróciła do zabawy telefonem.,




Następnego dnia Mike poszedł po Claudię, ale nikogo nie zastał, więc poszedł prosto do szkoły. Po jej budynkiem zastał chaos. W końcu dzień przed wielkim koncertem. Każdy coś robił z nim związane. Jednak w całym tym bałaganie odnalazł swoją paczkę. Od razu do nich poszedł. Przybił żółwika z kumplami i przytulił Klarę. Rozejrzał się po nich. Byli w wyśmienitych humorach.
Wszyscy mieli wielki uśmiech na twarzy. Nawet dziewczyna po mimo opuchlizny, która trochę zeszła wyglądała jakby ktoś obrzygał ją tęczą.
- A ty co taki ponury? - zapytał Ash. - Dzień przed koncertem, a ty doła masz?
- Nie mogę znaleźć Claudii. Nie wiecie, gdzie się może szlajać?- zapytał.
- Jest w szkole. - mruknął Luke obejmując swoją dziewczynę. - Rozwieszała plakaty, a teraz chyba siedzi u dyrektorki, no nie?
- Ciekawe co tam się dzieje. - mruknął zamyślony Ash.
- Właśnie. Gadają już ponad dwadzieścia minut. - Calum podrapał się w tył głowy.
Zmarszczył brwi.
- A skąd wy tyle wiecie? Szczerze, spodziewałem się odpowiedzi "nie mamy pojęcia", albo "wali nas to".
- A to już wyjaśni ci moje słońce. - blondyn pocałował dziewczynę w policzek.
Przewróciła oczmai.
- Chyba... Chyba się trochę pogodziłyśmy...
Mike popatrzył na nią, jakby właśnie mu powiedziała, że ptaki z pizzy odleciały w stronę antarktydy. Ashton wybuchnął śmiechem.
- Masz minę jakby kot zesrał ci się na dywan.
- Ty masz taką twarz.- mruknął, nadal patrząc dziwnie na szatynkę.
- Oj no już! Bez przesady! Chyba tego chciałeś, no nie?- zapytała, unosząc brew.
- Chyba wolał, jak się kłóciłyście. - zaśmiał się Calum.
- Nie, nie o to chodzi.- zaprzeczył szybko.- Tylko jakoś to do mnie nie dociera.
- Wiem, do mnie jeszcze też.- przyznała Klara.
- Co mamy pierwsze? - mruknął Luke we włosy dziewczyny.
- Wszyscy razem mamy geografię.- odparła.
- Bosz. I znowu patrzeć na ten gruby tyłek. - mruknął Ash.
- Jaki gruby tyłek?- zapytał zdziwiony Hood.
- Nauczycielki. - wyjaśnił. - Wolałbym już patrzeć na drzewo.
- To może... No nie wiem. Skup się na lekcji? Albo na mapie?- zaproponował jakby od niechcenia Michael.
- Nie rozumiesz. - udał nafochanego i z dumną głową pociągnął Caluma do szkoły. - Chodź. Jako jedyny mnie rozumiesz.
- Chcę być druhną na waszym ślubie!- krzyknęła za nimi Klara.
Blondyn się cicho zaśmiał.
- Idziemy?
- Mhm.- cmoknęła go w policzek.- Mike, będziesz na nią czekał?
- Chyba tak.- mruknął.
- To przekaż, że czekamy już w sali, ok?- uśmiechnęła się.
- Jasne.
Chłopak splótł swoje palce z dziewczyny i poszedł z nią prosto do sali. Clifford podszedł pod gabinet dyrektorki i oparł się plecami o ścianę.
- To przyniosę to pani za godzinę. - uśmiechnęła się miło.
- Tylko nie zapomnij! - zawołała kobieta, a ta zamknęła drzwi i schowała jakieś kartki do teczki. Spojrzała na chłopaka, ale nie podeszła do niego. Bała się.
Nogą odepchnął się od ściany i niedbałym krokiem, z rękami w kieszeniach, zbliżył się do niej.
- Czemu rano na mnie nie poczekałaś?- zapytał spokojnie.
- Śpieszyło mi się. - mruknęła przypinając coś na gazetkę.
- Ale miałaś czekać.
- O co ci tak naprawdę chodzi? - jęknęła patrząc na niego.
Wzruszył ramionami.
- Martwiłem się. Już myślałem, że Bieber coś ci zrobił...
- A co miałby mi zrobić? - prychnęła.
- Wolę nie wiedzieć.- mruknął cicho.- Podobno się pogodziłyście?
- Ale to chyba nie twoja sprawa, co nie?
- Nie wiem, czy nie moja. Po prostu pytam.
- Coś jeszcze? Mam sporo pracy.
Pochylił się i krótko pocałował ją w usta.
- Nie, to w sumie już wszystko.- mruknął, cofając się.- Mam przekazać, że czekają na ciebie w sali od Gegry.
- Mam jeszcze trochę do wywieszenie. - mruknęła tak jakby chłopak jej nie pocałował. - Muszę jeszcze iść do Molly, Chealse i Justina, zanieść jakieś papierki do urzędu, potem jeszcze do dyrektorki, opieprzyć dźwiękowców, że jeszcze nie zdążyli założyć tego całego ich sprzętu, oświetleniowców za wywalenie korków... Trochę tego jest, więc nie wiem czy zdążę na geografię, czy w ogóle będę na jakichkolwiek zajęciach.
- Okay, przekażę. Przyjdę po ciebie po lekcjach.
- Nie. Pewnie będę tu siedzieć do późna, więc idź do domu.
- Więc na ciebie poczekam.- zmierzwił jej włosy i odwrócił się na pięcie.
- Dzięki. Teraz do urzędu mnie nie wpuszczą. - zaśmiała się.
- Poradzisz sobie!- zawołał przez ramię i skierował się na lekcje.
Ta tylko pokręciła głową i wróciła do pracy.





-Gdzie masz zgubę? - zapytał Luke podnosząc głowę z nad zeszytu.
- Pracuje.- mruknął, rzucając plecak pod ławkę.
- Mhm. Bawi się w sekretarkę.- uśmiechnęła się Klara.- Udało jej się wymigać od tego duetu z Bieberem... na rzecz innego.
- Co masz na myśli? - Ash spojrzał na nią. Miał pełną buzię żelków.
-Kurna! Przestań żryć na lekcji, bo cię w końcu babsztyl udupi!- mruknęła cicho.
- Pyf. - schował jedzenie do torby. - Więc?
- Zobaczysz. Jak wasza SLSP?
- Świetnie. - uśmiechnął się blondyn.
- A w ogóle to czemu ona się tym zajmuje, a nie przewodnicząca szkoły? - Calum podrapał się w tył głowy.
- Po przewodnicząca jest cipą.- mruknął Mike.
- O to, to. Przybij.- dziewczyna i Michael przybili piątkę.
- Panie, Clifford. Proszę usiąść w ławce, a nie na niej. - zwróciła mu uwagę.
Brunet, wywracając oczami, spełnił polecenie nauczycielki. Zaczęła się lekcja.
- Tylko nie zapomnijcie o sprawdzianie! - upomniała ich belferka.
- Jak cię ktoś wyrucha.- mruknął pod nosem Clifford, wychodząc z sali.
- Panie Clifford! - na jego nieszczęście usłyszała to. - Proszę tu do mnie! Natychmiast!
Zaśmiał się cicho pod nosem i przybił piątki Ashtonowi i Calumowi, wracając się do klasy.
- Tak?
- Ma pan mi coś do powiedzenia? - zapytała kiedy ostatni uczniowie wyszli z sali. - Matt, zamknij drzwi.
Chłopak zamknął drzwi, a nauczycielka znów spojrzała na Mike.
- Słucham.
- Nie, a dlaczego pani pyta?- zapytał, uśmiechając się niewinnie.
- Nie udawaj, głupka! - krzyknęła uderzając w biurko. - Chcesz mieć kolejne kłopoty?! Łatwo możesz wylecieć z tej szkoły!
- Tak, wiem. Nie chcę kłopotów.
- Więc słucham.
Powstrzymał cisnące mu się na usta przekleństwo.
- Prz... Prz... PRZEPRASZAM.- wyartykułował dokładnie słowo.
- Za? - ciągnęła go za język.
- Nie mam zielonego pojęcia, ale nie chcę mieć kłopotów.
- Co powiedziałeś wychodząc z klasy?! Że jak kto zrobi co?!
- Jak cię ktoś wysłucha.
- Nie! Powiedziałeś to inaczej!
- Ależ nie. Powiedziałem, jak cię ktoś wysłucha. A co pani słyszała, pani profesor?
- Powiedziałeś wyrucha!- krzyknęła uderzając ponownie w stół. - Chcesz mieć kłopoty, chłopcze?!
- Nic takiego nie powiedziałem.- prychnął.- I chyba nie powinna używać pani takich określeń przy uczniach.
- Nie zemną te numery Clifford. - zaczęła grozić mu palcem. - Dobrze wiesz, że nie dam się nabrać na twoje gierki. Znam je na pamięć.
- To trochę upiorne. Uczy się pani moich tekstów? I chce się ruchać? Ja wiele rozumiem, ale to chyba jednak nie te lata...
- Jeszcze wylecisz w tym tygodniu. - syknęła przez zaciśniętą szczękę.
- Proszę mi nie grozić.- odparł dumnie.
- Nie gorzę. Informuję cię.
- To nie pani ma taką władzę. Mogę już iść?
- Prosto do dyrektorki.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Jak sobie pani życzy...- wyszedł z sali, dyskretnie wyłączając dyktafon w telefonie.
- Mike! - rzuciła się na niego brunetka. Oboje wylądowali na ziemi. Cicho się zaśmiała i wstała. - Nie uwierzysz!
- Bardzo prawdopodobne.- zaśmiał się, wstając.- Co się stało?
- Przed chwilą byłam u dyrektorki, a tam producent muzyczny! - skakała w miejscu mówiąc wszystko na jednym wdechu.
- No, i?
- No i?! - spojrzała na niego jak na idiotę. - Serio się nie domyślasz?
- Dostałaś kontrakt na płytę?- uniósł brew.
- Nie. Wy dostaliście! - pisnęła i mocno go przytuliła.
- My... Co?- zmarszczył brwi.
- Dostaliście kontrakt. To znaczy jak dobrze wystąpicie jutro to dostaniecie. - wytłumaczyła odsuwając się od niego. - Nie cieszysz się?
Nagle uniósł ją, okręcając wokół.
- Żartujesz?! Cholernie!- zaśmiał się, stawiając ją z powrotem na ziemi i mocno przytulając.
- Tylko mi się jutro nie zbłaźnij. - zaśmiała się odwzajemniając uścisk.
Pocałował ją w czubek głowy.
- Nie zamierzam.
- A i nie wiesz tego ode mnie.
- Jasne.- uśmiechnął się szeroko.
- Idziesz na kawę?
- A nie masz ty czasem ważnej pracy?- zapytał podejrzliwie.
- Mam, ale chyba mogę wyjść z tobą na kawę, prawda? A poza tym muszę iść do urzędu, więc wstąpienie na małą czarną nie zaszkodzi. - puściła mu oczko.
- A ja mam matmę... Hmmm... Dobra, ale na taką z mlekiem.- przytaknął.
- Przynajmniej sama nie będę musiała nosić tych teczek. - zaśmiała się ciągnąc go ku wyjściu ze szkoły.
- Daj, wezmę.- zabrał je z rąk torbę z teczkami.
- Ostrzegam, że ciężkie.
Bez problemu przerzucił sobie przez ramię.
- Dla ciebie, mała.- pocałował ją w czubek głowy.
- Noszę to cały dzień. A teraz ma ich przybyć. - przytuliła się do niego.
Objął ją ramieniem.
- To ci na chwilę ulżę.
- Tylko na chwilę? - udała smutek. - Chociaż lepsze to niż nic.
- Zobaczymy.- wyciągnął telefon z kieszeni i napisał smsa do Luke'a.- Może nawet na dłuższą chwilę.
- Taką do końca życia. - szepnęła.
- Zacznijmy od do końca lekcji.- zaśmiał się.- Więc jak minął twój dzień?
- Ciekawie. Wczoraj uderzyłeś tak Justina, że musiałam mu czytać świstek, który musiał podpisać. - mruknęła. - Dyrektorka zaczęła mi się zwierzać jak to ją wkurzasz. I tak dalej, i tak dalej.
- Hm. Faktycznie ciekawie. Zamierzam ją dzisiaj wkurzyć jeszcze bardziej.
- Co znowu zrobiłeś? - jęknęła jak zmęczona matka wybrykami syna.
- Aaaaa, taka tam. Pyskówka. Luz, w sumie, norma.- wzruszył ramionami.
- Serio chcesz robić sobie jeszcze większe problemy? - mruknęła. - Wiesz, że mogą cię wywalić w każdym momencie to jeszcze ich prowokujesz o tego. Czy ty choć raz nie mógłbyś być normalny, grzeczny i spokojny?
Popatrzył na nią znacząco.
- Wtedy nie byłbym sobą.- odparł.
- I nie dałbyś rady. -podpuszczała go.
- Nie.- uciął dyskusje.

