Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I... Cięcie!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I... Cięcie!. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2013

I... Cięcie! cz.7


Zapraszam na ostatnią część tej jednorazówki. Trochę tego było, ale udało się dobrnąć do końca ;)

~Justme


Brunetkę obudziły promienie zachodzącego słońca. Podniosła głowę i czułą się zdezorientowana. Na zegarku wybiła 8.00 PM a ona nie była u siebie w pokoju. Zanim zdążyła się nad tym zastanowić, do pokoju wszedł James, w samych bokserkach i pochyloną głową. Wycierał ręcznikiem wilgotne włosy. Dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła.
- No, no, no. Takie widoki na pobudkę mogę mieć.- zachichotała.
- O, już nie śpisz.- podszedł do niej i lekko musnął jej usta. - Dzień dobry kochanie.
- Chyba dobry wieczór. Dziwnie się czuję.- mruknęła i przeciągnęła się.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- Bo budzę się na noc? Powinnam się przygotowywać do spania, a nie do życia...- jęknęła i wstała.
- Eee tam - machnął ręką. - Ale teraz jak chcesz to możemy gdzieś razem wyskoczyć. Jesteś wypoczęta. Zrelaksujesz się.
- A ty coś spałeś?- zapytała podejrzliwie.
- Nie, bo przy tobie nie da się zasnąć.- zaśmiał się. - Jedyne, co pomogło mi wyrwać się z twojego uwodzicielskiego uroku to prysznic, ale to było na nic, bo twoje kryształowe oczy zaczarowały mnie ponownie.
- Ha, ha. Zabawne. Jak nie spałeś, to nigdzie nie jedziemy.- odpowiedziała i pogłaskała go po policzku.- Musisz odpocząć.
- Skarbie ja nie potrzebuję snu. Wystarczy, że będziesz w pobliżu. A teraz idź wziąć prysznic, a ja ci poszukam jakiś ładnych ciuszków.- lekko musnął jej usta i podprowadził do łazienki.
- Nie ma mowy. Mogę iść się umyć, ale ty masz się zdrzemnąć. A w ogóle, to skąd masz damskie ciuchy w mieszkaniu?- zapytała zdziwiona.
- Przyjaciółka kiedyś zostawiła taką ładną sukienkę i dodatki do tego. Będzie idealnie pasować na ciebie księżniczko.- mruknął i musnął jej usta, po czym wyciągnął z szafy sukienkę. - Proszę, a teraz na twój rozkaz, królowo ty moja, zdrzemnę się.
- Hah. Książe...- zaśmiała się i pocałowała go krótko, po czym wzięła rzeczy i powędrowała do łazienki.
Wzięła długi prysznic. Dokładnie się wyszorowała i umyła włosy. Ubrała się w zestaw ( http://allani.pl/zestaw/630558 ), który dostała od chłopaka i wysuszyła włosy ręcznikiem. Kiedy wyszła z toalety zobaczyła, że na łóżku śpi James. Rozwalił się na cały materac. Miał rozczochrane włosy i lekko rozchylone usta. Nie mogła powstrzymać ckliwego uśmiechu. Odłożyła swoje rzeczy i cichutko weszła do kuchni. Postanowiła zrobić coś do jedzenia. Zdecydowała, że usmaży naleśniki. Już po kilku minutach, całe mieszkanie wypełnił zapach smażonego ciasta. Kiedy skończyła, kilka ułożyła na talerzu, posmarowała serem i dżemem, po czym zaniosła do sypialni. Usiadła obok śpiącego bruneta. Nie miała serca go budzić, wiec tylko położyła jedzenie na szafce nocnej i siedziała, obserwując go.
Chłopak zaczął mlaskać i nie otwierając oczu zapytał:
- Nienawidzisz mnie, że na naleśniki mnie nie budzisz?
Zachichotała i pochyliła się nad nim. Lekko musnęła jego usta.
- Nie. Wolałam, żebyś się wyspał.
- Małpa.- mruknął i przyciągnął ją do siebie. Szybko znalazł się na niej. - Hmm... Jaką by tu karę zastosować? Ooo! Już wiem!- Chłopak zaczął bezlitośnie łaskotać dziewczynę.
- Hahahaha! Nie! Proszę! Hahahaha! Przecież... Przecież... Ja je usmażyłam! Błagam! Litości! Książe, zlituj się! Hahahahaha!.
- A dostanę buziaka? - zapytał podejrzliwie nadal na niej siedząc, ale przestał łaskotać.
- Możesz sobie wziąć.- westchnęła.
Chłopak uśmiechnął się cwanie i przyciskając ją do materacu skradł jej krótki, ale bardzo namiętny pocałunek. Kiedy się od niej odsunął zszedł z łóżka i zaczął jeść naleśniki.
- Przepyszne - mówił z pełną buzią. Wziął kawałek na widelec i podsunął dziewczynie. - Masz. Jedz, bo cię nigdzie nie zabiorę.
- Jedź sam. Ja mam w kuchni.- zaśmiała się i wstała. Cmoknęła go w policzek i ruszyła po jedzenie dla siebie.
Chłopak z trudem wziął wszystko z pokoju i poszedł za dziewczyną.
- Wiesz, że jesteś najwspanialsza na świecie?
- Teraz już wiem.- uśmiechnęła się siadając na blacie. Wzięła kawałek naleśnika do ust.
- Ja go chcę.-  udał nafochane dziecko i pocałował dziewczynę.
- Mmmmm...- mruknęła i odsunęła się kawałek.- Nieznośny jesteś. Nie chcesz spać i jedzenie mi zabierasz.
- Ale za to mnie kochasz.- mruknął i ponownie ją pocałował.
- Straszny książę.- zachichotała i przyciągnęła go bliżej.
- Ale twój książę - zaśmiał się.
- I dobrze. Tylko teraz ma pecha, bo łatwo go nie oddam.
- I on na to liczy - znacząco poruszał brwiami.
- To bardzo dobrze.- zachichotała.- Tylko jak ty będziesz funkcjonował, jak prawie nic nie spałeś?- zmartwiła się. Przyłożyła dłoń do jego policzka i delikatnie go pogłaskała.
- Dam radę - uśmiechnął się. - A teraz zapraszam panią na krótką wizytę w klubie, a potem... To już niespodzianka dla mojej księżniczki.
Pomógł jej zejść i objął ramieniem. Powolnym krokiem ruszył do wyjścia, a następnie do samochodu.
Ona przez cały czas patrzyła na niego z lekkim uśmiechem. Zanim odpalił silnik złapała go za rękę.
- James...
- Tak?
- Dziękuję. Kocham cię.- uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
- Ja ciebie też - mruknął i odpalił samochód. - Ale nie dziękuj, bo nie masz, za co.- puścił jej oczko i ruszył w kierunku klubu.
- Nie żartuj sobie nawet. Mam i dziękować będę, ale to chyba nawet lepiej dla ciebie.- popatrzyła na niego zalotnie.
- Oj kochanie, kochanie…- zaśmiał się i zaparkował niedaleko klubu. - Idziemy? - zapytał, kiedy otworzył jej drzwi.
- Oczywiście.- uśmiechnęła się i złapała go za dłoń. Pozwoliła się poprowadzić.



Dziewczyna w pewnym momencie przestała płakać. Powolnymi ruchami zaczęła sprzątać bałagan, którego narobiła. Założyła spodnie na nowo i położyła się na kanapie. Patrzyła się bezsensownie w czarny ekran telewizora. Z jej zamyśleń wyrwał ją dzwonek do drzwi. Z trudem się podniosła i poczłapała otworzyć. Kiedy to zrobiła ujrzała... Carlosa.
- Nie wiem, gdzie jest James.- mruknęła automatycznie, wyprzedzając jego pytanie.
- A nie wiesz, gdzie może być? Dzwonił do mnie, a teraz sam nie odbiera.- zapytał głosem pozbawionym uczuć.
- Nie - mruknęła i przełknęła ślinę. - Coś jeszcze?
- Ja...- chciał coś powiedzieć, ale w ostatnim momencie zmienił zdanie.- Nie. Dzięki.- mruknął.
- Carlos... - szepnęła.
- Hm?
Wzięła głęboki wdech:
- ... Nie, nic. Już nic - spuściła głowę i starała się na niego nie patrzeć. Jego ból w oczach sprawiał, że miała jeszcze większą ochotę się zabić.
- Okay. Trzymaj się.- mruknął i odwrócił się. Odszedł.
- Jasne. Ty też - mruknęła i dodała szeptem, kiedy odszedł. - Przepraszam.
Zamknęła ponownie drzwi i po nich zjechała. Nie mogła uwierzyć w to, że nie potrafiła mu powiedzieć, że go kocha. Bała się sama siebie.



Carlos zatrzymał się w połowie korytarza. Chciał wrócić tam i zacząć walić w drzwi. Chciał krzyczeć: "Kocham cię! Nie zostawiaj mnie!", ale nie chciał się jej narzucać. Chciał, żeby byłą szczęśliwa. Skoro zdecydowała, że woli żyć bez niego, to nie będzie jej powstrzymywał...
Przełknął ciężko ślinę i ruszył dalej, nie kontaktując.