niedziela, 21 czerwca 2015

School stars cz.6

        Następnego dnia dziewczynę obudziło delikatne potrząsanie i ten słodki głos, który przyprawiał ją o dreszcz. Kiedy otworzyła oczy zobaczyła jak uśmiechnięty Luke próbuje ją obudzić. Wyglądał przepięknie. Włosy postawione na żel. Czarny podkoszulek i jeansy. Do tego skejty. Jego niebieskie oczy mieniły się jak gwiazdy ubiegłej nocy. Dziewczyna uśmiechnęła się na ten widok i coś wymamrotała pod nosem wywołując u chłopaka cichy śmiech.
- Rusz ten tyłek, bo do szkoły się spóźnimy. - zaśmiał się uśmiechając szeroko.
- Dobry Boże... Moja głowa.- jęknęła, podnosząc się.- Co się... Co się wczoraj działo?
- Nic. Przebieraj się. - cały czas się uśmiechał.
Rozejrzała się.
- Co ty robisz w moim pokoju?- zapytała, masując skronie.
- Spałem. - wzruszył ramionami i wyciągnął ją w z łóżka. - Dalej kochanie.
Popatrzyła na niego zdziwiona.
- Jak spałeś? Co... Ale... Ach, mój łeb.- przyłożyła chłodną dłoń do czoła.- Była wczoraj jakaś impreza?
- Nie. To ty się spiłaś. Musiałem cię tu przynieść i  położyć grzecznie spać. - mruknął i podał jej nowe ubranie. - A, że nie chciałaś spać sama zostałem na noc.
Popatrzyła na niego z drobnym przymułem.
- Ah...aaaa... No dobra...- westchnęła, wstając. Podeszła do szafy i wyciągnęła jakieś ubranie.
- Ah...aaaa... No dobra...- westchnęła, wstając. Wzięła ubranie i powędrowała do łazienki.
- Szybciej, mała. - popędzał ją pakując jej książki i uszykowane wcześniej kanapki.
- Już, już!- wyszła z łazienki. No cóż... Była ubrana i uczesana, ale i tak widać było, że ma za sobą ciekawą noc.
- Po biologi cię przyprowadzę z powrotem do domu. - mruknął patrząc na nią. - Nie wyglądasz najlepiej. Zobaczymy. Może świeże powietrze trochę zdziała.
- Bez przesady.- mruknęła, przerzucając przez ramię plecak.- Nie dramatyzuj, poradzę sobie. Chodźmy.
- Daj ten plecak. - zaśmiał się zabierając jej torbę. Założył sobie na drugie ramię, a dziewczynę chwycił za rękę i splótł ich palce.
- Oddaj mi! Luke, nie jestem niepełnosprawna, tylko głupia! Oddawaj mój plecak!
- O i tu się zgodzę! - przytulił ją i pocałował w czoło. - To było głupie co wczoraj zrobiłaś, ale kocham cię i ci to wybaczę.
Przewróciła oczmai.
- Uf, kamień z serca. A teraz oddawaj!
- Ledwo idziesz. - zaśmiał się. - Jeszcze plecak cię przygniecie. Dam ci go w szkole.
- Jesteś straszny.- burknęła.
- Ale twój. - zatrzymał się i delikatnie musnął jej usta. - Fu. Nadal wódka.
Odsunął się i ruszyli dalej.
- Dzięki.- mruknęła, przewracając oczami.




        Mike czekał na brunetkę pod jej domem.
- Hej. - mruknęła wychodząc z domu i zapinając kurtkę.
        Nie czekając na niego ruszyła w kierunku szkoły. Bez słowa ruszył za nią, rozglądając się na boki.
        Dziewczyna się nie odezwała. Cały czas słuchała piosenki, którą nagrała wczoraj. Miała nuty, więc nie było to problemem. Jednak. Wolała kiedy on to jej śpiewał. W ciszy mijali zakręty i budynki, idąc w stronę szkoły.
        Nagle wpadli na Biebera. Dziewczyna nie szczególnie się tym przejęła. Po prostu przeszła obok niego.
- Stój.- szarpnął ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Czego chcesz? - syknęła.
- Puść ją, Bieber.- syknął Mike.
Szatyn, nie zważając na niego, pocałował Claudię. Odsunęła się gwałtownie od niego.
- Nigdy więcej tego nie rób. - warknęła wycierając usta.
- Nie pozwoliłem ci się odsunąć. -warknął, przyciągając ją ponownie. Wtedy Mike rozdzielił ich i złapał Biebera za kołnież koszuli.
- Z czym masz problem, mały obszczańcu?- syknął.
Szatyn napluł mu na twarz.
- Mike. - warknęła dziewczyna i ich rozdzieliła. - Przestań.
Justin zaśmiał się pogardliwe.
- Właśnie. Wracaj do budy, bo tak ci dziewczyna każe.
Nim zdążyła ponownie zareagować, brunet rzucił się na Biebera z pięściami/.
- Mike! - krzyknęła, ale te nie zareagował. Chwyciła go za ramię i odciągnęła od chłopaka. Już chciał rzucić się na niego ponownie, ale ta go powstrzymała. - O czym wczoraj gadaliśmy?! Nie będę bronić ci dupy jeśli to ty zaczniesz! Ogarnij się, bo robisz się kopią tego dupka!
Stanowczo odsunął ją od siebie.
- Już i tak widzisz we mnie tylko jego. Gorzej nie będzie.- syknął, po czym kopnął czołgającego się Justina.
- Przestań! - pisnęła i złapała go za ramię. Pociągnęła w tył, a następnie przytuliła do siebie. - Przestań...
Zdziwiony odwzajemnił uścisk.
- Nie rób tego. - szepnęła w jego tors. Jego podkoszulek zaczął się robić mokry od jej łez.
- Ej, nie płacz mała.- mruknął, głaszcząc ją po plecach. Pocałował ją w czubek głowy.- Nie płacz, nie ma nad czym.
- Napisałeś, że przy mnie jesteś łagodny. - szepnęła przez łzy. - Wcale taki nie jesteś...
- I tak nie wierzysz w to, co mówię.- burknął.
- Bo zachowujesz się jak on... - wskazała na Biebera.
- Bo mnie prowokujesz.
- Czyli to moja wina?  - zapytała zdziwiona i przestała płakać.
Uniósł kącik ust.
- Oczywiście, że tak. Jak zawsze, no nie?
- W końcu wszystko co złe to ja. - burknęła. - Justin? Nic ci nie jest?
- Nie zbliżaj się do mnie, szmato.- warknął.- Jeszcze dostanę jakiegoś syfa. Już cała szkoła we, że się z nim pieprzysz. Pewnie nie tylko z nim, mam rację?
- Ty mały...- Michael zrobił krok w jego stronę, a ten zaczął uciekać.
- Zostaw go. - złapała go za rękę. - I tak nic nie zmienisz...
Wysłał mu jeszcze miażdżące spojrzenie, po czym objął brunetkę w pasie.
- Chodźmy.
        Nie odezwała się. Po prostu podniosła swoją torebkę i schowała MP3 do niej. Pozwoliła prowadzić się chłopakowi. Przed szkołą zobaczyli paczkę 5 SOS. Mike uśmiechnął się szeroko i pomachał do kumpli.
- Idziesz do nas?- zapytał dziewczynę.
- Nie. Wolę nie. - mruknęła.
- Dlaczego?- uniósł brew.- Jeśli chodzi o te pytania Ash'a i Cal'a, to mogę ich uciszyć.
- Nie. Nie oto chodzi. Idę do szkoły. Pa. - pocałowała go w policzek i weszła do budynku.
Odprowadził ją spojrzeniem. Dopiero, kiedy weszła do budynku, ruszył w stronę znajomych.
- Czemu nie przyszła? - zapytał Ashton. - Wystraszyła się Caluma?
- Nie, ciebie.- pokazał mu język.- Boże, Klar, co ci się stało?
- Spierdalaj.- burknęła, nasuwając na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Przebalowało słoneczko. - powiedział zabawnie Luke obejmując ją.
- Jesteście tak słodcy, że zaraz rzygnę lizakami.- przyznał Hood.
- Uważaj, żeby ci przy tym nie stanął. - zaśmiał się Ash.
Wszyscy popatrzyli na niego dziwnie.
- Ashton. Oficjalnie masz szlaban na używanie słowa "stanął".- zarządziła z uśmiechem Klara.
- A kto mi zabroni? - zaśmiał się. - Nikt mnie nie powstrzyma przed słowem "stanął"!
- Kto jest za tym, żeby znaleźć nowego perkusistę, podnosi rękę w góry.- zawołał Michael. Cztery dłonie poszybowały w górę.
- Pff... Ja wam jeszcze pokaże. - udał nafochane dziecko i poszedł do szkoły, krzycząc wcześniej. - Kroimy żaby!
- Na prawdę się o niego martwię.- mruknął Calum, wstając z trawy i otrzepując spodnie.- Idę go pilnować.
- Idź idź. - zaśmiał się Luke.
- To jak, mała. Idziesz na przesłuchanie?- zapytał Mike, opierając się o murek.
- Chyba po to, żeby zrobić komuś krzywdę.- mruknęła, bawiąc się komórką Luke'a.
- Ją tylko może przekonać mój głos. - szepnął jej do ucha przygryzając jego płatek.
Otworzyła szerzej oczy.
- Co? Skąd taki pomysł?- zapytała szybko.
- Ty mi to powiedziałaś. - uśmiechnął się cwanie. - Teraz mam nad tobą władzę
- Ygh.- jęknęła, uderzając z otwartej dłoni w twarz.- Cholera. Nigdy więcej picia.
- Też cię kocham. - pocałował ją w policzek. - A ty? Gdzie tak szybko wyleciałeś po próbie?
- Do domu.- mruknął.
- Po co? - zmarszczył brwi. - Nigdy wcześniej ci tak śpieszno nie było.
- Nie pamiętasz? Umówił się z tą zdrajczynią.- mruknęła niezadowolona.
- Klara...
- Nawet nie zaczynaj, Clifford!- zastrzegła.- Nie obchodzi mnie to, co się między wami rodzi, chociaż mam nadzieję, że zemrze w zarodku. Oficjalnie jej nienawidzę. Jest zdradziecką żmiją.
- Klara. - upomniał ją Luke. - Przestań.
- Nie zamierzam.- burknęła niczym nafochane dziecko.- A ona nawet tego nie żałuje! Jak mogła! Tak po prostu złamała obietnice i ma to w dupie!
- Rozmawialiśmy... Zresztą i tak tego nie pamiętasz. - mruknął. - Ale nie obrażaj jego dziewczyny, bo ci coś zrobi.
- Ej! Ona nie jest moją dziewczyną!- zaprotestował.
- A spróbowałby... Oddałabym mu.- mruknęła.
- Jasne, jasne. - mruknął. - Dziewczyna czy nie. Już drugi raz nocowała u ciebie. A ty lepiej z nim nie zaczynaj, bo ja cię bronić nie będę.
- Nie nocowała u mnie.- warknął.
- Lepiej dla ciebie.- mruknęła.
- Klara!- brunet podniósł głos.
- Co?! Będę tak mówić dopóki mnie nie przeprosi i na prawdę nie pożałuje, że...- zamilkłą nagle.
- Co jest?
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Nic.- pocałowała w policzek Luke'a.- Muszę lecieć. Widzimy się na Angielskim.
- O co chodzi? - zapytał łapiąc ją za nadgarstek.
- O nic, słońce.- uśmiechnęła się szeroko, po czym wyrwała się z jego uścisku i pobiegła do szkoły.
- Czy tylko ja mam takie wrażenie, że wpadła na jakiś diaboliczny pomysł?- zapytał Michael z przymrużonymi oczami.
- Lepiej idź pilnuj swojej dziewczyny, bo może nie przeżyć dzisiejszego dnia z dwóch powodów. - mruknął wstając.
- Dwóch?
- Klara. No i Bieber. - mruknął patrząc na chłopaka wchodzącego do szkoły.
- Nie martw się.- brunet odepchnął się od kamiennej ścianki.- Nie zbliży się do niej. Zabiję go, jeśli to zrobi.
- Jeśli to zrobisz to wiesz, że ona cie znienawidzi,prawda?
- Trudno. Czasem w życiu trzeba wybierać. Osobiście wolę, żeby mnie nienawidziła i była bezpieczna, niż jak mam się martwić, czy lekarze poskładają ją w całość.
- Przecież by nic jej zaraz nie zrobił. - zmarszczył brwi.
- Wolę nie sprawdzać.- burknął, wchodząc na korytarz.
- A ja tam bym sprawdził. - wzruszył ramionami.
- Ciekawe, jak.
- Obserwowałbym. Zaatakował wtedy kiedy on uderzy pierwszy. - mruknął. - Jeśli znów uderzy dziewczynę zostanie wydalony. Jeśli uderzysz go, bo coś jej powie, ale jej nie uszkodzi to Ciebie wydalą.
- Nie pozwolę mu jej uderzyć.- warknął.- Z resztą, ty rzuciłbyś się na niego, gdyby tylko podniósł rękę przy Klarze.
- Ale nie kiedy by się do niej odezwał. Poza tym mi nie grozi wydaleni tylko tobie.
Przewrócił oczami.
- Mniejsza. Co teraz mamy?
- Ty? Biologię. Ja? Matmę.
- Cudnie.- mruknął.- To dlatego Ash darł ryja o tę żabę...
- Ale z kim masz biologię. - udał zachwycenie. - Same gwiazdy.
Zmroził go wzrokiem.
- Umiesz skakać? To spierdalaj w podskokach.
- Złość piękności szkodzi księżniczko! - zaśmiał się kierując w stronę schodów.






        Zaraz po lekcjach chłopcy razem z Klarą poszli na próbę. Dwa dni do koncertu, więc czas zacząć casting. Ostatnie zgłoszenia zostały przyjęte dziś rano.
        O dziwo Klara była w szampańskim nastroju. Wszyscy się jej dziwili, ale za chwilę miał wyjść powód jej dumy. Nawet wystąpienie na castingu nie zepsuło jej humoru.
         Nagle drzwi sali do prób otworzyły się, a przez nie weszła wściekła Claudia. 5SOS skończyło piosenkę, więc Mike podszedł do dziewczyny. Już miał coś powiedzieć, gdy ta nagle na niego wyjechała.
- Po jaką cholerę to zrobiłeś?! - syknęła tak by tylko on to słyszał. - Przez ciebie upokorzyłam się przed wszystkimi! Nie dość, że mają mnie za dziwkę to w dodatku będą mieli powód do śmiechu! Jak mogłeś... Nienawidzę cię...
- Co?- zmarszczył brwi.- O czym ty mówisz?
- Nie udawaj idioty. Dobrze wiesz o czym mówię.
- No właśnie w ogóle. Co jest?
- O casting. To ty mi powiedziałeś, że ładnie śpiewam. To ty to zrobiłeś.
Zaśmiał się.
- Nie żartuj sobie. W życiu nie zrobiłbym czegoś tak szczeniackiego!
- A wyglądam jakbym żartowała? - warknęła wściekła.
- Musiałbym cię nienawidzić, żeby...- Mike przerwał i otworzył szerzej oczy ze zrozumieniem. Odwrócił się w stronę przyjaciół. Klara siedziała na ławeczce, oparta brodą o gitarę z uśmiechem od ucha do ucha.- No tak...
- Co znowu?
- To wszystko wyjaśnia.- pokręcił głową ze śmiechem.- Mała zołza.
- Zabiję sukę. - syknęła patrząc na Klarę. Ruszyła w jej kierunku.
Tej uśmiech nie schodził z ust.
- Czego tu chcesz, oszuchistko?
- Podła suka! Musiałaś no nie?! - krzyknęła jej prosto w twarz i ściągnęła ją z krzesła. Zaczęła szarpać ją za włosy, drapać. Wszystko tylko, żeby ucierpiała na tym. - Zabiję cię!
        Na skórze dziewczyny zostawały czerwone ślady paznokci, a w niektórych miejscach pojawiała się krew. Nagle kopnęła ją mocno w brzuch, skutecznie ją odpychając. Michael i Luke rzucili się, żeby je przytrzymać. Mimo wszystko Klara śmiała się głośno.
- Cholernie się cieszę, że poczułaś się tak jak ja, ty mała, podła suko.- powiedziała z satysfakcją.
- Zabiję cię! - szarpała się. - Puść mnie! Zabiję ją!
- Klara skończ. - mruknął Luke. - Nie nakręcaj jej jeszcze bardziej.
- Puść mnie! - krzyknęła przeraźliwie głośno i uderzyła bruneta z łokcia w brzuch. - Puść!
Ten tylko wygiął jej ręce mocniej w tył i nachylił się do jej ucha.
- Popatrz, co zrobiłaś.- nakierował ją tak, by musiała patrzeć na szatynkę. Miała spuchniętą, pooraną twarz i czerwone ręce.- Widzisz, co zrobiłaś? I to sowiej przyjaciółce.
- Puść mnie! - szarpała się. Wygięła twarz w drugą stronę, tak by nie musiała patrzeć na dziewczynę. - Puść!
- Zobacz.- szarpnął nią.- Pobiłaś PRZYJACIÓŁKĘ. Jak mogłaś?
- Ona nie jest przyjaciółką! - wydostała się z jego uścisku. - Jest szmatą, która zginie w męczarniach!
- Bo co?- zawołał, łapiąc ją za nadgarstki i przyciskając do ściany.
- Nie boję się ciebie. - syknęła nagle. - Nie jestem Bieberem.  Nie zrobię tego teraz to zrobię to później.
- Jesteś egoistką, wiesz?- zapytał, odsuwając się od niej.
- Większą od ciebie nie mogę być. - prychnęła.
- Jak śmiesz tak do niego mówić?!- krzyknęła Klara, wyrywając się do przodu.- Ty głupia dziwko! Upokarzasz wszystkich wokół, manipulujesz ludźmi, a potem robisz z siebie tą pokrzywdzoną!
- Zamknij ryj! Nikt cię nie pytał o zdanie! Jesteś zdradliwą dziwką! Od samego początku nią byłaś!  Myślisz, że jak Luke zwrócił na ciebie uwagę to jesteś kimś! Daję wam górę dwa tygodnie! Rzuci cię w cholerę, bo zapijesz się!
        Luke momentalnie złapał brunetkę za ramię i pociągnął do tyłu. Mocno do siebie przytulił i wyszeptał cicho na ucho.
- Nie warto, słonko. - szeptał cicho.
- Nie mogę się doczekać, aż zobaczę cię na koncercie.- syknęła jadowicie, wychylając się z pod jego ramienia.
- Masz pecha, bo oddałam to miejsce Justinowi. - uśmiechnęła się wrednie. - Będziecie tworzyć niezły duet.
- Pyf, jesteś głupia. Myślisz, że nie czytałam regulaminu? Nie można się zamieniać. Po za tym, ten twój pedał nigdy nie dorastał mi do pięt. To ty byłaś tą idiotką, która cieszyła się, że wielki Justin Bieber w ogóle się do niej odzywa.
- Pedałem jest Luke, nie Justin. - syknęła. - I owszem, można. Jeśli osoba wybrana nie jest zdolna do wykonania piosenki.
- Upośledzenie umysłowe cię nie usprawiedliwia, downie.- warknęła.- I odpierdol się od Luke'a..
- Widzisz? Jednak będziesz musiała wystąpić. - udała zawiedzenie.
- Skończcie! - wrzasnął Ashton. - To jest głupie! Obie powinniście się przeprosić! Klara za to, że Cię złosiła, a ty za to, że ją pobiłaś! I sądzę, że nie tylko to macie na sumieniu, więc ruszcie te dupy i chociaż raz normalnie pogadajcie, bo wszyscy mamy tego dość! W ogóle się dziwię, że Luke i Mike z wami wytrzymują! Jesteście najgorszymi zrzędami na świecie! A mało tego to jeszcze zołzy! Obie!
- Zamknij się Irwin!- warknęła.
- Sama się zamknij. - warknął. - Choć raz byś pokazała, że jesteś mądrzejsza. Ta lepsza.
- Wiesz co, Ashton? Masz rację. Klara powinna przeprosić wszystkich, za to, że jest zołzą. - mruknęła Claudia.
- Uważaj, bo i Ciebie pobiję.- syknęła, wyplatając się z uścisku Hemmingsa.- To gówno.- wskazała ręką na brunetkę.- Dwa razy się mnie wyparło, złamało daną przysięgę a potem mnie pobiło. Możecie mnie pociąć, ale i tak nie wyciągnę do niej ręki. Robiłam to cały ostatni semestr!
- Chyba jechałaś po Justinie! - oburzyła się. - Na każdym kroku go krytykowałaś! Nie ważne co zrobił, zawsze był tym złym! Ale wiesz co Ci powiem?! Mam Twoje zdanie w dupie! Znam go lepiej  iż ty i wiem jaki jest! Myślisz, że jak pokażesz się z Luke'iem to staniesz się popularna? Hah. - prychnęła. - I tak wszyscy wiedzą, że to Twój pierwszy chłopak, a nie jesteś już dziewicą. Straciłaś cnotę po pijaku! Każdy wie, że spałaś z Justinem. - prychnęła.
Luke w ostatniej chwili złapał dziewczynę. Mocno ją do siebie przyciągnął i przytulił. Nie miała jak uciec. Był za silny. Zbyt silny jak na nią.
- Ciii... Spokojnie. Chce cię sprowokować. Ignoruj...
- Powiedź mi, że ona kłamie.- jęknęła, wtulając obolałą twarz w jego szyję.- Proszę...
- Oczywiście, że kłamię. - szepnął przytulając ją. - Nie było takiej sytuacji.
Po jej policzkach spłynęły słone łzy, podrażniając rany.
- Puść mnie.- szepnęła.
- Nie. - powiedział i pocałował ją w czubek głowy. - Nigdy.
        W czasie gdy Luke pocieszał Klarę brunetka opuściła salę do prób. Nie żałowała tego co zrobiła i chętnie by to powtórzyła. Mike stał niepewny w drzwiach. Patrzył raz za Claudią, raz na przyjaciół, którzy skupili się razem, by zrobić grupowy uścisk. Pokręcił głową i dołączył do tulącej się paczki.
- Wszyscy jesteście głupi.- zaśmiał się.
- Jak ty. - zaśmiał się Luke.
- Przecież mówię, że wszyscy...
- Ej, chłopaki.- z samego środka mruknęła szatynka.- Muszę do łazienki...
- Po co? - zdziwił się Ashton.
- Boli mnie twarz.
- Zaprowadzę cię do pielęgniarki. - powiedział Luke i powoli ruszył w kierunku jej gabinetu.
- No ładnie.- mruknął Calum, podpierając się pod boki.- A czemu ty nie pobiegłeś za swoją królewną?
- Jeszcze z nią dzisiaj pogadam.- mruknął, podchodząc do gitary.- Chodźcie, ogarniemy sprzęt. I tak już koniec próby.
Kiedy chłopaki pozbierali sprzęt rozeszli się w swoich kierunkach. Dziesięć minut później z gabinetu pielęgniarki wyszła para.
- Pójdziesz do dyrektorki z tym? - zapytał niepewnie.
- Jeszcze nie wiem... Chyba nie.- mruknęła.
- A zemścisz się?
- A chcesz mnie do tego namówić?- uniosła jedną brew.
- Powstrzymać. - poprawił ją.
- Czyli uważasz, że powinnam pójść na nią donieść?
- Nie. Jeśli to zrobisz obie ucierpicie. Ona zostanie wydalona, a ty otrzymasz naganę za to, że ją zgłosiłaś. - wyjaśnił.
- Nie dostanę żadnej nagany!- tupnęła nogą.- Ona nie dostała, więc czemu ja miałabym dostać? Po za tym, ani razu nie powiedziałam, że to ja ją zgłosiłam.
- Właśnie się do tego przyznałaś. - puścił jej oczko.- A nie dostała, bo jej nie zgłosiłaś.
- Zgłosiłam.- burknęła cicho.- Dyrektorka powiedziała, że nie mam dowodów i że to nie jest nic złego, bo filmik był w internecie. Każdy mógł to zrobić. Ją też mógł zgłosić każdy. Mogą mi nagwizdać.
- Ale wiesz, że jeśli ją zgłosisz to będzie miała jeszcze bardziej nasrane w papierach?
- Nie obchodzi mnie to. I tak jest dziwką.- uniosła wysoko podbródek.
- To już wiemy. - zaśmiał się i przytulił ją jeszcze bardziej. Złożył pocałunek na jej głowie.
Dziewczyna przełknęła ciężko ślinę.
- Czy to... To o czym ona mówiła... Powiedz mi, czy to prawda?
Zawahał się.
- Nie. - powiedział cicho. - Byłaś na tej imprezie. Schlałaś się, ale nie zrobiłaś tego z Bieberem. Urządziłaś striptiz, a następnie obrzygałaś wszystko w okół siebie.
- O Boże.- schowała twarz w dłonie.
- Ale nikt tego nie pamięta. - pocieszył ją. - Prócz jednej osoby...
- Kogo?
- Mnie. - wyszeptał jej pociągająco na ucho. Przygryzł jego płatek.
- Tym bardziej mi głupio.- westchnęła.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- Bo widziałeś mnie robiącą striptiz i obrzygującą wszystko wokół?- zapytała ironicznie.
- Nie. Akurat nie o tym mówię. - zaśmiał się cicho.
Zmarszczyła brwi.
- Ale w jakim sensie?
- Pamiętasz jak się spiłaś? - zaczął. Przytaknęła mu, a on kontynuował. - Musiałem Cię przebrać i wykąpać, ale udało mi się cię namówić do zrobienia tego samej. Ale kiedy się przebierałaś to bez żadnych przeszkód zrobiłaś to przy mnie.
Oczy jej się rozszerzyły.
- Błagam, powiedz mi, że żartujesz.
- Nie. To nie żart.
- O nie...
- Spokojnie. Tylko ja o tym wiem. I tak zostanie do końca życia.
- Kurwa...- z jęknięciem oparła czoło o jego pierś.- Rozebrałam się przed tobą? Tak po prostu... A ty się nie odwróciłeś, no nie?- mruknęła.
- Odwróciłem, ale i tak zobaczyłem. - przyznał szczerze. - Nie mógłbym wtedy na Ciebie patrzeć, bo prawdopodobnie nie powstrzymałbym się, a wykorzystanie tego, że byłaś piana nie byłoby dobrym pomysłem i wbrew moim zasadą.
Przytuliła się do niego mocno.
- Trafił mi się facet z zasadami... Ja to mam szczęście.- zaśmiała się, całując go w szyję.
- To chyba dobrze, prawda? - zaśmiał się.
- To bardzo dobrze. - odsunęła się lekko.
- Miło to słyszeć. - musnął jej usta.
Uśmiechnęła się lekko.
- Aż się zastanawiam, jak to się stało, że w ogóle Ci się podobam.- mruknęła pod nosem.
- Bo... Jesteś śliczna, mądra, masz piękny głos, działasz na mnie jak heroina, masz piękne oczy, silna, kochana, troskliwa, ale trochę głupiutka. - pocałował ją w czoło. - Ale ja Cię oduczę spijania się.
- Nie będę już pić.- skrzywiła się.- Wystarczy mi wstydu...
-  Cieszę się. - pocałował ją w czoło.
- Co dzisiaj robimy?
- A na co masz ochotę?
- Na cokolwiek.- uśmiechnęła się lekko.- Może piknik
- O! Dobry pomysł. - zaśmiał się. - Chodź. Trzeba iść po jedzonko i kocyk.
- Idę, idę.- zachichotała, pozwalając mu się ciągnąć.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