- Chodź - chłopak po kilku tańcach wyciągnął dziewczynę z klubu. Zaciągnął ją do samochodu i powoli ruszył na plażę. Tam zaprowadził ją w jedno z najpiękniejszych miejsc w L.A. Mała, zapomniana zatoczka, z której był piękny widok na księżyc świecący nad horyzontem. Podprowadził dziewczynę na jedną z większych skał i pomógł jej na nią wejść. - Piękne prawda?
- Przepięknie.- westchnęła i pochłaniała wzrokiem roztaczający się przed nią widok.-  Idealne miejsce na postawienie pałacu ze szklanymi wieżami.- zachichotała zerkając mu w oczy.
- Nie potrzebuję pałacu, żeby móc oglądać kryształy - uśmiechnął się i zaczął gładzić jej policzek. - Bo wszystkie są w twoich oczach. Podobnie jak wszystkie truskawki świata należą do twoich ust, a głos skradłaś aniołowi. Urodę natomiast mogłaś skraść Afrodycie, mitycznej bogini miłości. Włosy są jak powoli dojrzewające kłosy zboża na polu i promienie słońca... Skarbie pamiętaj, że jesteś najpiękniejsza na świecie. Jesteś jak jasna gwiazda na ciemnym niebie, która rozświetla moje życie.
- Jeśli słyszę to od jednego z idealnych greckich bogów, to chyba musi być w tym ziarnko prawy.- uśmiechnęła się i położyła swoją dłoń na wierzchu jego, gładzącej jej policzek.- Twoje oczy, są hipnotyzujące. Czuję się, jakbym patrzyła na kwitnącą paproć w noc świętojańską. Błyszczą i przyciągają. Twoje włosy... Miękkie i lśniące, jak promienie słoneczne. Postura jak u księcia z bajki, ale głos i słowa... Jak u romantycznego pisarza. Kocham cię i nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.- szepnęła i delikatnie go pocałowała.
Chłopak zaczął odwzajemniać pocałunki dziewczyny. Utonął w ich smaku. Przylgnęła do niego. Ich pocałunek trwał i trwał. Kiedy w końcu się od siebie odsunęli, uśmiechnęła się delikatnie i poprawiła mu włosy, zasłaniające mu oczka. Całą noc spędzili na rozmowach, śmiechu i ukradkowych pocałunkach.
Rano zebrali się i pojechali do studia.
Kiedy weszli na plan, Roger uśmiechnął się promiennie.
- Wszystko okay?
- Tak. Przepraszam za zamieszanie.- mruknęła zawstydzona.
- Oj kotek... Przynajmniej teraz jesteś szczęśliwa – James przytulił ją mocniej. - I ja też.
- Cieszę się, że już wszystko w porządku. Gotowi na ostatni dzień pracy?- zapytał lekkim tonem, ale zaraz przybrał zatroskany wyraz twarzy. Do studia wszedł Latynos. Zachowywał się jak zombie. Szedł przed siebie. Jego twarz wyrażała kompletny brak emocji. Do nikogo się nie odzywał. Ewentualnie kiwał głową lub coś mruczał.
Nagle z garderoby wyszła szatynka. Oczy miała czerwone jakby płakała, ale mówiła, że jest zmęczona. Podeszła do Rogera i przyjaciół. Spojrzała na brunetkę.
- Lilly. Możemy pogadać? - szepnęła słabym głosem.
- Tak.- odpowiedziała cicho i poszła za nią do jej garderoby. - O co chodzi?- zapytała jakby obojętnym tonem, zamykając za sobą drzwi.
- Przepraszam. Przepraszam za wszystko, co ci powiedziałam, zrobiłam. Jestem głupia. To ja powinnam dorosnąć, a nie ty. Jesteś dla mnie wzorem. Kocham cię jak siostrę, a traktowałam cię jak zwykłą szmatę, bo mi się tak zachciało. Myślałam, że wszystko wiem, a jak się okazuje nic nie wiem. Nie potrafię poradzić sobie z własnymi problemami, a chcę ci pomóc. Przepraszam, że zachowałam się zwykła zdzira. Przepraszam. Wybaczysz mi? - mówiła na jednym wdechu z łzami w oczach.
- Alex... Dobrze wiesz, że choćby nie wiem, co się stało, zawsze będziesz dla mnie ważna. Wybaczam ci.- uśmiechnęła się i przytuliła przyjaciółkę.- Ale teraz będzie to wyglądało inaczej. Wiem, że jesteś nie zależna i zawsze decydujesz o sobie sama, ale są rzeczy, które musisz zmienić. I to koniecznie. Nie ma żadnego ale.- zastrzegła.
- Zrobię wszystko, ale już się nie kłóćmy. - złożyła ręce jak do modlitwy.
- Spokojnie.- uśmiechnęła się i jeszcze raz uścisnęła przyjaciółkę, po czym cofnęła się o kilka kroków. Przyjrzała się jej dokładnie.- Co się z tobą stało?- zapytała cicho.
- Pogubiłam się - jęknęła i opadła na kanapę. - Wiesz, na co mam ochotę? Na strzelenie sobie w łeb.
- Wyglądasz o wiele gorzej niż osoba, która "się pogubiła".- mruknęła z dezaprobatą.- Jak to możliwe?
Głośno westchnęła i opowiedziała jej całą historię związaną z Carlosem.
- Wiesz, co ci powiem? Głupia jesteś jak lewy kalosz. A może nawet głupsza. Powiedz ty mi do cholery, dlaczego ty go odrzucasz?
- A co mam zrobić?
- No na przykład powiedzieć mu, że go kochasz? Spędzić z nim czas? Dać mu szanse?
- Boję się - szepnęła.
- Bo?
- Zapomniałaś, jakie miałam dzieciństwo?
- Nie. Nie zapomniałam. Ale Andree to rozumiał. Skąd wiesz, że on zareaguje inaczej?
- Bo on jest inny - szepnęła i podkuliła pod siebie nogi.
- Nie dramatyzuj. To ty zachowujesz się inaczej.
- W jakim sensie?
- Jesteś... No... Inna niż kiedyś. Nie śmiejesz się. Masz tajemnice. Zachowujesz się dziwnie. I nie podoba mi się to.- mruknęła.
- Przepraszam, ale nie mam już powodów do śmiechu. Moje życie to pasmo porażek i niepowodzeń. Jestem do niczego.
- Bo tak sobie wmawiasz! Nie robisz nic, żeby to zmienić! Po prostu się nad sobą użalasz! Ale to się zmieni...
- Hm? - spojrzała na nią zdziwiona. Nie lubiła, kiedy na jej twarzy widniał cwany uśmieszek.
- Dokładnie to. Zaczniemy od tego, że masz się ubrać ładnie, uśmiechnąć. Dzwonię do Mad i powiem jej, że przyjedziemy trochę później.
- Dobra - powiedziała z lekka przerażona i podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej ciuchy. Założyła buty i wyszła do przyjaciółki. - Może być?
- Hmmm... A może jakaś spódnica?
- Po co?
- Bo masz fajne nogi i będziesz dobrze wyglądać.- zaśmiała się, ale przestała, gdy zobaczyła minę przyjaciółki. Zmarszczyła brwi.- Co jest?
- Co ty kombinujesz?
Podeszła do przyjaciółki, zanim ta zdążyła zareagować i podciągnęła jej nogawki. W szoku patrzyła na wielkie, podłużne rany.
- Zostaw tak, jak jest.- warknęła szatynka i spuściła spodnie.
- Co to ma być?- syknęła.
- Nic. Nie czepiaj się, bo sama się cięłaś.
- Posrało cię? O nie... To nie będzie tak wyglądać.- warknęła, ale zaraz z jej oczu znikła wściekłość a pojawiło się zmartwienie i strach.- Chodź. Dzisiaj czeka cię mało przyjemne zadanie... Spróbujesz pogadać z Carlosem?
- A co ja mam mu powiedzieć? - jęknęła kiedy ta zaczęła ją ciągnąć na plan.
- Prawdę. To, co czujesz i to, co o nim myślisz.
- Nie teraz.
Zatrzymała się
- A kiedy?- zapytała całkowicie spokojnie.
- Nigdy?
- Zabawne, doprawdy.- mruknęła,- Kiedyś z nim porozmawiać musisz.
- Nic nie muszę. Prawda?
- Nie prawda. Nic nie musiałaś, do póki się nie stoczyłaś. Teraz musisz.
- Nieeeee… -jęknęła, kiedy ta ponownie zaczęła ją ciągnąć.
- Taaaaaak.- odpowiedziała jej wrednie.
- Małpa - bąknęła.
- Wiem. Ty też.
- Pyf... - prychnęła i została popchnięta w stronę Latynosa. Zatrzymała się tuż przed nim. Stanęła jak wryta.
- Hej.- mruknął.
- Hej. Co tam? - zapytała i posłała morderczy wzrok przyjaciółce.
- Nic.- odpowiedział cicho.- Coś się stało?
- Nie? Tak jakby...
- O co chodzi?
- Chodź.- jęknęła i zaciągnęła go w bardziej ustronne miejsce. - Przepraszam.
- Za co? Nie kochasz mnie i nie musisz mnie za to przepraszać. Nie mam ci tego za złe.- powiedział spokojnie.
- A powinieneś. Z resztą. Co ja wiem?... Carlos przepraszam. Zachowałam się jak ostatnia szmata tak cię traktując. Nie powinnam. Przepraszam.
- Nie masz, za co. Nie gniewam się na ciebie.- powiedział siląc się na uśmiech.
- Nie mów tak.- tupnęła nogą jak małe dziecko, a do jej oczu napłynęły łzy.- Oszukiwałam cię przez cały czas, a ty mówisz, że nie mam cię za co przepraszać i nie jesteś na mnie zły.
- Cóż... Taka jest prawda. Nie umiem być na ciebie zły...
- To nie fair!
- Nie ja to wymyśliłem.- mruknął.
- Carlos... Dlaczego? Dlaczego taki jesteś? - zapytała spokojnie i do niego podeszła bliżej.
- Jaki?- zapytał zdziwiony.
- Taki... Taki idealny.
Popatrzył na nią zdziwiony, po czym uśmiechnął się lekko.
- Nie PRAWIE idealny?
- Niby, dlaczego prawie? - zrobiła dziwną minę.
- Bo... " Mówię, jaka jesteś, a ty tego nie lubisz"- powiedział, naśladując jej ton.
- Nie powiedziałam, że nie lubię - udała oburzoną.
- Właśnie tak. Powiedziałaś "Nie lubię tego"- zaśmiał się.
- Kłamiesz.
- Nie, nie kłamię. Powiedziałaś, że tego nie lubisz.- uśmiechnął się szerzej.
- Kłamca.
- Nie kłamię panno idealna.
- Ej! Bez takich - pogroziła mu palcem. - Kurde! Przyznałam się.
Zaczęła lamentować jak babcia.
- Nie płacz... Masz na to za ładne oczy.- szepnął czule.
- Przestań, proszę - szepnęła i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Racja. Przepraszam. Wiesz, ja już chyba pójdę.- mruknął, markotniejąc.
- Dlaczego? - zasmuciła się. - Jeszcze ci nie powiedziałam, co tak naprawdę chciałam.
- Więc o co chodzi?
- Kocham cię - szepnęła słabo i spuściła głowę.
- To... To, dlaczego chcesz za wszelką cenę wyjechać? Odciąć się ode mnie?
- To skomplikowane. Nie zrozumiesz.
- Jeśli mi nie powiesz, to oczywiste, że nie zrozumiem. Powiedz, proszę.
- Bo... Boję się. Jasne?
- Czego się boisz?
- Ciebie! - podniosła głos, a z jej oczu popłynęły łzy. - Nie mam zamiaru zajść w ciążę po raz kolejny!
- Wow, stop. Jaką ciążę? Czemu uważasz, że zaraz miałabyś zachodzić w ciążę? Przecież...
- Bo... Sama nie wiem.
- Coś się stało? O czymś nie wiem?- zapytał łapiąc ją za dłoń.
- Chcesz wiedzieć? - wyrwała mu rękę.
- Tak.
- Proszę bardzo! Kiedy miałam trzynaście lat matka mi umarła, a ojciec zaczął wykorzystywać seksualnie! Kiedy miałam szesnaście lat zaszłam w ciążę! - krzyknęła, a następnie bezsilnie opadła na ziemię i zaczęła płakać.
- Nie... Nie wiedziałem. Tak... Tak mi przykro.- szepnął i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Ojciec zniszczył mi całkowicie życie. Dosłownie - szlochała, ale się nie odsunęła.
- Ciiiii... Rozumiem. To, co ci zrobił... To jest po prostu straszne. Ale jego tu nie ma. I już nigdy więcej cię nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to...
- Najgorsze jest to, że zabiłam je.
- W sensie, że... Dziecko?
- Tak. Usunęłam ciążę.
- To... To może i nawet lepiej. Nie byłaś gotowa, a dziecko mogło urodzić się chore.
- Co? - spojrzała na niego zdziwiona.
- Wiesz... Jeśli to było dziecko twoje i twojego ojca, to mogło urodzić się z wadą genetyczną.
- I sądzisz, że dobrze zrobiłam? Bo je zabiłam? Zabiłam!
- Nie mówię, że to było perfekcyjne rozwiązanie. Mówię, że mogło być gorzej.
- Jesteś nienormalny - wstała. - Wolałabym już, żeby miało jakąś wadę niż być morderczynią!
- Rozumiem. Ale zrobiłaś to. Co mam ci powiedzieć? Że powinnaś iść do więzienia? Że masz się tym martwić do końca życia? Mówię ci, co myślę. A myślę, że to nie była twoja wina. Że zostałaś postawiona w przerażającej sytuacji w nie odpowiednim momencie. Zrobiłaś to, co uważałaś za słuszne i choćby to było coś niewiarygodnie okrutnego i tak będę cię pocieszał i i tak przyznam ci racje!
Miała już coś powiedzieć, ale zrezygnowała.
- Wybacz mi, że cię kocham. Wybacz mi, że nie widzę w tym, co zrobiłaś okrucieństwa. Wybacz mi, że jestem taki, a nie inny. Nie potrafię zachowywać się inaczej.- mruknął i odwrócił się na pięcie. Szybko odszedł.
- Idiotka! - krzyknęła i całą swoją wściekłość wyładowała na ścianie. Kiedy się uspokoiła wróciła na plan. Starała się wyglądać na szczęśliwą.
Na jej nieszczęście brunetka cały czas bacznie jej się przyglądała i dojrzała czający się w tęczówkach smutek. Posłała jej spojrzenie, które mówiło samo za siebie. Czeka je rozmowa...