School stars cz.5

Hej kociaki! ;* Wybaczcie tak dłuuuuuuuuuuuuuuuugą nie obecność, ale mam dobry argument usprawiedliwiający nas. Otóż... Były wakacje, mały dostęp do neta, zaczęła się szkoła, a to się równa sporo nauki... Chociaż, nie. Nie ma takiego argumentu, który by usprawiedliwiał tak długą nieobecność i to bez słowa wyjaśnienia. Ale tak czy inaczej musicie nam to wybaczyć, ponieważ kochacie nas,a my kochamy Was. <3
Mam nadzieję, że inni bohaterowie naszych opowiadań nie mają wpływu na tak małą ilość czytelników. NO LUDZIE! Żyjemy w świecie, w którym istnieje tolerancja + zawsze można pod daną postać podłożyć tą, którą się tak naprawdę lubi, więc nie musicie nas opuszczać, bo dawno nie było opowiadania związanego z BTR. Wrócimy do ich tematyki... Spokojnie...
A tym czasem zapraszam na kolejną część opowiadania o 5 Seconds of Summer.  :3


Red Rose

~*~


Ćwiczyli do późna - o wiele dłużej niż zazwyczaj. Zanim pozbierali sprzęt, było już grubo po 18. Michael szybko pożegnał się z kumplami i odmawiając im wspólnego wieczora z grami, pobiegł w stronę domu. Miał nadzieję, że dotrze tam pierwszy.
Jednak kiedy otworzył bramkę zobaczył jak dziewczyna siedzi na schodach. Na jego widok powoli wstała i otrzepała pośladki.
- Hej.- mruknął, mijając ją i podchodząc do drzwi.
- Hej? - zdziwiła się. - A tobie co się stało?
- Nic. Wchodzisz?- zapytał, stając obok otwartego wejścia.
- Czekam na to godzinę. - powiedziała i weszła do domu. Od razu ściągnęła kurtkę i buty, a następnie włożyła je do szafy we wejściu.
Sam rzucił swoje rzeczy byle jak w okolicy szafy. Ruszył do kuchni.
- Głodna?- zawołał przez ramię.
- Trochę. - poszła za nim. Usiadła na blacie. - Jak próba?
Podszedł do niej. Oparł ręce po bokach jej ud, nachylając się niebezpiecznie blisko. Popatrzył jej w oczy twardym spojrzeniem.
- Ty puściłaś filmik organizatorce, no nie?
- Nie. - powiedziała spokojnie.
- Więc skąd ona o tym wiedziała, co?
Wzruszyła ramionami.
- Ja pokazałam go tylko wam.
- Nie okłamuj mnie, nie idzie ci.- mruknął.- Skąd ten stary babsztyl, kompletnie nie znający się na elektronice mógł to wiedzieć?
- Może i jestem szmatą, ale nie kłamię. - syknęła. - To nie ja pokazałam jej filmik. Wystarczyło przesłać plik muzyczny i anonim jej synalkowi. To w zupełności wystarczyło.
Popatrzył na nią.
- I kto to zrobił?
- Ja. W końcu musicie mieć dobry support, no nie?  No chyba, że wolicie Tada z tubą.
- I pewnie nie wpadłaś na pomysł, że Ash zacznie grzebać dalej, no nie?- uniósł jedną brew.
- Co masz na myśli? - zmarszczyła brwi.
- Słyszałem, jak śpiewasz.- szepnął.
- Ja nie śpiewam. - zaśmiała się.
- Owszem. Śpiewałyście duet. Co to było... Ah, tak. Hallelujah...
- Tylko chórki, a to nie jest śpiew. - zeskoczyła z blatu. - Gdzie masz talerze?
Złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Jedną ręką wciąż trzymał ją za dłoń a drugą objął ją w pasie.
- Masz świetny głos.
- Jasne. - wywróciła oczami. - To gdzie te talerze?
Uniósł jeden kącik warg.
- Nie musisz mi wierzyć. Ale wiem, co mówię.
- Wierzę tylko w to, że mnie nie zostawisz po tym jak uratowałam ci tyłek. - uśmiechnęła się wrednie. - W nic więcej ci nie wierzę.
- Mądrze.- mruknął, śmiejąc się.
- Zamawiamy pizzę, czy robimy coś sami? - zapytała odsuwając się od niego. Otworzył lodówkę. - Coś liche te zapasy.
- A na co masz ochotę?- zapytał, opierając się o blat.- Ja zwykle zamawiam chińszczyznę.
- Szczerze? To na masaż, bo masz niewygodne schody, a jeśli chodzi o jedzenie to chińszczyzna może być. - mruknęła zamykając lodówkę.
- Nie kazałem ci na nich siedzieć.- wzruszył ramionami, wyjmując komórkę.
- Miałeś wrócić godzinę wcześniej.
Wzruszył ramionami.
- Ale przeciągnęła się nam próba.
- Serio? Zauważyłam.
- Cieszy mnie to.- zaśmiał się, po czym wybrał numer knajpy i złożył zamówienie.
- A tak poza tym czego nagadałeś Ash'owi i Calum'owi? I co to za pytanie "Ile razy mu stanął?" ?
Parsknął śmiechem.
- Nie przejmuj się. Tym debilom się nie przetłumaczy. Pewnie jeszcze przez kilka dni będą cię pytać o takie rzeczy.
- Jezu. Powiedziałeś, że nocowałam u ciebie?
- Nic im nie mówiłem. Sami na coś takiego wpadli.
- Wiedziałam, że tak będzie. - jęknęła. - Nie potrzebnie się zgadzałam na pójście z tobą do szkoły.
- Czym się przejmujesz?- otworzył sobie pół litrową butelkę coli.- To tylko Calum i Ash.
- A zaraz po tym cała szkoła. - mruknęła. - Może ty masz to w dupie, ale ja nie zamierzam ponownie usłyszeć dziwka.
- Błagam,- zaśmiał się.- Nikomu tego nie powiedzą. To ASHTON i CALUM.- powiedział głośno i wyraźnie.- Wszystko, o czym rozmawiamy w paczce, zostaje w paczce.
- Ja chyba będę się już zbierać. - poszła do przedpokoju i zaczęła się ubierać. - Przyjdziesz jutro po mnie?
- Siedziałaś przez godzinę po to, żeby teraz sobie iść?- uniósł jedną brew.
- Siedziałam, bo Justin napastował mi dom. - wzruszyła ramionami. - Ale mama pisała, że sobie poszedł, więc nie muszę dzisiaj u ciebie nocować. Nie ma takiej potrzeby.
- Szkoda. Chciałem ci coś pokazać.
- Niby co? - zmarszczyła brwi.
Uśmiechnął się lekko.
- Chodź.- skinął głową ku schodów.
Wywróciła oczami i poszła za nim.
Otworzył przed nią drzwi do swojej sypialni.
- Co tu jest takiego ciekawego? - mruknęła jakby zmęczona.
- Usiądź sobie.- mruknął, zamykając za nimi drzwi. Podszedł do stojącej w rogu gitary.
Usiadła na jego łóżku i uważnie śledziła jego ruchy. Dostroił wszystkie struny, osiągając tym idealnie brzmienie. Podszedł do biurka. Tym razem leżała na nim tylko jedna kartka.
Chłopak zaczął grać i śpiewać. Dziewczyna się delikatnie uśmiechnęła. Gdy skończył, pozwolił by gitara sama ucichła.
- Piękne. - uśmiechnęła się wciąż siedząc w tym samym miejscu. - Zaśpiewasz ją na koncercie?
- Raczej nie.- zaśmiał się, siadając obok.
- Szkoda. - wykrzywiła twarz w grymasie. - Ale rozumiem. Zbyt osobista.
Wziął do ręki kartkę. Zaczął bawić się jej rogami.
- Ta... To dla ciebie.- podał jej papier.
- Piosenka od Michael'a Clifford'a. Niecodzienny prezent. - zaśmiała się i wzięła kartkę do ręki. Uważnie ją obejrzała, a następnie pocałowała chłopaka w policzek. - Dziękuję.
- Proszę.- uśmiechnął się lekko.- Tylko mam nadzieję, że nie będziesz się tym chwalić przed wszystkimi.
- Dlaczego nie? Wstydzisz się? - spojrzała na niego uważnie. - Czy boisz, że uznają cię za mięczaka,bo napisałeś piosenkę dla... mnie.
- Ani jedno, ani drugie..- mruknął.- Dlatego, że ta piosenka jest dla ciebie i tylko dla ciebie.
Zaśmiała się pod nosem.
- Ale wiesz, że i tak oprawię ją w ramkę i powieszę nad łóżkiem?
Zaśmiał się.
- Nie, ale ciesze się, ze aż tak ci się podoba.
- A masz coś jeszcze dla mnie? - wyszczerzyła się. - Może jeszcze jedną piosenkę?
- Na dzisiaj wystarczy prezentów.- pocałował ją w czoło.
- Liczyłam na inną odpowiedź, ale okay.
- Na przykład na jaką?- uniósł brew, rozbawiony.
- Nie ważne. Przyjdziesz jutro po mnie? - wstała i schowała kartkę do torebki.
- Mhm. A teraz cię odprowadzę.- odłożył gitarę.
- Nie. Sama dojdę. - zeszła na dół.
Zszedł za nią i nasunął trampki na nogi.
- Co mam zrobić, żebyś za mną nie szedł? - zapytała zrezygnowana.
- Nic. I tak pójdę.- narzucił skórzaną kurtkę na ramiona.
- Po co? I tak nie wejdziesz, więc to jest bezsensu. A poza tym zamówiłeś chińszczyznę.
- Znam się z dostawcą.- mruknął, wyjmując z kieszeni pieniądze.- Będzie wiedział, co robić. A ja nie idę do ciebie, tylko idę cię odprowadzić. Słychać różnicę, no nie?
- To nie zmienia faktu, że to bezsensu, bo jak napotkasz się sam na Biebera to go zabijesz,a nie ratowałam ci dupy po to, żebyś wpakował się w kolejne kłopoty.
- Trudno. Idziemy?
- Wyboru nie mam. - mruknęła wychodząc.
Wychodząc, schował pieniądze pod wielką donicę.
- Wczoraj powiedziałeś, że mnie bardzo lubisz i ci zależy, a kiedy powiedziałam, żebyś mnie pocałował, wyśmiałeś mnie. Dlaczego?
- Nie wiem, jak wyglądała twoja relacja z królewną.- mruknął.- Ale ze mną na pewno nie będzie wyglądała tak.
- Co masz na myśli?
- Mam na myśli, że nie będę cię całował lub nie całował, bo taki masz kaprys.- mruknął.
- Wczorajsze to nie był kaprys.
- Tak zabrzmiało.- prychnął.- Nie muszę ci niczego udowadniać i nie będę spełniał twoich zachcianek. Przykro mi, nie ten typ.
- Mi też jest przykro, że nie widziałeś w tym niczego poza kaprysem. - mruknęła. - Gdybyś nie zauważył to poprosiłam cię o to, bo chciałam zobaczyć jak to jest pocałować kogoś, bo tego chcesz, a nie dla szpanu czy rozgłosu.
- Królewno, popracuj nad tonem głosu i doborem słów.- powiedział, patrząc na nią znacząco. - Słowa "Możesz to udowodnić" i "Pocałuj mnie" razem, nie brzmią najlepiej.
- Ale wiesz do czego doszłam, po wyjściu z waszej próby? - mruknęła ignorując jego wypowiedź. - Że tak naprawdę nie chciałam tego pocałunku. Po prostu myślałam, że to co zrobiłeś, powiedziałeś, to prawda. Ale zależy ci tylko na tym, żebym uratowała ci dupę za każdym razem kiedy to Justin zacznie. Nie uważasz, że jesteście bardzo podobni do siebie?
Popatrzył na nią, lekko zawiedziony. Nie odpowiedział. Uniósł wyżej głowę i skupił swoje spojrzenie na drzewach przed nimi.
- Tak myślałam. -prychnęła.
Nie skomentował tego.
- Nie wiesz co powiedzieć? Typowe. On też tak robi. Ciekawe....
- Wiem, co powiedzieć.- mruknął.- Zastanawiam się tylko, czy jutro też powiesz mi, że wcale nie chciałaś, żebym ci coś udowadniał, albo że nie próbowałaś mną manipulować.- popatrzył prosto w jej oczy.
- Nie masz mi czego udowadniać. A wiesz dlaczego? Bo nasze stosunki polegają na wzajemnej ochronie. Ty bronisz mnie przed Justinem,  a ja ciebie przed kozą. Czysty układ, który wraz z końcem liceum ulegnie rozpadowi.
Parsknął śmiechem.
- Świetnie. Cieszę się, że tak do widzisz.- zatrzymał się kawałek od jej domu.- Nie wiem, jak zamierzasz podciągnąć pod ten układ piosenkę, ale to twoja sprawa. Do jutra.
- Piosenka o niczym nie świadczy. - mruknęła i weszła do domu.
Odwrócił się na pięcie i ruszył z powrotem do domu.