Dzień nagrań minął jak z bicza strzelił. Na końcu wszyscy zebrali się u Rogera, aby ostatni raz razem pożartować i porozmawiać. Było trochę łez i smutku, ale każdy pocieszał się tym, że zobaczą się na premierze, a może i kiedyś przy kolejnych produkcjach.



Słońce wstawało roztaczając ciepły blask. Dwie przyjaciółki oraz James stali na lotnisku. Minął tylko tydzień od zakończenia zdjęć, a sporo się zmieniło. Lilly miała teraz duży wpływ na Alex. Pilnowała, aby jadła jak normalny człowiek, dużo z nią rozmawiała i zabierała w piękne miejsca. Dziewczyna zdawała się odżywać. Brunetka w żartach nazywała ją śpiącą królewną, która po wielu latach ponownie widzi świat w pięknych barwach. Tak samo kwitło uczucie między Lil a Jamesem. W momencie pożegnania, dziewczyna miała łzy w oczach i nie potrafiła się od niego odsunąć.
- Będę tęsknić. Bardzo.- jęknęła.
- Ja też - ścisnął ją jeszcze mocniej. - Niedługo się zobaczymy. Obiecuję.
- Co nie zmienia faktu, że bez ciebie będzie mi źle.- szepnęła.
- Mi też kochanie. Będę bardzo, ale to bardzo za tobą tęsknić. Ale nigdy nie zapominaj, że zawsze będę cię kochał. Zawsze.
- Też cię kocham. Zawsze będę cię kochać.- szepnęła i wspięła się na palce, aby go pocałować.
- Ej, bo nam samolot ucieknie.- zaśmiała się Alex i ich od siebie odsunęła, a sama przytuliła Jamesa. - Pa. Będę tęsknić wariacie.
- Dzięki wariatko. Ja też - zaśmiał się i od siebie się odsunęli.
- Kiedyś ci go ukradnę - powiedziała po chwili ciszy i znacząco poruszała brwiami.
- Jesteś straszna.- odpowiedziała jej przyjaciółka, po czym spojrzała na chłopaka.- Wiesz, że jeśli zobaczę cię w gazetach z jakąś dziewczyną, to przylecę tu i najpierw zamorduję ją a potem ciebie?- zapytała mrużąc oczy.
- Podobnie - dodał i się uśmiechnął. - Kocham ciebie i tylko ciebie.
- Pasażerowie lotu numer 756 proszeni na pokład.- usłyszeli głos kobiety w głośnikach.
- Kocham cię.- powiedziała brunetka i jeszcze raz szybko go pocałowała.
- Chodź - uśmiechnęła się do dziewczyny i ruszyła do przodu.
- Idę!- zawołała za przyjaciółką.- Do zobaczenia na premierze.- uśmiechnęła się do chłopaka i pobiegła za szatynką.
- Wiesz, że wrócisz tu sama? - zapytała Alex, kiedy były już w samolocie.
- Co? Niby, czemu?- zapytała zdziwiona.
- Bo po co?
- Bo na premierę?
- I znowu go spotkać? Nie dziękuję.
- Masz pecha. Pojedziesz ze mną.- powiedziała tonem, którego używała od kilku dni.- Pojedziesz tam ze mną i kropka. Mówiłam ci, że po premierze pojedziemy do Malibu. Nie masz wyboru.
- Ale powiesz Carlosowi, że mnie nie będzie. Jasne?
- Co mi tam. Czemu nie?- mruknęła.- Ale ty za to nie krzyczysz na mnie, jak będę miała napady tęsknoty.- jęknęła i oparła głowę o okienko.
- Spoko - mruknęła. - Za miesiąc wracamy, a wtedy nacieszycie się sobą.- znacząco poruszała brwiami.
- Zazdrościsz?- zapytała z półuśmiechem.- I tak nie oddam ci Jamesa.
- Masz pecha, bo nie zazdroszczę - wystawiła jej język. - Zaczynam nowe życie.
- I z tego powodu się cieszę.- zaśmiała się i przyjacielsko szturchnęła szatynkę.
- Ja też - mruknęła. - Idę spać. Dobranoc.
- Branoc.- szepnęła i odwróciła się w stronę okna. Już po 15 minutach obie spały.



W czasie pobytu dziewczyn w Anglii, chłopcy długo myśleli o nich i doszli do wniosku, że nie potrafią żyć bez nich. Carlos postanowił, że wybaczy Alex i spróbuje od nowa. Tak jak postanowili pojechali do Anglii do dziewczyn. Carlos i Alex się pogodzili, a James i Lilly zaręczyli. Po paru latach wrócili do Los Angeles gdzie panna Grant stała się panią Maslow, a panna Vega za parę miesięcy miała być panią Peną. Tak jak przypuszczano wszystko zakończyło się szczęśliwie.


Koniec

sobota, 15 czerwca 2013

I... Cięcie! cz.6


Brunetka przeszła kilka przecznic i wsiadła do autobusu, który wywiózł ją na przedmieścia. Tam, piechotką doszła do starego mostu nad małą rzeczką. Uwielbiała tam siedzieć. Mało, kto tam chodził, dzięki czemu mogła oddać się rozmyślaniu, marzeniom... Rozejrzała się wokół i nie widząc żywej duszy przerzuciła nogi przez barierkę. Usiadła na skraju kamienia i oparła się o filar. Nogi spuściła w dół. Głęboko westchnęła.
Nie wiedziała nic. Zawsze ufała swojej intuicji, ale tym razem bardzo się bała. Nie chciała zostać sama, ale nie chciała też zatrzymywać Alex. Do tego James, koniec zdjęć i powrót do Anglii... Miała tak mało czasu, a tak wiele decyzji do podjęcia. Nawet nie zauważyła, gdy zaczęło zmierzchać.
- James będzie zły.- mruknęła pod nosem. Wyciągnęła z kieszeni telefon. Nie myliła się. Dwadzieścia nie odebranych połączeń. Nie miała siły z kimkolwiek rozmawiać, więc wystukała na klawiaturze: "Zasiedziałam się. Nie martw się. Zobaczymy się jutro. Kocham cię xoxo". Po chwili otrzymała odpowiedź:
" Skarbie gdzie ty jesteś? Dlaczego dopiero jutro? "
Westchnęła i uśmiechnęła się lekko.
"Nie martw się. Za miastem. Myślę. Nie wiem, kiedy wrócę a nie chcę, żebyś czekał."
"Przyjadę po ciebie. Jest już ciemno, bezsensu, żebyś wlokła się autobusem"
„ Nie wiem, KIEDY wrócę. Nie trzeba. Kocham cię."
"Na pewno? Martwię się o ciebie L "
" Nie musisz. Wszystko jest w porządku. Jeśli to cię uspokoi, to jestem 10 km na północ od LA."
" Przyjadę po ciebie J Daj tylko znać. Kocham cię ;* "
"Też cię kocham ;* "
Uśmiechnęła się pod nosem i odłożyła telefon. Czyli kolejny problem się rozwiązał. Wiedziała mniej więcej, co chce zrobić, ale było jej tak dobrze. Delikatny szum strumyka, ciepły wiatr i spokój wpływały na nią kojąco. Zapomniała o wszystkim. Oparła głowę o kamienny filar i przymknęła oczy.
Siedziała tak jeszcze długi czas, do póki nie usłyszała warkotu zbliżającego się auta.
Chłopak jechał po woli by nie przegapić czasami dziewczyny. W pewnym momencie zobaczył brunetkę. Szybko wysiadł z auta i do niej podbiegł. Kucnął o obok niej i chwycił za ramiona.
- Skarbie. Wszystko w porządku?
- Co? Tak, przecież mówiłam, że wszystko jest ok.- mruknęła i przetarła oczy. Chwyciła się barierki i wstała, po czym przeskoczyła przez nią na drogę.
- Jest już grubo po północy i nie dawałaś znać - dołączył do niej. - Myślałaś, że nie będę się martwił?
- Szczerze? Miałam nadzieję, że nie. Powiedziałam ci, że nie wiem, kiedy wrócę...
- Posłuchaj. - powiedział poważnie i przycisnął ją do samochodu. - Zawsze, ale to zawsze będę się o ciebie martwił. Nawet jak mi powiesz, że nie mam to i tak będę się martwił. Kocham cię i nie pozwolę, żeby ci się coś stało.
- Nie planowałam niczego głupiego...- mruknęła.
- Nie chodzi mi oto. Dobrze wiesz, że każdy może cię skrzywdzić. Nawet obcy człowiek, a ja nie chcę. Nie chcę, żebyś cierpiała.
Uśmiechnęła się do niego.
- Rozumiem. Po prostu... Potrzebowałam takiej chwili samotności. Następnym razem powiem ci gdzie będę i o której wrócę, okay? Kocham cię.- cmoknęła jego policzek.
- Okay. Ja ciebie też - mruknął i lekko musnął jej usta.
- Nie gniewaj się na mnie, a tu... Tu jest tak pięknie.- szepnęła i skierowała wzrok w stronę rzeki. Nad nimi świecił księżyc w kształcie rogalika, oraz wiele gwiazd. Przy warkocie silnika nie słychać było szumu wody... - Zgaś samochód. Coś ci pokażę…
Chłopak nic nie powiedział tylko wykonał prośbę dziewczyny i do niej wrócił.
Chwyciła go za dłoń i zeszła z mostu. Potem po woli zeszli po wale i usiedli zaraz przy brzegu. Lilly położyła się i gestem pokazała, żeby zrobił to samo.
- Co chcesz mi pokazać? - zapytał i położył się obok niej.
- Popatrz w górę. Gwiazdy i księżyc tak pięknie tu świecą. W LA takich nie zobaczysz... Posłuchaj szumu wody... To tak, jakby ktoś nucił kołysankę. Przez chwilę o niczym nie myśl i zatrać się w tym.- powiedziała cicho obserwując niebo.
- Skarbie…- szepnął po chwili i na nią spojrzał.
- Tak?- zapytała patrząc w jego oczy.
- Nie muszę tego robić, bo to wszystko czuję, widzę, kiedy tylko jesteś w pobliżu.- szepnął. - Gwiazdy w twoich oczach, które ślicznie komponują z twoja ciemniutką cerą. Usta są jak dwie dojrzałe truskawki. A głos należy do anioła, którym jesteś.
Uśmiechnęła się i zarumieniła.
- James...
- Hmm?
- Kocham cię.- szepnęła i przysunęła do niego. Pochyliła się nad jego twarzą i złożyła na jego ustach pocałunek. Nieśpieszny i delikatny.
Chłopak delikatnie i stanowczo odwzajemniał pocałunki dziewczyny. Sprawiały mu taką przyjemność.
Na chwilkę się odsunęła. Spojrzała w jego oczy... Te piękne, hipnotyzujące oczy...
- Teraz mam już pewność. Nie boję się. Kocham cię i ufam ci.- szepnęła.
- Ja ciebie też - szepnął.
Uśmiechnęła się promiennie i ponownie go pocałowała. Tym razem mocniej, zachłanniej...



Carlos dosyć mocno przekraczał dozwoloną prędkość. Już nie mógł doczekać się, gdy dojedzie do szpitala. Całe tylne siedzenie miał zawalone przeróżnymi rzeczami, które zamierzał wykorzystać. Postanowił, że przypomni Alex, jaki świat jest piękny. Ostro zahamował i zaparkował pod budynkiem. Wyszedł z samochodu i zebrał wszystkie potrzebne przedmioty do dwóch kartonowych pudeł. Następnie zamknął auto i szybkim krokiem przemierzył korytarz. Podszedł do drzwi sali, w której leżała jego dziewczyna i zapukał w nie.
- Tak? - zaśmiała się. Sama nie wiedziała, dlaczego, ale śmiała się.
Carlos nie zgrabnie wszedł do pomieszczenia i balansując kartonami, nogą zamknął drzwi. Odstawił pakunki na podłodze i westchnął z ulgą.
- A tobie, co?
- A... Wiesz, w kręgosłupie trochę łupie...- jęknął jak stary dziadek.
- Staruch.
- Dziękuję, młoda damo.- wyszczerzył się i zaczął opróżniać pudła.
- A po co ci to?
- Mi? Po nic. Tobie? Po wiele.- uśmiechnął się tajemniczo.
- To znaczy? - spojrzała na niego zdziwiona.
- Tutaj jest wszystko, co może cię zaciekawić. Muzyka, filmy, książki, rysunki, kartki, kredki, farby, notesy, długopisy, gazety... Wszystko, co może się przydać. Kiedyś żyłaś marzeniami. Pisałaś, śpiewałaś... Możemy do tego wrócić. Zobaczymy, czy nadal daje ci to ukojenie i radość.
- Wiesz, że jesteśmy w szpitalu?
- Dzień dobry pani Alex... A co tu się dzieje? - do sali weszła pielęgniarka.
- Eeee... Zapewniam jej rozrywkę.- odpowiedział Carlos.
- A pan to? Z resztą nie ważne - machnęła ręką i podała dziewczynie kartkę z wypisem. - Może pani wyjść, ale jutro musisz się zgłosić na kontrolę.
- Dobrze. Dziękuję - uśmiechnęła się, a pielęgniarka wyszła.
- Ej no! Nie mogli powiedzieć, zanim to wszystko tutaj przytargałem?- jęknął.
- Masz pecha - wystawiła mu język i założyła jeansy. - Teraz to wynieś.
Wyburczał pod nosem coś, co brzmiało jak "chamstwo", po czym ułożył jedno pudło na drugim i poczekał na dziewczynę.
- Okay. Idziemy - powiedziała  i razem wyszli ze szpitala. Już po chwili siedzieli w aucie.
Cały czas patrzyła w okno i się nie odzywała. Nawet, kiedy zadawano jej pytanie.
- Hej, słyszysz mnie?- zapytał w końcu Carlos i jedną ręką machnął jej przed twarzą.
- Hmm? Mówiłeś coś? - spojrzała na niego jak wyrwana z transu.
- Tak. Przez pół drogi. Ale nie szkodzi. Pytałem, czy dasz się jutro gdzieś wyciągnąć.
- Jutro? Nie. Przepraszam.
- Czemu?- zapytał zasmucony.
- Szczerze? Nie mam ochoty na ŻADNE spotkania. Przepraszam, ale mam trochę spraw do załatwienia.
- Aha, okay... Ale dodajesz mi jeden dzień do tych dwóch, skoro jutro nie chcesz się ze mną widzieć.- zastrzegł.
- O ile ich starczy - mruknęła bardziej do siebie niż do niego i wróciła do wpatrywania się w szybę.
- Co?- zapytał zdziwiony.
- Hmm? Nic, a co?
- Słyszałem. Powiedziałaś: "O ile ich starczy". W jakim sensie?
- W żadnym. Tak mi się powiedziało.- mruknęła nie patrząc na niego.  
- Nie mówisz mi prawdy...
- W jakim znowu sensie? - westchnęła.
- Odwracasz głowę. Powiedz mi proszę, o co chodzi.
- O nic. - popatrzyła na niego. - To już głowy nie można odwrócić?
Chłopak nie patrząc na nią ostro zakręcił. Zatrzymał samochód obok parku i spojrzał prosto w jej oczy.
- Słucham.
- Czego znowu?
- Powiedz mi, o co ci chodziło, bo na pewno nie powiedziałaś tego od tak, od niechcenia. Jeśli mamy się poznać, nie możemy się okłamywać i zatajać informacji. O co chodzi?
- Planuję wyjechać dwa dni wcześniej. Zadowolony?
Przez chwile się nie odzywał.
- Dlaczego?
- Bo tak. Jedziemy?
- Nie. Dlaczego?
- Bo tak chcę. Proste, logiczne i zrozumiałe.
- Nie. Nie zrozumiałe. Dlaczego?
- Bo chcę! - podniosła głos. - Jedź.
Zacisnął szczękę i ruszył dalej. Podwiózł ją pod dom.
- Dziękuję - dodała bez uczuć i wysiadła. Ruszyła do hotelu.
- Poczekaj!- zawołał i wysiadł z samochodu. - Mam prośbę.
- Jaką? - odwróciła się z wielką łaską.
Szybko do niej podszedł i nie zważając na zdziwienie malujące się na jej twarzy, pocałował ją. Mocno i namiętnie. Po kilku sekundach odsunął się.
- Wybacz. Rozumem, że wyjeżdżasz i że przez to kontakt się urwie. Rozumiem, że możesz mnie nie kochać. Po prostu... Chciałem... Przed rozstaniem chciałem tego spróbować.- wyjaśnił i odwrócił się. Ruszył do auta.
- Czego? - zapytała. - Już nic nie rozumiem.
- To witaj w moim świecie.- rzucił i wsiadł za kółko.
- Spoko - zrezygnowana weszła na górę. Pierwsze co zrobiła to wzięła tabletki, a następnie położyła się spać. Spała jak zabita w ubraniu.