Luke zaraz po próbie poszedł do dziewczyny. Nie zastał jej w domu, więc cierpliwie czekał pod nim. Kiedy zaczęło się ściemniać stanęła przed nim wstawiona dziewczyna.
- Coś ty zrobiła? - zapytał załamany jej widokiem. Włosy miała rozczochrane. Ubranie wymięte, a makijaż cały rozmazany. Wyglądała okropnie. - Gdzie byłaś?
Wzruszyła ramionami.
- To tu, to tam...- czknęła.
- Skarbie... - wziął ją na ręce. - Po co to zrobiłaś?
Powoli i po cichu wszedł do jej pokoju. Tak by jej rodzice ich nie słyszeli. Posadził ją na łóżku.
- Musisz się wykąpać.
- Nie. Nie muuuuszeeee...- jęknęła przeciągle, kładąc się na plecach. Nagle wybuchła śmiechem.
- Musisz. śmierdzisz samą wódką.
- Wódka jest niedobra.- skrzywiła się.
- To po cholerę się upiłaś? - mruknął idąc do jej łazienki by uszykować pełną wannę wody. - Idź się wykąp.
Wyciągnęła ku niemu ręce.
- Wykąp mnie.
- Sama musisz to zrobić. - poniósł ją i zaprowadził do łazienki.
- Nienawidzę jej.- jęknęła nagle, krzywiąc się, jakby miała się rozpłakać.
- Wiem, ale to dzięki niej dowiedziałem się, że masz anielski głos. I za to jestem jej wdzięczny. - dodał ściągając jej bluzkę.
- Ale to miał być sekret.- szepnęła, a po jej policzku spłynęła łza.- Bo ja śpiewałam tylko z nią.- popatrzyła mu w oczy.- A ona zostawiła mnie dla tej dziwki, tego Biebera. Przysięgła, że nikomu nie powie. A ja nie chcę śpiewać. Nie lubię śpiewać...
- Rozumiem. - przytulił ją mocno. - Nie zmuszę cię do tego, ale chciałbym jednak, żebyś to robiła. W końcu prawie odzyskałaś przyjaciółkę, której teraz nienawidzisz.
- Nienawidzę jej. Nie chcę jej znać.- zaszlochała.- Tyle czasu chciałam ją odzyskać. Starałam się jak mogłam. A ona tylko przyszła i zniszczyła mnie do końca. Nienawidzę jej.
- Nie zniszczyła cię. - szepnął. - Dzięki niej masz szansę na nowe życie. Lepsze. Dobrze wiesz, że poza naszą paczkę nic nie wychodzi.
- Przestań.- mruknęła, odsuwając się od niego. Ściągnęła buty i jeansowe szorty.
- Kocham cię. - pocałował ją w policzek i wyszedł. - Daj znać jak skończysz.
Cichutko płacząc, weszła do wanny. Dokładnie wyszorowała całe ciało, włosy, twarz. Wyszła z brudnej już wody i odkręciła korek. Wytarła się suchym ręcznikiem, po czym założyła mięciutki szlafrok. Umyła zęby z 10 razy i podszyła nieco włosy. Gdy już skończyła, zataczając się, wróciła do sypialni.
- Od razu lepiej. - uśmiechnął się chłopak. - Teraz tylko w piżamkę i do spania.
Gdy szła w stronę łóżka, potknęła się o rant dywanu. Wpadła prosto w ramiona chłopaka. Zaśmiał się cicho i wziął ją na ręce.Delikatnie posadził ją na łóżku. Uśmiechnął się patrząc na nią.
- Gdzie masz piżamę?
- Nie wiem.- mruknęła.- Będę spać w szlafroku.
- Nie możesz spać nago. - zmarszczył brwi. Podszedł do szafy i wygrzebał za dużą bluzkę szorty i czystą bieliznę. - Załóż to.
- Spanie nago jest bardzo przyjemne.- mruknęła, wstając. Rozwiązała pasek szlafroka i zsunęła go z siebie, kompletnie nie przejmując się obecnością blondyna.
Chłopak starał się na nią nie patrzeć. Ubrała się i znów usiadła na łóżku.
- Śpi. - uśmiechnął się.
Podniosła na niego spojrzenie. Z trudem wstała i podeszła, żeby się przytulić.
- Idź spać, bo do jutra nie pozbędziesz się kaca. - zaśmiał się przytulając ją. - Przyniosę ci szklankę wody.
- Nie. Zostań.
- Musisz mieć co do picia.
- Później. Teraz zostań.- zażądała, całując go w szyję.
- Dobrze. Połóż się.
- Połóż się ze mną.
- Okay. - mruknął zmuszając ją do położenia się. Sam ułożył się z drugiej strony łóżka.
Przytuliła się do jego piersi.
- Kocham cię, Luke.- szepnęła.
- Ja ciebie też, ale teraz już śpi. - pocałował ją w czubek głowy.
- Zaśpiewaj mi kołysankę...
- Jaką?
- Jaką chcesz. Uwielbiam słuchać twojego głosu. Tylko ciiii.- szepnęła.- To tajemnica. Jeśli się o tym dowiesz, zaczniesz to wykorzystywać...
Chłopak się cicho zaśmiał.
- Słoneczko już gasi złoty blask, za chwilę niebo błyśnie czarem gwiazd. Dobranoc. Dobranoc. Dobranoc już. - zaśpiewał bardzo cicho przytulając ją mocniej.
Nim się obejrzał, uspokoił jej się oddech i odleciała do krainy snów. Po raz ostatni pocałował ją w czubek głowy i pocierając jej ramiona pilnował by nie miała żadnych koszmarów. Jednak zasnął. Oboje śnili o tym samym. O swojej miłości...