Carlos nie wiedział, co ma myśleć. Mknął drogami ogarniętego wieczornym mrokiem Los Angeles. Podjechał pod swoje mieszkanie. Zaparkował wóz i wybiegł z niego z prędkością torpedy. Wbiegł do siebie. Przez chwile stał w przedpokoju. Poczuł, jakby cała siła go opuściła. Ledwie dowlekł się do kanapy, kiedy na nią padł. Nie rozumiał już nic. Całkowicie nic. Ale bez niej czuł się pusty. Wydrążony. Jakby świat stracił kolory.
- Jak ja to przeżyję?- mruknął pod nosem, po czym powoli odpłynął do krainy Morfeusza.



Dziewczyna leżała na trawię. James położył głowę na jej brzuchu, dzięki czemu jedną dłonią mogła gładzić jego policzek, a drugą wskazywać mu konstelacje gwiezdne. Chłopak rozkoszował się tym dotykiem. Z zaciekawieniem słuchał opowieści Lilly na temat mitycznych bohaterów, magicznych zwierząt lub wojowników, którzy po wielu trudach otrzymali swe należne miejsce wśród gwiazd. Po jakimś czasie jej opowieści zmieniły tor i wsłuchiwał się w historię o wróżkach, czarach i zaklętych królewnach. Brunetka opowiedziała mu o swoich ulubionych baśniach i przyznała, że nigdy nie przestała wierzyć w magię.
- Taka już jestem. Dziecinna. Alex często ma mi to za złe...
- Nie jesteś dziecinna.- uśmiechnął się zalotnie. - Alex nie powinna w ogóle się ciebie czepiać oto, że masz swój świat. Piękny i pełen magii.
- Bajkowy i nie realny. I to jest złe. Czasem powinnam wrócić do prawdziwego życia, a nadal siedzę w gwiazdach...
- Po co chcesz wracać? - spojrzał na nią zdziwiony. - W realu nie da się żyć. Spójrz na Alex. Żyje w realu i co? Ma same problemy, a ty? Jesteś zawsze uśmiechnięta, radosna i pełnia życia. Wiesz, co powiedzieć, nawet, kiedy nie wiesz. Kocham cię ze względu na to, w jakim świecie żyjesz, i... Wolałbym, żebyś nigdy nie wracała do rzeczywistości. Wtedy już nie będziesz tak piękna i pełnia życia jak teraz. Będziesz normalna i... No... Nuda... Teraz jesteś ekscytująca i pełna tajemnic, które chcę odkryć. Jesteś dla mnie zagadką, bardzo seksowną zagadką, którą kocham nad życie i nigdy nie pozwolę, żeby się smuciła. Za bardzo mi na tobie zależy, tak samo jak na twoim szczęściu. Obiecuję, że nie zabraknie ci powodów do śmiechu, a ja w ten sposób będę mógł oglądać twój boski uśmiech i słuchać twojego anielskiego głosu. Kocham cię skarbie najcenniejszy na całym tym ponurym świcie. Kocham cię, bo ty, jedna rozjaśniasz moje całe życie, samy swoim życiem obok mnie.
- Hah, czyli gdyby nie to, że jestem chora psychicznie, dziecinna i nie normalna, byłabym nudna?- zapytała ze śmiechem.
- Dokładnie - lekko musnął jej usta. - Za to między innymi cię kocham i będę przez całe życie.
- Dzięki. Jakoś od razu mi lepiej.- wywróciła oczami i zachichotała.- Też cię kocham. Kochałam i kochać będę.- także musnęła jego wargi.- Ale pamiętaj. To, że zawsze jestem uśmiechnięta i radosna, nie zawsze znaczy, że tak jest.
- Dlatego masz mnie. Zawsze ci pomogę i... Oddam za ciebie życie, jeśli będzie taka potrzeba.
- Nie dramatyzuj skarbie.- zaśmiała się.- Przecież w bajkach nie ma śmierci. Książe odnajduje swoją księżniczkę, a później żyją długo i szczęśliwie w kryształowym zamku pod opieką dobrej wróżki...
- Czyli my tak też będziemy żyć.- szepnął i wstał. Wziął dziewczynę na ręce i ruszył do samochodu. - A teraz książę zawiezie cię do domu, bo za trzy godziny mamy być w studiu, a nie możesz tam jechać z trawą w twych cudnych włoskach.
-Nieee.... Dobrze mi tu jest. Książe nie wie, że w piękne, gwieździste noce, księżniczka zmienia się w driadę i umyka ludzkim spojrzeniom.- zaśmiała się i wyrwała z uścisku. Miękko wylądowała, po czym poderwała się do biegu i zaczęła przed nim uciekać.
- Małpo ty jedna! Czekaj! - pobiegł za nią.
- Nie widzę tu małp, no chyba, że człekokształtny Książe się zalicza!- zaśmiała się i ruszyła slalomem między kilkoma drzewami rosnącymi nieopodal.
- Ej, ja nie wyrobię tu! - zaśmiał się i powoli zaczął przyśpieszać.
- Aaaaaaaaaaa!- pisnęła, gdy w końcu ją dopadł.
- I co? Nadal będziesz uciekać księciu? - wymruczał jej do ucha.
- To zależy...- zaśmiała się, gdy nagle oślepiło ją białe światło latarki.
- Hej! Co tu się wyprawia?! Proszę zostawić tą dziewczynę w spokoju!!!- krzyczał jakiś straszy mężczyzna grożąc Jamesowi drewnianą laską.
- C... C... Co? - przymrużył oczy. - A pan to kto?
- Gwałcicielu! Ja ci dam! Piękne dziewczyny porywać!- wołał dziadek biegnąc w ich stronę.
- Uciekamy! - krzyknął James i złapał dziewczynę za rękę. Pędem ruszył do samochodu.
Ona wyrwała mu się z uścisku.
- Proszę pana! Spokojnie! On nie jest gwałcicielem. Nic się nie dzieję. Przepraszam bardzo za piski...- zawołała w momencie, gdy mężczyzna do nich dobiegł. Nieufnie zmierzył wzrokiem bruneta. Ten schował się delikatnie za dziewczyną.
- Ale na pewno? Wie pani... Na pewno?
- Na pewno. Bardzo dziękuję za troskę. Proszę się nie martwić. To mój kuzyn. Jest trochę niezrównoważony i mnie wystraszył. To dla tego krzyczałam. Już będziemy iść. Bardzo przepraszam za hałas...- uśmiechnęła się najbardziej ujmująco, jak potrafiła, a jej oczy wyrażały skruchę.
- Eh... No dobrze. Ale gdyby coś się działo, proszę wołać.- ukłonił się przed brunetką i posłał Jamesowi spojrzenie z tych "Obserwuję cię". Kiedy tylko się oddalił Lilly popatrzyła na chłopaka i cicho się zaśmiała.
- To nie jest śmieszne
- Masz racje. To jest bardzo śmieszne.- odpowiedziała i zaczęła śmiać się głośniej.
- Ha ha ha...  - mruknął i udał nafochane dziecko. Z uniesioną głową ruszył w drogę powrotną.
- A oto i nasz książę się focha.- zachichotała, po czym ruszyła za chłopakiem. Przebiegła obok i stanęła dokładnie przed nim, zagradzając mu drogę. - Na pocieszenie ci powiem, że gdybyś był gwałcicielem, to nie krzyczałabym głośno.- powiedziała siląc się na powagę.
- Serio?
- Serio serio.- odpowiedziała, kiwając potwierdzająco głową. Złapała go za dłonie.
- Cieszę się bardzo, ale teraz muszę cię odstawić do domu - uśmiechnął się.
- Eh... Na prawdę? Tu jest tak pięknie.- szepnęła, tęsknym wzrokiem podziwiając rzekę oraz horyzont, który zabarwił się już na różowo.
- Niestety tak, ale przecież możemy tu wrócić jutro... To znaczy dzisiaj.- zaśmiał się lekko.
- Obiecujesz?- zapytała patrząc na niego z podniesioną brwią.
- Słowo Maslowa - puścił jej oczko. - Chodź kochanie, bo jest... - spojrzał na zegarek w telefonie. - Dokładnie 5:30.
- Rany. No dobra.- uśmiechnęła się i pocałowała go.
- Mmmm.. - mruknął kiedy się już odsunęli od siebie.
- Żegnaj kraino baśni. Witaj szara rzeczywistości.- jęknęła, po czym spojrzała na twarz bruneta.- No może nie koniecznie taka szara...
- Chodź - delikatnie ją objął i powolnym krokiem prowadził do samochodu.
Chłopak odwiózł ją pod hotel. Umówili się, że zobaczą się na planie. Brunetka pocałowała go i wyszła z samochodu. Skierowała się do mieszkania. Po wejściu zajrzała w lustro stojące w przed pokoju i mimo woli, zaśmiała się. Wyglądała jak jakaś leśna wróżka - cała w liściach, trawie i kwiatach z rozczochranymi włosami. Postanowiła napić się kawy i wziąć prysznic. Kiedy przekroczyła próg kuchni, zamarła. Przy blacie stała szatynka, sącząc kawę.  
- Coś nie tak? - zapytała i wzięła kolejnego łyka kawy. Była ubrana w TO. ( http://allani.pl/zestaw/627218 )
Lilly otrząsnęła się z szoku i przybrała obojętny wyraz twarzy.
- Owszem. Liczyłam na to, że mieszkanie mam dla siebie.- odpowiedziała.
- Nie martw się. Jutro już będziesz sama- mruknęła uśmiechając się słodko.- Będziesz mogła robić co chcesz, bo mnie już nie zobaczysz.
- Jak nie zobaczę? Za tydzień mamy lot.
- Ty masz - mruknęła. - Mała zmiana planów.
Brunetka zrobiła się cała czerwona.
- Nie! Nie ma żadnej zmiany! Mam tego dosyć! Czemu wszystko ustalasz beze mnie?! Czuję się jak jakieś czteroletnie dziecko, któremu tylko mówi się, co ma robić i tyle! Nic oprócz tego. A ja żyję! Jestem pełnoletnia i jestem twoją przyjaciółką! Przyjechałyśmy tu razem, a ty traktujesz mnie jak śmiecia!
- Jak zrozumiesz, co to jest życie, to wtedy pogadamy.- warknęła i wzięła swoje tabletki, a następnie wyszła trzaskając drzwiami.
Poczuła, że miękną jej kolana. Usiadła na podłodze i zalała się łzami. Wpadła w nieopanowaną histerię. Wszystkie uczucia, które do tej pory tłumiła, wybuchy ze zdwojoną mocą. Przez chwile czuła żal i niemoc. Była bezsilna. Wkrótce potem, wszystkie uczucia przyćmiła wściekłość. Chwyciła za telefon. Najpierw napisała do Jamesa: "Skarbie, spóźnię się odrobinę. Muszę wziąć porządny prysznic ;) Kocham cię ;* ", a następnie do Alex: "Proszę cię bardzo. Chcesz, żebym zrozumiała, co to jest życie, na twoich warunkach. Racja. Już nigdy się nie zobaczymy. Podobno życie docenia się, gdy możesz je stracić. Zobaczymy, czy je zrozumiem i docenię, czy może jednak nie. Nie mów nikomu."  
Palcami rozczesała włosy i wkładając telefon do kieszeni wybiegła z hotelu. Było jeszcze wcześnie, więc prawie nie było ludzi. Mknęła bocznymi uliczkami. Byle dalej. Miała zamiar skończyć to wszystko.