niedziela, 6 lipca 2014

School stars cz.4

Dzień zaczął się jak co dzień. Paczka właśnie wchodziła do szkoły. Ash od razu gdzieś poleciał, a kiedy wrócił zaczął odliczać z Calumem.
- Za trzy... dwa... jeden... - śmiali się, a po chwili na dużym ekranie pojawił się piętnastoletni Justin. - Hahahahahaha....
- Co to jest? - zaśmiał się Luke.
- Mały Justin! Pierwszy występ! - śmiał się Ash.
- Ale skąd to macie? - nie mógł powstrzymać się od śmiechu kiedy moment popuszczenia w majtki powtarzał się co chwila w różnych tempach.
- Od tajemniczej osoby. - Calum znacząco poruszał brwiami.
- Co to jest?- zapytał Mike, wchodząc razem z Claudią do szkoły.
- Pierwszy występ Justina. - powiedziała przerażona dziewczyna. - Nie mówcie, że...
- Dzięki tobie. - chłopaki znów zaczęli się głośno śmiać.
- On was pozabija. - zaśmiał się blondyn obejmując swoją dziewczynę. Pocałował ją w policzek.
- To zrzucimy to na kogoś innego. - powiedzieli równo i spojrzeli na brunetkę.
- No chyba nie! - zaśmiała się.
- To jest plan e, a przed nim są jeszcze plany a, b, c i d. - wyliczał brunet.
- Mam nadzieję, że wykluczacie Luke'a, Klarę i mnie.- mruknął Mike, piorunując ich wzrokiem.
- Dobra, zostaje jeszcze plan d.- westchnął Calum.
- Trudno. Ale i tak sobie poradzimy. - Ashton wypiął dumnie pierś. - W końcu jesteśmy bosami.
- Jesteście nienormalni. - mruknęła Claudia.
- Trzeba się przyzwyczajać.- zaśmiała się Klara, opierając głowę o ramie blondyna.
- Oho. Nadchodzi Godzilla. - powiedział zabawnie Calum.
Bieber naparł prosto na Mike'a, popychając go na ścianę.
- Ty sukinsynu! Zapłacisz mi za to!
- Ej, zostaw go! - krzyknęła Claudia.
- Justin, daj spokój. - mruknął Luke odciągając go od kumpla.
Szatyn obrócił się i sprzedał Hemmingsowi mocny cios w brzuch. Blondyn skulił się nieco i zatoczył w tył. Bieber znów obrócił się w stronę bruneta i chciał wymierzyć mu cios w twarz, jednak ten złapał go za nadgarstek.
- Nie startuj. Do większych. Siusiumajtku.- zaśmiał się złośliwie.- Pierwszy raz widzę ten filmik, ale dowiem się, kto go wrzucił, a ze screen'a zrobię sobie tapetę.
Odepchnął go mocno w tył.
- I tak dobrze wiem, że to ty!- krzyknął.- Zniszczę cię, rozumiesz?! Zniszczę kurwa!
Gdy się cofał, Klara podłożyła mu nogę. Gruchnął jak długi na środku korytarza, wywołując tym salwę śmiechu obecnych tam uczniów.
- Nie bij mojego chłopaka.- syknęła szatynka.
Mike chciał wykonać jeszcze jeden cios, ale Claudia go powstrzymała. Stanęła przed nim, a ten zatrzymał się gwałtownie. Spojrzał na nią wściekły.
- Obiecałeś coś. - szepnęła patrząc na niego błagalnie. Doskonale wiedział o co jej chodzi.
- Ale ja ci niczego nie obiecywałem. - mruknął Luke i kiedy tylko brązowooki się podniósł ten wymierzył mu cios w twarz. - Nigdy mnie nie dotykaj, kurwa.
- Luke...- niebieskooka złapała go za ręce i pociągnęła w tył.- Wszystko w porządku?- przeczesała dłonią jego włosy i pocałowała w policzek.
- Dobra.- burknął Mike.- Ale idziemy do dyry. Teraz.- złapał ją za nadgarstek i pociągnął w dół korytarza.
- Ty szmato!- krzyknął za nimi Bieber.- Ty dupodajna dziwko! Rozłożyłaś nogi przed pierwszym-lepszym bezmózgiem!
- Zamknij ryj. - warknął Ashton kopiąc go w dupę. Przeturlał się po korytarzu.
-Dupodajna to ty jesteś, szmato. - syknął Calum.
- Tak. - powiedział spokojnie Luke i przytulił dziewczynę. Pocałował ją w czoło.
Justin wstał chwiejnie i uciekł, jak ostatni tchórz.





- Pani dyrektor? - dziewczyna nie pewnie weszła do jej gabinetu.
- Proszę.-  starsza kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Bo Mike mi powiedział, że pani go zawiesiła i to bezpodstawnie. - weszła dalej, a zaraz za nią chłopak. - To nie on zaczął bójkę tylko Justin.
- Usiądź.- wskazała ręką na krzesło.- I zacznij od początku.
- No, bo jak weszłam do szkoły to wpadłam na Mike. Pomógł pozbierać mi książki, chwilę pogadaliśmy i potem przyszedł Justin. Zaczął krzyczeć, że nie przyszłam po niego pod dom, bo pewnie.. puściłam się z kimś i kiedy mu się postawiłam ten mnie uderzył. - szepnęła. - No, a Mike wziął go odepchnął i nakrzyczał na niego, że jest dupkiem to ten się rzucił na niego z pięściami. Mike tylko się bronił, pani dyrektor. Niech go pani nie zawiesza, ani nie wydala.
Kobieta niemo przytaknęła.
- Więc to jest ta twoja wersja?- zapytała chłopaka.
- Owszem.
Kobieta westchnęła. Nacisnęła mały guziczek przy mikrofonie stojącym na jej biurku.
- Justin Bieber niezwłocznie proszony do gabinetu dyrektora.
Omiotła spojrzeniem parę.
- A wy uciekajcie na lekcję. Ale, panie Clifford. Nie żartowałam. Przy następnym wykroczeniu będę zmuszona pana wydalić.
Dziewczyna wstała i wyszła.
- Dziękuję.- uśmiechnął się do kobiety i szybko wyszedł z pomieszczenia.
- Zadowolony?
- Owszem. Dzięki.- pocałował ją w policzek.
- Ta. Jesteś winny mi wielką przysługę. Ogromną.
Uniósł brwi.
- Na przykład co?
- Wymyślę coś. - wzruszyła ramionami.
Parsknął śmiechem.
- Jasne. Jakby co wiesz, gdzie jestem.
- Niestety. - mruknęła sama do siebie i skręciła w korytarz do sali biologicznej.







Chłopak pokręcił głową i ruszył biegiem do sali matematycznej, gdzie czekali już jego przyjaciele. Nauczyciel znów się spóźniał.
- I co powiedziała? - zapytał zniecierpliwiony Ashton.
- Że wracam do gry.- szturchnął kumpla w ramię, siadając obok.
- Mike nigdy nie upada! - przybił piątkę z Calum.
- Nie ciesz się tak na zapas.- zaśmiała się Klara, burząc mu włosy.- Jaki dała warunek?
- Następnym razem mnie wywali.- przyznał niechętnie.
- Więc radzę ci uważać. - zaśmiał się Luke.
- W ogóle jak ty ją namówiłeś, żeby zniszczyła swojego ex? - zdziwił się Ash.
Popatrzył na niego lekko przymrużonymi oczami.
- Torturowałem ją całą noc i groziłem jej bliskim.- odparł grobowym tonem.
- A tak serio? - spojrzał na niego jak na debila.
Wzruszył ramionami.
- Wrodzony talent. Dzisiaj po lekcjach robimy próbę, no nie?
- No tak, a co? Chcesz wcześniej wyjść?
- Właśnie nie. Chciałem się upewnić, że nie pomyliłem terminów.- rozsiadł się wygodniej na krześle.
- Jesteś pewien? - Ash szturchnął go lekko ramieniem.
- Może masz inne plany, co? - zapytał Calum.
- Owszem.- kopnął go w krzesło, przez co ten zachwiał się niebezpiecznie.
- Cóż. Pary zwykle wychodzą gdzieś razem, ale ta widać jest nie udana. - mruknął zrezygnowany Ash.
- Jakie pary?- brunet zmarszczył brwi.
- No chłopka dziewczyna. - wyjaśnił mu jak małemu dziecku. - Całują się i pszczółki robią.
Mike i Ashton popatrzyli znacząco na szepczących do siebie Klarę i Luke'a. Ci, dopiero po chwili zauważyli, że kumple sięna nich gapią.
- Co tam? - Ashton wyszczerzył się głupio.
Szatynka unioslła brwi.
- Yyy... Coś nas ominęło?
- Calum pierdoli coś, że robicie jakieś pszczółki.- wyjaśnił Clifford.
- Chodziło mi raczej o ciebie i Claudie, ale ok. - zaśmiał się.
- Pszczółki jeszcze nie latają. - zaśmiał się Luke.
Klara spłonęła rumieńcem.
- Debile z was. Nie macie o czym gadać?
- Wolimy o miłości. - wyszczerzył się Ash. - TY! Calum! Teraz my jesteśmy debilami bez dziewczyn,a to Mike miał nim być!
- Teraz to tylko wy DWOJE jesteście wolni.- Klara zabawnie poruszyła brwiami.
- Będzie branie! - przybili piątkę.
- Miałam na myśli coś innego...
- W sensie?- Calum uniósł jedną brew.
- Nie chcecie nam czegoś powiedzieć?- Mike popatrzył na nich znacząco.
- Nie. - mruknął Calum.
- A ty nie chcesz nam powiedzieć o pszczółkach? - uśmiechnął się wrednie. - Zawsze wszystko tak szczegółowo opowiadałeś, a teraz? Nic.  Może jednak nie udało ci się co?
- Nie pamiętam, żebym twierdził, że były jakieś pszczółki.- zaśmiał się, otwierając notes.
- Ale chciałbyś.
- Ile razy stanął? - zapytał Calum robiąc naturalną minę.
Zaśmiał się, nie odpowiadając. Zaczął coś notować. Do klasy wszedł nauczyciel.
- I tak się dowiem. - mruknął Calum.
- Zapytamy się Claudii. - znacząco poruszał brwiami i skupił się na tym co mówił nauczyciel.
- Zboczeńce. Wszędzie.- zaśmiała się szatynka, po czym wszyscy zaczęli przepisywać zadanie z tablicy.
Paczka zaraz po lekcjach poszła na próbę. Kiedy szykowali cały sprzęt i kończyli pierwszą piosenkę drzwi sali się uchyliły. Wszyscy spojrzeli w jedną stronę. Ashton i Calum kiedy tylko zobaczyli brunetkę od razu do niej podbiegli i zasypali ją mnóstwem pytać.
- Całowaliście się? - pytał Ashton.
- Był z języczkiem?
- Były pszczółki?
- Był dobry?
- Nie zawiodłaś się na nim?
- Był bardzo brutalny, a może delikatny?
- Mówi do ciebie kochanie?
- A może słonko?
- Ile razy się całowaliście?
- Ile razy mu stanął? - ostatnie pytanie zadał Calum.
- Co? - zaczęła się panicznie bać. - O co wam chodzi?
- Przyszłaś go porwać na pszczółki czy na lizu lizu? - zapytał Ashton.
- Jesteś przy nim grzeczna?
- Traktuje cię jak Bieber?
- Boisz się go?
- Chłopaki o kogo wam chodzi? - zapytała zdziwiona. - Przyniosłam tylko list Klarze od pani Derwin.
- Kłamiesz! - krzyknął Calum, aż wszyscy podskoczyli. - To jest wymówka! Chciałaś zobaczyć jak śpiewa i sprawdzić czy nie napala się na mnie!
- Okay... - powiedziała dziwnie. - To może ja już pójdę, bo zaraz będziecie chcieli wiedzieć czy jestem dziwicą.
- Nie to wiemy, że nie. - Ashton machnął ręką. - W końcu spałaś z Mike.
- Było ostro? - znacząco poruszał brwiami.
- Hej, dajcie jej spokój. - zaśmiał się Luke i objął Klarę. - Co masz?
Michael w kącie stroił gitarę i śmiał się pod nosem z całej sytuacji.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
- Wezwanie... Na przesłuchanie... W sprawie supportu na wielkim koncercie letnim...
Calum i Ash popatrzyli na nią dziwnie. Mike uniósł brew i przestał bawić się gitarą.
- A po cholerę?- zapytał Ash.- Chcą cię na sekretarkę jakąś, czy co?
Szatynka jeszcze raz przeczytała list.
- Mam przyjść na przesłuchanie i zaprezentować trzy piosenki.- mówiła bardziej do siebie niż do nich.
- To chyba dobrze, prawda? - uśmiechnęła się Claudia. - W końcu nie każdy ma taki głos.
Chłopcy popatrzyli na nią dziwnie.
- Jaki głos?
- Nigdy nie słyszeliście jak śpiewa? - zrobiła wielkie oczy. - Macie tu laptopa?
- Ani się waż.- warknęła Klara, mnąc kartkę w kulkę.
- Macie czy nie? - zignorowała ją.
- No tak, tutaj.- Calum wyciągnął z torby komputer.
- Powiedziałam coś!- złapała brunetkę za nadgarstek.
- Nie zabronisz mi. - syknęła i wzięła komputer. - Coś w niego wpisała, a po chwili pokazała im cover, który kiedyś nakręciły.
- To śpiewa nasza Klara? - zapytał Ash.
- Wow. - zakrztusił się Calum. - Niesamowite.
- Wiem. - mruknęła dziewczyna zatrzymując filmik. - Teraz możesz mnie zabić.
Nim skończyła to mówić, szatynka rzuciła się na nią. Przeturlały się na drugi koniec sali. Klara przygwoździł ją do podłogi i zaczęła się z nią szarpać.
- Ty mała... Skurwiała...- syczała, szarpiąc ją za włosy.
- Puść mnie. - syknęła zrzucając ją z siebie.
Szatynka chciała ponowić atak, ale Mike złapał ją za ramiona i odciągnął do tyłu.
- Spokojnie młoda, spokojnie.
- Nienawidzę cię! Kurwa, ty szmato Bieber miał racje! Nie można ci ufać!
- Kotku, spokojnie. - Luke ją do siebie przytulił. - Przecież nic złego nie zrobiła. Byłaś wspaniała.
- Ciesz się, że nie zrobiłam tego co Ash i Calum z Justinem. - mruknęła wstając.
- Nienawidzę cię.- syknęła.
- Przyzwyczaiłam się. - wzruszyła ramionami. - Ja spadam. Cześć Mike.
- Pa.- mruknął, odprowadzając ją wzrokiem.
- Przyjdę wieczorem. - rzuciła i wyszła z sali.
- yyyy... To było dziwne. - mruknął Ash. - Klara, dlaczego nie powiedziałaś, że masz taki głos?
Wyrwała się z uścisku Luke'a.
- Bo nie mam.- syknęła.
- Masz. - mruknął Luke. - Lepszej od ciebie nie ma. Pierwszy raz usłyszałem tak wspaniały głos.
- Przestań.- warknęła.- Ja nie śpiewam. Koniec.
- Śpiewasz. - mruknął Calum. - Lepiej od Luke'a. Może warto byłoby pomyśleć nad zastępstwem.
- Skarbie, dlaczego tak mówisz? - szepnął Luke.
- Z tego co widzę to tych coverów jest cała masa. - dodał Ash przeglądając stronę. Włączył kolejny.
- Wyłącz to, albo już nigdy nie zaznasz pszczółek.- syknęła groźnie.
- Zamknij się i słuchaj. - mruknął Calum.
- Ty! Nawet duety nagrywała! - Ashton zrobił wielkie oczy do komputera. - Paczcie z kim! Skandal!
- Z kim? - Luke zmarszczył brwi i podszedł do laptopa. O_O - szok termiczny.
Założyła ręce na piersi i patrzyła na nich wściekle. Mike poszedł do chłopaków.
- Czy to jest... PODGŁOŚCIE!
Wykonali jego prośbę, a za chwilę zaczęli śpiewać razem z nimi.
- Już? Ulżyło wam?- warknęła.
- Claudia wcale nie jest beztalenciem.- mruknął Clifford.
- Jesteś kłamczuchą. - mruknął Luke. - Mówiłaś, że nie śpiewasz, a to co jest kurwa?
- To jest złamana obietnica.- szepnęła.
- Jaka obietnica? - zmarszczył brwi i stanął na przeciw niej.
- Jej. Miała nikomu tego nie pokazywać.- burknęła wściekła.
- Ale przecież to jest piękne. - szepnął czule przyciągając ją do siebie. - Twój głos jest piękniejszy niż po tym śniłem.
- Przestań.- mruknęła mu w szyję.
- Dlaczego? - przytulił ją jeszcze bardziej. Pocałował w czubek głowy. - Mówię ci prawdę, więc czemu mam przestać?
- Bo tak.- jęknęła.- Ja nie śpiewam. Koniec dyskusji.
- Nigdy nie przestanę. - mruknął poważnie. - Kocham cię i nie pozwolę zachować tego talentu tylko dla siebie.
- My możemy pomóc. Mamy wprawę w odsłanianiu filmów. - Ash znacząco poruszał brwiami.
 -Stul ryj. - warknął Luke i zwrócił się do dziewczyny. - Jeszcze będziesz chciała zaśpiewać.
- Nic nie będę chciała! Czepcie się tramwaju!- odepchnęła go od siebie.- Lepiej zajmijcie się próbą, bo znowu się opierdalacie!
- Nie złość się. - szepnął cicho. - Chce dobrze.
- Zostaw.- mruknęła cicho i odwróciła się na pięcie. Podniosła z ziemi swoją torbę i wyszła z sali, trzaskając drzwiami. Luke chciał za nią biec, ale Mike złapał go za ramię.
- Zostaw, potrzebuje chwili.- mruknął, klepiąc go po plecach.- Dawajcie, jeszcze raz She Look So Perfect, bo trochę nam to zgrzyta.
Chłopak głośno westchnął i dołączył do zespołu. Niby śpiewał, ale ciągle myślał o dziewczynie. Bał się o nią. Chciał dla niej jak najlepiej, a duszenie w sobie takiego talentu nie jest dobrym początkiem. Pragnął, by usłyszał ją świat, żeby wszyscy jej zazdrościli.