- JAMES!!! - darła się Alex idąc przez cały plan. – JAMES!!!
- Co?
- Wiesz, że Lilly chce się zabić? - zapytała jak gdyby nic.
- CO?! Dlaczego?!
- A bo ja wiem? Napisała mi tylko, że chce się zabić.- wzruszyła ramionami.
- I ty to tak spokojnie mówisz?!
- A co? Mam płakać, bo dzidzia chce się zabić? Proszę cię.- prychnęła.
- Jesteś... Aght... Nie ważne - warknął i wybiegł ze studia. Szybko wsiadł w samochód i pojechał w miejsce gdzie prawdopodobnie chciała się zabić Lilly.
- Co za ludzie - jęknęła i wywróciła oczami. Powolnym krokiem ruszyła do garderoby.
Przez te ostatnie dni uleciały z niej jakiekolwiek uczucia. Już nie kochała, nie cierpiała, nie czuła... Po prostu była jak maszyna stworzona bez żadnych uczuć i do zabijania marzeń, ludzi... Nie była tą samą osobą, co kilka dni temu. Zmieniła się w bezduszną istotę. Tylko, dlaczego?
Kiedy siedziała na kanapie, patrząc się w pustkę, usłyszała pukanie.
- Czego? - jęknęła, a drzwi się lekko uchyliły i wyjrzał przez nie Max.
- Roger prosi, żebyś przyszła.
- Już idę - mruknęła i niezadowolona ruszyła do reżysera.
Rozmawiał z kimś przez telefon, kiedy zobaczył, że szatynka nadchodzi.
- Zadzwonię, jak będę coś wiedział. Cześć.- mruknął i rozłączył się.
- Czego chciałeś ode mnie?
Złożył ręce jak do modlitwy i przyciągnął do ust.
- O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego, jedna z aktorek próbuje się zabić, aktor jedzie po nią, mając w dupie wszystko inne, drugi aktor wygląda, jakby mu ktoś w rodzinie umarł, a jeszcze jedna aktorka zachowuje się jak cyborg? Co tu się do cholery stało?
- Życie - uśmiechnęła się słodko.
- Bardzo zabawne. Najbardziej dziwi mnie to, że to James jedzie za nią, a nie ty. Odkąd przyjechałyście na plan i udzieliłyście zgody na ekranizację opowieści, którą napisałyście, zachowywałyście się jak papużki nierozłączki. Jedna nie mogła podjąć decyzji bez drugiej. A teraz, gdy twojej przyjaciółce coś grozi, stoisz tu i uśmiechasz się krzywo. Co się dzieje?
- Powiedziałam ci już. To jest prawdziwe życie i tyle.- wzruszyła ramionami.
Zrobił minę, jakby usłyszał coś pierwszy raz w życiu.
- To jest, przepraszam, co?- zapytał nadstawiając uszu.
- Wyczyść uczy to może wtedy usłyszysz - warknęła.
- Ile masz lat?
- A ty?
- Ile masz lat?- ponowił pytanie. Domyślała się, że musi mu o coś chodzić, po przecież dokładnie wiedział, ile.
- Jestem dużo młodsza od ciebie.
- Ile? Masz? Lat?
- Uważaj, bo ci żyłka pęknie.
Popatrzył na nią znacząco. Zobaczyła w jego oczach zmęczenie, trwogę, ale i cierpliwość. Wiedziała, że nie odejdzie, do póki mu nie odpowie.
- Boże, 20. - jęknęła. - Tak trudno sprawdzić w papierach?
- A ja mam 40. Dwa razy tyle. I czy ty mówisz mi, jak wygląda prawdziwe życie?- zapytał, ignorując resztę zdania.- Wiem, że dużo przeszłaś. Nie zmienia to faktu, że jesteś młoda i nie rozumiesz jeszcze wszystkiego. W prawdziwym życiu, liczą się ludzie, nawyki i uczucia. Wartości, takie jak rodzina, przyjaźń i miłość. TO jest prawdziwe życie. To, co ty uważasz, za życie, to tylko jego urojenie. Nie masz jeszcze o niczym pojęcia i obawiam się, że zrozumiesz swój błąd o wiele za późno.  
- Skończyłeś? Nudzisz mnie.
Popatrzył na nią z litościwym uśmiechem.
- Ostrzegałem cię.- odpowiedział i odwrócił się do niej tyłem. Wziął ze stolika megafon i zawołał: "Dzisiejsze zdjęcia odwołane! Sprawa nagła! Do jutra!"
Po czym szybko wziął telefon do ręki.
- Maslow? Jesteś już tam? Jakby, co, daj znać. Wezwę karetkę.- i mówiąc coś do komórki szybko oddalił się od dziewczyny.
- Będzie mnie tu pouczał! - oburzyła się. - Nie wiesz, co to prawdziwe życie. Sam nie wiesz, co to życie staruchu jeden.
Wściekła ruszyła do garderoby marudząc pod nosem.
- Zamieniłaś się w bezdusznego cyborga. Nie poznaję cię. Jesteś inna. Pocałuj mnie w nos.



Już po około półgodziny dziewczyna wyszła z autobusu. Szybkim krokiem doczłapała do mostku, na którym niecałą dobę temu rozmyślała nad swoim życiem. Przerzuciła nogi przez barierkę i usiadła tam, gdzie wcześniej. Tym razem jednak trzymała się tylko jedną ręką i była niebezpiecznie wychylona do przodu. Mostek nie był wysoki, ale strumień był bystry, a dno pokryte ostrymi kamieniami.
- Nie wiem, co to jest życie, więc, po co mi one? Nie używam rzeczy, o których nic nie wiem.- mruknęła pod nosem i wzięła głęboki oddech. Pomyślała o Jamesie. O jego oczach, włosach, ustach. - Raz...
- Kochanie! - usłyszała głośny krzyk Maslowa. - Nie rób tego!
Obróciła gwałtownie głowę w stronę jego głosu.
- Nie rób tego! - dobiegł do niej. - Proszę. Chodź tu do mnie.
- Chciałam... Chciałam być twoją księżniczką. Chciałam żyć w kryształowym pałacu z dobrą wróżką.- uśmiechnęła się pod nosem, po czym posmutniała.- Ale życie to nie bajka. A ja tego nie rozumiem. Więc, po co mi ono? Przepraszam...
- Lilly. Życie jest bajką - szepnął i złapał ją za rękę. - Jest bajką, którą sami piszemy. To zależy od nas, o czym ona będzie i czy będzie miała szczęśliwe zakończenie. Proszę, nie rób tego i pomóż mi napisać naszą wspólną bajkę.
- James, ja... Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Jestem osobą, która miała trudne dzieciństwo i wiele przeszła i to wszystko będzie się za mną ciągnąć. Nigdy nie będę do końca normalna. Nie chcę, żebyś przez to ty cierpiał. Kocham cię i uważam, że zasługujesz na kogoś o wiele lepszego...
- Nikt nie jest lepszy od ciebie - szepnął i delikatnie przyciągnął do siebie. - A dzieciństwo? To przeszłość. Z problemami zawsze sobie poradzimy tylko... Musimy trzymać się razem, a wtedy wszystko przetrwamy. Zobaczysz. Proszę cię. Jeśli skoczysz ja zrobię to z tobą. Nie potrafię wytrzymać bez ciebie sekundy, a co dopiero całe życie.
- Jamie… Nie potrafię wyobrazić sobie tego wszystkiego. Alex całkiem się zmieniła. Dzieją się rzeczy, na które nie mam wpływu i przeraża mnie to. Nie radzę sobie z tym, więc chcę uciec. Jestem tchórzem. Nie rozumem tego, co dzieje się wokół mnie. Chciałabym całe życie spędzić tak, jak wczorajszą noc. Leżeć na łące, obok rzeki i snuć bajkowe opowieści z tobą. Ale za każdym razem, kiedy o tym myślę, ktoś lub coś z całą siłą i mocą przypomina mi, że to nie jest sen. To nie bajka. To nie marzenie. To jest prawdziwe życie i to wszystko jest nie możliwe…
- Skarbie... Życie jest bajką złożoną ze zdarzeń, stworzonych przez nas samych. To od nas zależy, co z nim zrobimy i czy będziemy szczęśliwi. Może nie wiem zbyt wiele, ale wiem jedno. Alex nigdy nie będzie szczęśliwa, bo żyje w kłamstwie. Oszukuję samą siebie, że żyje w rzeczywistości. Wcale tak nie jest. Ona ciągle żyje marzeniami. Nigdy to się nie zmieniło.
- Ale ja nie mam na to wszystko siły...- zaszlochała i bezwładnie osunęła się na barierkę. Była przemęczona, a łzy rzęsiście spływały jej po policzkach.
- Chodź tu - szepnął i przyciągnął ją do siebie. Mocno przytulił. - Jesteś silna i dasz radę. Pokonasz każdą przeszkodę. A jeśli zaczniesz spadać złapię cię, ale jeśli mi się to nie uda, skoczę za tobą być obok ciebie w każdej chwili życia. Dlatego, że cię kocham i zawsze ci pomogę... W każdej sytuacji.
- Przepraszam.- szepnęła i oparła się o niego. Wtuliła twarz w jego ramię.
- Nie masz, za co kochanie. Nie masz, za co. - szepnął i zaczął gładzić po głowie. Poczuła, jak uginają się pod nią kolana. Była padnięta i do tego te wszystkie wrażenia...
- Nie chcę wracać na plan. Nie chcę jechać do Anglii.- szepnęła i zaczęła lekko zsuwać się w dół.
- Chodź - wziął ją na ręce. - Zabiorę cię do siebie i tam się wyśpisz i odświeżysz, a potem zobaczymy, co dalej. Okay?
- Mhm. Kocham cię.- powiedziała cicho.
- Ja ciebie też - cmoknął ją w czoło i ruszył do samochodu.
Kiedy chłopak dotarł do auta dziewczyna już spała. Delikatnie ułożył ją na przednim siedzeniu i cicho zamknął drzwi. Od razu wybrał numer do reżysera.
- Hej Roger. Z Lilly wszystko jest dobrze. Zabiorę ją do siebie, żeby wypoczęła i spróbuję jakoś załagodzić tą całą kłótnię między nią, a Alex. Póki, co nikomu nie mów, że jest u mnie. I nie martw się. Wszystko będzie okay.
- Dobra. Czyli żyjecie. Jakby coś się działo, to daj znać.- odpowiedział.
- Jasne. Na razie - rzucił i się rozłączył.
Po cichu wsiadł do auta i odpalił samochód. Pojechał prosto, do swojego mieszkania.



W czasie, kiedy James dotarł do Lilly i zabrał ją do domu, szatynka zdążyła wrócić do hotelu. Zakluczyła się i zjechała po drzwiach wejściowych. Zamknęła oczy, a po chwili ukazał się jej obraz matki, która zmarła, gdy miała trzynaście lat. Brakowało jej matczynej miłości i opieki. To wszystko ją przerosło już siedem lat temu. Straciła całe swoje życie. To właśnie wtedy zamieszkała ze swoim chorym psychicznie ojcem, który był potworem. Madison była dla niej wybawieniem. To właśnie wtedy szczęście ją opuściła i przestała w nie wierzyć. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Zdała sobie sprawę, że zamieniła się w ojca. Brakowała tylko, żeby...
Siedziała na podłodze i płakała z bezsilności. Nie wiedziała już kompletnie, co ma robić. W pewnej chwili podniosła się i weszła do łazienki. Ściągnęła spodnie i wyciągnęła żyletkę. Przyłożyła ją do ud i szybkim ruchem przecięła skórę. Wykonała tą samą czynność po kilka razy na obu nogach. Kiedy siedziała we własnej krwi rzuciła żyletką o lustro co spowodowało jego pęknięcie. Delikatnie podkuliła nogi pod siebie i ponownie zaczęła płakać. Jej przezroczyste łzy łączyły się z czerwoną krwią, która sączyła się z jej obu nóg. Siedziała na podłodze tak długo aż z transu nie wyrwał jej telefon. Spojrzała na wyświetlacz... Carlos... Na widok jego uśmiechniętej twarzy przestraszyła się, ale i ucieszyła. Próbowała się ogarnąć, ale kiedy to zrobiła dzwonek ucichł. Bezlitosna i zła na siebie wybuchła głośnym płaczem.



"Ona mnie nienawidzi...", przypomniał sobie i szybko się rozłączył.  Jego oczy, przez chwile rozświetlone, ponownie przygasły. Poczuł się, jakby ktoś podszedł i wyrwał mu serce z piersi, a on nie mógł zaprotestować. Nie chciał protestować. Pragnął, aby na prawdę ktoś przyszedł i odebrał mu życie. Nie potrzebował go. Nie bez niej. Nie rozumiał, co się z nią działo, ale wiedział, że ona potrzebuje pomocy. Tylko, co z tego, skoro ona go nie chce? Nie chce jego pomocy, jego rozmowy, jego miłości... Przecież nie będzie się jej pchał i narzucał. To jej życie i nie ma w nim dla niego miejsca...
Z tą myślą doszedł do mieszkania. Machinalnie zamknął za sobą drzwi i usiadł na kanapie. Pomyślał, że mógłby włączyć jakąś grę, albo film, ale jakoś... Nie chciał. Patrzył się w ścianę, jakby była zapierającym dech w piersiach dziełem sztuki i nie miał siły odwracać od niej wzroku, czy chociażby mrugnąć. Wszystkie jego marzenia odpłynęły i stał się pusty w środku.  
Nagle z zamyślenia wyrwały go wibracje telefonu. Z trudem spojrzał na wyświetlacz. Numer "James" dobijał się natarczywie. Olał to i wrócił do swoich myśli. Zastygł w bez ruchu na wiele, wiele godzin.

wtorek, 11 czerwca 2013

I.... Cięcie! cz.5


Strasznie przepraszamy, że część nie pojawiła się wczoraj, ale zapomniałyśmy o tym na śmierć :( Każda teraz ma dużo zajęć, więc dlatego też część pojawia się dopiero dziś. Przepraszamy za spóźnienie ;*** Mamy nadzieję, że nam wybaczycie ;*


Justme/ Red Rose


- Weźcie. Przecież nie musimy się rozstawać – szepnęła Alex. - Zawsze możemy się spotkać, albo nagrać jeszcze jeden film.
- Jasne. Czemu nie?- odpowiedział Carlos.
- No to głowy do góry. To nie koniec świata.
- Już jestem.- powiedziała Lilly podchodząc do ekipy. Miała świeży makijaż i szeroki uśmiech na twarzy. Wyglądała, jakby nic się nie stało.
- Czyli gramy dalej i się nie smucimy?- powiedziała Alex i puściła oczko do przyjaciółki. - Co ty na to Roger?
- Super. To zaczynamy.- uśmiechnął się. Reszta nagrań przeszła bez zarzutów. Brunetka w ogóle się już nie śmiała, jeśli nie było tak napisane w skrypcie.
W pewnym momencie szatynka złapała się za głowę i zachwiała. Przymknęła oczy i poczuła się jak w łódce. Jej ciało robiło, co chciało. Nagle zemdlała.
Brunetka zareagowała błyskawicznie.
- Szybko, koc pod nogi. Połóżcie ja na płaskim i odsuńcie się. Potrzebuje dużo powietrza! Wołajcie jakiegoś lekarza, szybko!
Ułożyli dziewczynę obok otwartego okna i podłożyli jej pod nogi jakieś koce. James pobiegł po pielęgniarkę, która zawsze siedziała w studiu "Na wszelki wypadek". Podsunęła Alex sole trzeźwiące. Usłyszeli przyśpieszony oddech i szatynka lekko zamrugała.
Zaczęła mrugać i rozglądać się w okuł. Zatrzymała się na twarzy Latynosa. Powoli zaczynała znowu tracić przytomność.
- Dzwońcie po karetkę. Trzeba ją przypiąć pod kroplówkę.- usłyszał wołanie jakiejś kobiety i straciła kontakt z rzeczywistością.
Kompletnie odpłynęła. Nie czuła, ani nie słyszała nic. Widziała samą ciemność przed oczyma. Raz po raz jasne światło jej błysło, ale tylko na sekundę.