czwartek, 3 lipca 2014

School stars cz.3

Mike prosto ze szkoły poszedł do domu brunetki. Zwisało mu to, że Bieber mógł tam być. Musiał z nią pogadać. Przemówić do rozsądku. Była jedyną osobą, która mogła uratować go przed zawieszeniem. Zadzwonił do drzwi. Otworzyła mama dziewczyny.
- Dzień dobry. Ja do Claudii. - powiedział uśmiechając się miło.
- Dzień dobry. Ja wychodzę, ale jeśli chcesz z nią porozmawiać to zapraszam. - wpuściła go i krzyknęła jeszcze do córki. - Kochanie, wychodzę! Jakiś kolega przyszedł do ciebie!
Kobieta wyszła, a na dół zeszła brązowooka. Na widok chłopaka zmarszczyła brwi.
- Czego tu chcesz? - mruknęła zła. Nienawidziła go za to co zrobił.
- Pogadać. A właściwie, to potrzebuję twojej pomocy.
- Zapomnij. W niczym ci nie pomogę. - prychnęła. - Wyjdź stąd.
- Słuchaj.- oparł się ramieniem o ścianę.- Nie mam zbyt dużo czasu, więc przejdę do rzeczy.
- Powiedziałam wyjdź. - syknęła łapiąc go za ramie i prowadząc do wyjścia.
Wywinął się i złapał ją za ramiona.
- Uspokój się. Ja w przeciwieństwie do tej dziwki nie zamierzam ci nic zrobić.- warknął.
- Będę spokojna, kiedy wyjdziesz. I nie mów tak o nim.
- Słuchaj, śliczna. Będę tak o nim mówić, bo tak jest.- mruknął.- Lubię cię, Claudia. Gdyby nie to, pewnie nawet nie próbowałbym cię bronić. Dajesz mu się przekonać, że jesteś nikim, a to nie prawda. Rozejrzyj się, bo wielu chłopaków na ciebie patrzy, a ty czepiłaś się tonącego Titanica, który nawet o ciebie nie dba.
- Myślisz, ze po tym jak przez ciebie mnie rzucił to wskoczę ci w ramiona? - zapytała łamiącym się głosem. - Nigdy cie nie prosiłam o obronę...
- Nie. Myślę, że może zauważysz w końcu, jaka z niego szmata.- mruknął, kciukami delikatnie pocierając jej ramiona.- A kobiety trzeba bronić. Zwłaszcza przed takimi hujami...
- Czego chcesz? - mruknęła ignorując jego wypowiedz.
- Żebyś powiedziała dyrektorce, co się stało dzisiaj rano.- powiedział spokojnie, ale twardo.- Że uderzył cię w twarz i wyzwał, a wtedy ja rzuciłem sie na niego z pięściami.
- Nie zrobię tego. Bedze miał kłopoty
- No cóż, teraz ja mam kłopoty.- mruknął.
- Jedna koza ci nie zaszkodzi.
- Ale wywalenie ze szkoły, owszem.- skrzywił się.
- Jak to?  - zmarszczyła brwi.
Przestała się bronic przed jego ruchami.
- Normalnie.- wzruszył ramionami, ściągając usta w bok.- Zawiesili mnie na miesiąc a następnym razem mnie wywalą.
- Ale... - zaczęła. Jeśli Mike miałby być wyrzucony to kto by jej bronił?
- Dobra, trudno.- puścił ja i zrobił krok w tył.- Tylko nie dawaj mu się, mała. Jesteś warta o wiele więcej niż myślisz i tysiąc razy więcej niż on twierdzi.
- Mike, zaczekaj. - szepnęła i chwyciła go za ramie. - Pomogę ci, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?- zmarszczył brwi.
- Jeśli powiem jak było naprawdę, to.... -zawahała się. Wzięła głęboki wdech i bardzo cicho szepnęła. - Nie zostawisz mnie...
Uniósł jeden kącik ust i otworzył ramiona. Spojrzała na niego jak na debila uśmiechając się szczerze. Powoli podeszła do niego i przytuliła się. Mocno wtuliła się w jego tors. Wiedziała, że nie pozwoli jej skrzywdzić, a jego silne ramiona ją obronią przed kolejnym atakiem Justina.
- Jasne, że cię nie zostawię.- mruknął, głaszcząc ją po plecach.
- I pomyśleć, że godzinę wcześniej rozszarpałabym cię. - zaśmiała się cicho.
- Zabawnie, że myślisz, że by ci się udało...
- Wątpisz we mnie? - odsunęła się na tyle by widzieć jego wyraz twarzy.
Zaśmiał się.
- Tak, raczej tak.
- Jesteś głupi. - uderzyła go w tors ciągle się uśmiechając.
- Słyszałem gorsze obelgi.- zaśmiał się.- Więc, pomożesz mi?
- Ale ja nie chciałam cię obrażać. - mruknęła znów się do niego przytulając. - Jutro pójdę do dyrektorki i jej o wszystkim powiem.
- Dziękuję.- szepnął, całując ją w czubek głowy.- Przyjdę po ciebie rano i odprowadzę cię do szkoły. Lepiej, żebyś nie natknęła się sama na Biebera./
- I ty lepiej, żebyś tego też nie zrobił. Wywalą cię.
- Nie martw się, ja sobie poradzę...
- Ale ja nie. - ucięła krótko. - Pójdę sama,a po szkole przyjdę prosto do ciebie.
- Przyjdę po ciebie, a po szkole pójdziemy do mnie.- sprostował.
- Jesteś zawieszony.
- I uparty.- przytaknął.
- I groźny.
- Dokładnie.- zaśmiał sie
- Dlatego nie przyjdziesz jutro. - pokręciła głową z dezaprobatą. - Pobijesz go i będziesz jeszcze musiał płacić mu odszkodowanie.
Przewrócił oczami.
- Wolę płacić, niż dowiedzieć się potem, że on coś ci zrobił. Koniec dyskusji.
- Boże, dlaczego ja w ogóle z tobą rozmawiam. - jęknęła. - Bez młotka nie przetłumaczysz.
- Też nie wiem, czemu nadal drążymy ten temat.- wzruszył ramionami.- I tak po ciebie przyjdę i tak.
- To może idź i już czekaj, żebyś czasem się nie spóźnił. - wywróciła oczami odsuwając się.
- Nie spóźnię się, będę w sam raz.- uśmiechnął się szelmowsko.
- A wypchaj się. - wytknęła mu język.
- Dobra. To będę spadał.- puścił do niej oczko.
- To ja cię odprowadzę. - wyciągnęła kurtkę z szafy i ją założyła, a następnie swoje czarne conversy.
- A potem będziesz wracać po nocy?- uniósł brew.
- Nie, wiesz. Zostanę u ciebie na noc. - prychnęła, ale kiedy zobaczyła błysk w jego oku zrobiła wielkie oczy. - No chyba cię pogięło do reszty.
- Nie, czemu? Bieber nie będzie sterczał ci pod oknem i będę miał ubaw, jak jutro przyjdzie wkurwiony.
- I znowu się pobijecie, a raczej ty jego i będziesz miał kłopoty, a tego właśnie chcemy uniknąć. - pocałowała go w policzek i wyszła z domu. - Rusz się, bo muszę drzwi zakluczyć.
- Zakluczyć?- zmarszczył brwi, śmiejąc się. Jedną rękę włożył do kieszeni.- Kto tak mówi?
- Ja. - mruknęła. - Wyłaź staruchu.
Niedbałym krokiem wyszedł z jej domu i zeskoczył z kilku schodków znajdujących się przed drzwiami.
Zakluczyła drzwi i wyrównała z nim krok.
- A poza tym i tak go dziś wystarczająco wkurwiłeś.
- Nie. To było bardzo przyjemne, móc mu wpierdolić, ale sądzę, że jeszcze można naciągnąć jego nerwy...
- Niby jak? - mruknęła patrząc na niego dziwnie.
- Zobaczysz.- uśmiechnął się tajemniczo.
- No chyba mu nie powiesz, że spaliśmy. - zaśmiała się panicznie. - Prawda?
- Bez przesady.- wywrócił oczami.- Tak bym nie ryzykował.
- Jednak się go boisz. - powiedziała i szybko zmieniła temat. - Podobno macie nowy hit.
- Mamy.- przytaknął.- Możesz wpaść jutro na próbę i posłuchać.
- Nie. Mam już plany. - mruknęła. - Ale chętnie obejrzę teledysk.
- Nie wiemy jeszcze, kiedy wyjdzie.- wzruszył ramionami.- Co ciekawego będziesz robić?
- Ale chcę zobaczyć go pierwsza. - wypięła dumnie pierś.
- Co będziesz jutro robić?
- Idę na imprezę. - wzruszyła ramionami.
- Zaraz po szkole?- uniósł brew.
- Yhym. Nad basenem.
- U kogo? - zmrużył oczy.
- U Max'a. - wzruszyła ramionami.
- I nie zaprosił nas?- mruknął do siebie.- Albo powiedział Luke'owi a ten zapomniał nam przekazać.
- Nie zaprosił. - mruknęła. - Albo wy, albo on. Wybór prosty.
- Aaaaaaa... To by wiele wyjaśniało.- mruknął pod nosem.- Więc po co tam idziesz skoro wiesz, że Bieber pewnie wykorzysta okazję, żeby cię upokorzyć?
- A to jest już moja rzecz. -  wytknęła mu język. - Daleko jeszcze do tego twojego domu? Nogi  mnie już bolą.
- Daleko.- mruknął.- Ale lepiej już wracaj.
- Wyganiasz mnie? - zatrzymała się gwałtownie.
- Tak.- przytaknął.- Leć do domu, i tak już przeszłaś się kawałek.
- Nie puszczę cię samego. - mruknęła i chwyciła go za rękę. - Jeszcze coś cię zgwałta po drodze.
Popatrzył na nią jak na idiotkę.
- Słyszysz się czy mam ci powtórzyć, co właśnie powiedziałaś?
- Jak nie dosłyszałeś to ci to mogę powtórzyć. - wzruszyła ramionami.
Westchnął ciężko.
- Dobra, chodź, odprowadzę cię.- zawrócił.
- Nigdzie nie idę. - mruknęła. - Idę do ciebie.
Uśmiechnął się znacząco.
- Wiesz, jak to brzmi, no nie?
- Ty to masz od razu nie wiadomo jakie wyobrażenia. - zaśmiała się.
- Taki mój urok.- zarzucił głową.- Ale teraz nie żartuje. Chodź
- To jak? Idziemy czy nie? - zaśmiała się. - No chyba, że będziemy spać na ulicy.
- Czyli będziesz u mnie spać?- uniósł jedną brew.
- Tak. Chyba. Nie wiem. Zobaczę. Zastanowię się. - mruknęła i ruszyła dalej. - To gdzie ten twój domek?
- Tu w lewo.- zatrzymał się, bu przejśc przez ulicę.
- To? - wskazała na willę,a potem spojrzała na niego.
- Yhum.- mruknął, otwierając bramkę.
- Okay. Sam mieszkasz?
- W pewnym sensie.- wzruszył ramionami.- Rodzice są tylko w weekendy.
- I ja mam spać sama Z TOBĄ w jednym domu?
- Mogę zadzwonić i ściągnąć parę osób.- mruknął, wyjmując z tylnej kieszeni klucze.
- Nie dzięki. - mruknęła.  -Wolę, żeby nikt nie wiedział, że nocuję u ciebie.
- A czemu?- oparł się o framugę.- Zbyt upokarzające, że zamierzasz nocować u najbardziej notowanego chłopaka w szkole?
- Aż tak nisko mnie oceniasz? Dobrze wiedzieć.
- Nie ma sprawy.- otworzył przed nią drzwi.
Prychnęła i weszła do jego domu.
- Gdzie będę mogła spać?
- Na górze, w pokoju gościnnym.- zawołał, wchodząc do kuchni.- Głodna?
- Trochę. - mruknęła idąc na górę. Oczywiście weszła nie pokoju, do którego wejść nie miała. Sypialnia Mike. Duże łóżko. Biurko zawalone najróżniejszymi kartkami. Szafka z kolorowymi segregatorami. Gitara, keyboard, Szafa wnękowa, plazma, laptop, ramki ze zdjęciami. Drzwi na duży balon i do łazienki. Łazienka przeogromna. Duża wanna, w której spokojnie pomieściły by się cztery osoby, prysznic, umywalka z lustrem, toaleta. Oświetlenie sprawiało, że wyglądało to co najmniej magicznie. Wróciła do pokoju i zaczęła przeglądać teksty piosenek leżących na biurku. Większość była pokreślona z niewiadomego powodu. Były świetne.
Usłyszała za sobą chrząknięcie.
- Hmmm? - odwróciła się z jedną kartką w stronę odgłosu. - Dlaczego to pokreśliłeś? One są niesamowite. O kim?
- Nie ładnie grzebać w czyichś rzeczach.- zganił ją.
- Leżały na wierzchu. O kim są? - upierała się.
- To nie jest sypialnia dla gości.- zabrał jej kartki z rąk.
- O kim one są? - zabrała mu kartkę. - Dlaczego ich nigdy nie zaśpiewałeś?
- Bo nie.
- Mike. - warknęła. - O kim one są?
- O dziewczynie. Nie umiesz czytać?- warknął, zabierając jej wszystkie kartki. Zebrał je i zamknął w teczce.
- Ale jakiej? - nie ustępowała.
Teczkę schował do jednej z szuflad w biurku.
- Wyjdź stąd.
- O kim są te cholerne piosenki?! - krzyknęła przerażająco głośno. Chłopak na chwilkę zamilkł.
- Wiec tylko przy Bieberze jesteś taka grzeczniutka?- zapytał przerażająco cicho i spokojnie.
- O kim? - warknęła ignorując go.
Wyszedł z pokoju.
- Zejdź na kolację!- zawołał ze schodów.
Od razu poszła za nim.
- Tak trudno powiedzieć jedno słowo? - warknęła. - Ale w końcu jesteś wielki Mike, więc ty jesteś najważniejszy.
- No właśnie.- przytaknął, kładąc na stole dwa kubki z herbatą.
- O kim są te durne piosenki? - syknęła drżącym głosem.
- Siadaj.- mruknął, znosząc na stół talerze z wędliną, serem, sałatom, pomidorem, chlebem i masłem w kostkach.
- Odpowiedz! - znowu krzyknęła. Zatrzymał się w połowie kroku.
Odłożył wszystko co miał w rękach i odwrócił się do niej. Przeszedł ją dreszcz lęku. Mike wyglądał groźnie zwłaszcza, gdy patrzył na nią wściekłym spojrzeniem. Zaczął się do niej zbliżać, a ona kroczyć w tył. W końcu wpadła na ścianę. Oparł ręce po bokach jej głowy, odcinając tym samym drogę ucieczki.
- Nie boję się ciebie. - mruknęła pewniej niż tego chciała.
Uniósł jeden kącik ust.
- To dobrze.- mruknął.
- Odpowiedz. - powiedziała spokojnie patrząc mu w oczy.
- O tobie.
- C... Co? - zapytała zdziwiona. - Wszystkie?
- Te, które są o dziewczynie. Raczej nie te, które są o zabawie.- wyjaśnił, jak małemu dziecku.
- Kiedy je napisałeś?
- Różnie. W szkole.
- Dlaczego ich nigdy nie zaśpiewaliście?
- Bo nikt w zespole ich nie widział.
- To trzeba był im je pokazać. - prychnęła. - A może strach cię obleciał?
- Nie ma takiej opcji.- mruknął.- Zostaną sobie w teczce w biurku.
- Boisz się? - podpuszczała go. - Ach, no tak. Boisz się upokorzenia. W końcu nie każdy pisze piosenki o dziewczynie Biebera.
- Byłej Biebera.- uśmiechnął się wrednie.
- Dopiero od dzisiaj. - sprostowała.
- Ale jednak.- poruszył brwiami.
- Aż tak cię to bawi?
- Tak.- przyznał z uśmiechem.
- Jesteś obrzydliwy. - mruknęła wydostając się z jego pułapki.
- Dziękuję.- zamrugał szybko i usiadł przy stole.
- Ale i tak ludzie usłyszą jedną z twoich piosenek. - zaczęła szykować sobie kanapkę.
- Ciekawe.- mruknął, wgryzając się w chleb.
- Pamiętaj, że przez półtora roku chodziłam z Bieberem. Umiem być podstępną żmiją.
- Cudownie.- mruknął.- Nie podpisuję się pod żadną z piosenek. Nawet, gdybyś coś przemyciła, to się wyprę. Moi przyjaciele mnie poprą a jeśli będziesz piszczeć za głośno, to jeszcze Bieber po tobie pojedzie.
- Tylko, że na nich jest twoje pismo, a tego się już nie wyprzesz.
- Strasznie bazgram.- wzruszył ramionami.- Tak, jak wiele osób. Trudno będzie rozpoznać.
- Tylko, że ty jesteś taki głupi, żeby pisać o mnie piosenki. - wzruszyła ramionami. - Nikt inny by tego nie zrobił.
Zaśmiał się.
- Nie doceniasz się, mała.- mruknął.- Połowa szkoły się za tobą ogląda.
- Jasne. - prychnęła.
Popatrzył na nią znacząco, kończąc jeść kanapkę.
- Nie musisz mi wierzyć na słowo.- wzruszył ramionami.
- No to to udowodni. - wzięła łyka herbaty.
- Jeśli to prawda nie będziesz miał z tym problemu, racja?
- Jasne. Jutro.
- Dzisiaj.
- Jak mam ci to udowodnić, jak nie jesteśmy w szkole?- zapytał, marszcząc się.- Kurwa, nie jestem Jezusem, nie wezwę tutaj tych wszystkich facetów telepatycznie.
- Kotku. - zaczęła uśmiechając się wrednie. - Po pierwsze, masz zakaz wstępu do szkoły. Po drugie, Jezusem na pewno nie jesteś, bo ten był dobry. I po trzecie, idzie to inaczej udowodnić.
- Niby jak?- oparł się wygodnie na krześle.
- Na sam początek mnie pocałuj.
Zaśmiał się i wstał od stołu.
- No, było zabawnie. Serio. A teraz, dobranoc.
- Ja nie żartowałam. - mruknęła wywracając oczami.
- Ja też nie. W sypialni zostawiłem ci ręcznik i coś, w czym możesz spać.
- Posiedzę jeszcze chwilę.
- Jak chcesz.- zabrał swój pusty talerz i poszedł z nim do kuchni.



Ashton i Calum poszli prosto do domu Biebera. O dziwo Ash wiedziała gdzie mają zapasowy klucz. Weszli do domu i prosto do pokoju Justina. Zaczęli szperać w jego rzeczach. Spokojnie i ostrożnie. Tak by nie dowiedział się, że tutaj byli. Dwadzieścia minut przed powrotem właścicieli domu znaleźli to co chcieli. Od razu pobiegli do Caluma i tam odtworzyli kompromitujący filmik. Swego czasu Claudia opowiedziała im o pierwszym nagranym występie Justina. Miał wtedy piętnaście lat. Kiedy miał zacząć śpiewać popuścił. Wszyscy się z niego śmiali. Jutro mieli to wszystkim przesłać. Puścić na szkolnym telewizorze, który wisiał na głównym korytarzu. To miało go zniszczyć. Na zawsze.