Spanikowana Lilly szła obok lekarzy.
Kiedy tylko podjechała karetka, wsiadła do auta i nie czekając na nikogo, ruszyła za nią. Zaraz złapała jednego z medyków, którzy zabrali jej przyjaciółkę.
- Chwileczkę! Wiem, dlaczego straciła przytomność!
- Tak? Dlaczego? - zapytał spokojnie.
- Od dwóch dni nic nie jadła.- wyjaśniła zdyszana.
- Rozumiem - mruknął. - Coś jeszcze?
- Wiem, że brała jakieś tabletki, tylko nie wiem, na co...
Lekarz szybko odszedł od dziewczyny i poszedł do reszty. Zaczęli coś szeptać, po czym wszyscy w pośpiechu gdzieś poszli.
Brunetka stała zdezorientowana.
- Hej! Co jest? - zapytał zdyszany James.
- Chciałabym wiedzieć.- mruknęła nadal oszołomiona.
- Chodź tu.- szepnął i mocno ją do siebie przytulił. - Wszystko będzie okay. Zobaczysz.
Wtuliła się w jego ramiona. Akurat podbiegł Latynos.
- Co się dzieje?
- Nie wiadomo, co jest z Alex.- mruknął James nie puszczając dziewczyny.
- Czekajcie.- bąknął i podszedł do kilku lekarzy. Brunet widział, jak jego przyjaciel mocno gestykuluje i zawzięcie o czymś dyskutuje, po czym milknie. Podziękował skinieniem głowy i wrócił do nich blady jak ściana.
- Co jest? - zapytał James.
- Te tabletki... Brała je nie tak, jak powinna. W za dużych ilościach i nie odpowiednich momentach. Mogła przez to umrzeć. Lekarze twierdzą, że objawami takiego zatrucia są częste zmiany nastrojów, kłótliwość, przemęczenie, a nawet zamknięcie się w sobie.
Chłopak spojrzał na dziewczynę. Widząc jej minę ścisnął ją jeszcze mocniej.
- Ciiiiiiii... Nic jej nie będzie.– szepnął głaszcząc ją po głowie.
Nie była w stanie wydusić z siebie słowa. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Popatrzyła na Latynosa, który był w podobnym stanie. Wyciągnęła ku niemu dłoń. Natychmiast ja ujął. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i wyszeptała do Carlosa:
- Nie martw się. Wyjdzie z tego.
- Dzięki.- odpowiedział cicho i opadł na krzesło stojące obok.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczycie.- szepnął James. Akurat podszedł do nich lekarz.
- Czy któryś z was jest spokrewniony z Alex Sommday? - zapytał spoglądając na każdego z nich.,
- Jestem jedyną bliską jej osobą w tym kraju.- odpowiedziała brunetka.
- Siostra?
-… Kuzynka.
- Czyli nie ma żadnego chłopaka, ani nic.- bardziej stwierdził niż zapytał.
- Raczej nie, a co się stało? Jak ona się czuje?
- Na razie sytuacja została opanowana. Alex zostanie tutaj przez najbliższe dwa dni na obserwacjach. Nie chcielibyśmy, żeby znowu zaczęła je brać.- powiedział i podniósł pudełko bardzo silnych tabletek na uspokojenie. - Jeśli powróci do nich to nie skończy się na szpitalu, ale... Następnym razem trafi od razu do trumny. Przykro mi, ale taka jest prawa.
- Rozumiem.- powiedziała spokojnie i wzięła od lekarza pudełko.- Dopilnuję tego. Dziękuję. Kiedy będzie można się z nią zobaczyć?
- Jeśli pani chce, to proszę. Powinna za chwilę się obudzić, ale proszę o jedno. Niech pani nie wspomina o tych tabletkach. Najlepiej, żeby odwiedziła ją osoba, którą kocha. I jest dla niej bardzo ważna.
- Dobrze...- mruknęła i popatrzyła na Carlosa.
- Ej, co jest? Nie mieszaj mnie w to. Ona mnie nawet nie lubi...- mruknął zawiedziony.
- Jestem odmiennego zdania.- odpowiedziała. - Doktorze, jak ważne jest to, żeby poszła tam osoba, którą kocha najbardziej?- zapytała.
- Cóż. Dla niej i jej psychiki byłoby to najlepsze rozwiązanie.- popatrzył znacząco na chłopaka, a następnie dodał i odszedł. - Dobrze się zastanów.
- Nie pomógł.- mruknął Latynos pod nosem. Brunetka popatrzyła na niego z mieszanymi uczuciami. Martwiła się, ale...
- Carlos. Idź. Idź i pogadaj z nią. Zapytaj jak się czuje i w ogóle, a jak będzie przytomniejsza to powiedz jej, że się martwię.- szepnęła.
- CO? Ale... Pewna jesteś? A jak ona mnie nienawidzi? Będzie jeszcze gorzej!
- Zaufaj mi. Idź.- powiedziała cicho, ale spojrzenie, które mu wysłała nie znosiło sprzeciwu.
- Idź stary - dodał James patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
- Okay, ale na waszą odpowiedzialność.- Zastrzegł i ruszył z stronę jednej z sal. Przez szybę zobaczył, że na jednym z łóżek leży nie przytomna jeszcze szatynka. Jej włosy rozłożyły się na poduszce, jak lwia grzywa. Jej twarz była spokojna, niewyrażająca żadnych uczuć.
Po cichu wszedł do pomieszczenia i usiadł na krześle obok jej łóżka. Popatrzył na aparaturę, do której była podłączona. Jej serce biło spokojne, a oddech był równy. Chłopak pochylił się do przodu.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wszystko jest stabilne. Martwiłem się jak cholera. Chciałbym, żebyś teraz była przytomna. Moglibyśmy porozmawiać. Mógłbym powiedzieć ci, że kiedy zemdlałaś, miałem wrażenie, że mój świat się posypał. Nie wiedziałem, co się dzieje. Ratowaliśmy cię, ale w mojej głowie kołatała tylko jedna myśl: "Jeśli ona umrze, pójdę za nią". Kiedy lekarz powiedział, że wszystko jest w porządku, na nowo zobaczyłem barwy. Przez ten czas, gdy cię nie widziałem, świat był zły, szary i wrogi. Z resztą... Mam tak zawsze, kiedy nie ma cię obok. Jest mi po prostu źle. A gdy jesteśmy w jednym pomieszczeniu, albo idziemy blisko siebie, mam wrażenie, jakby wszystko eksplodowało radością, szczęściem i kolorami. Ostatnio zachowałem się jak cham. Nie wiedziałem, jak ci pomóc, więc się wycofałem. Wiem, jestem idiotą. Ale później zrozumiałem, że nie mogę tak żyć, ale ty mnie teraz nienawidzisz...-​ westchnął, po czym lekko pogłaskał jej dłoń.- Od kilku dni prawie się nie odzywam, bo nie chcę cię skrzywdzić. Robię wszystko, byś była szczęśliwa. Jeśli oznacza to, że mam nigdy więcej nie patrzyć ci w oczy... Zrobię to. Chcę, abyś czułą się dobrze nawet, jeśli oznacza to, że nigdy nie będzie dla mnie miejsca w twoim życiu.- szepnął.
- Mów dalej - szepnęła i jednym okiem spojrzała na niego.
- Pójdę za tobą nawet na koniec świata, jeśli... Zaraz. Ty jesteś przytomna?!- zauważył po chwili.
- Ale mów dalej. To takie słodkie. - szepnęła słabo.
- Alex...- westchnął i założył jej niesforny kosmyk za ucho.- Po prostu cię kocham.
- Słyszałam już to chyba z tysiąc razy dziennie.- wywróciła śmiesznie oczami, ale ścisnęła jego dłoń.
- Mogę powtarzać to o wiele, wiele częściej.- uśmiechnął się i przyciągnął jej dłoń do ust. Delikatnie musnął jej skórę.
- Nie musisz - westchnęła. - Zapamiętam to do końca świata i jeden dzień dłużej.- Uśmiechnął się.
- Lekarze powiedzieli, że zostaniesz jeszcze dwa dni na obserwacji.
- Super. Po prostu bosko - westchnęła zawiedziona.
- Oj tam, marudzisz... Będę przychodził i truł ci tyłek.
- No to nie będzie tak źle…- znacząco poruszała brwiami.
- Cieszę się, ze to słyszę.- ukazał rząd bielutkich zębów.
- Nie przyzwyczajaj się - wystawiła mu język.
- Postaram się, ale nie obiecuję...
- Pogadamy o czymś innym? - zapytała. - Na przykład o twojej babci.
Jej promienna mina zmieniła się na poważną i pełną grozy.
- Oczywiście. Co chcesz wiedzieć?
- To, co ona ci powiedziała o mnie. O czym gadałyśmy po tym jak zgubiłam komórkę i poszłam sobie.
- Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, że mówi o tobie. Wtedy byłem u niej dopiero wieczorem. Opowiadała mi, że spotkała w parku taką śliczną dziewczynę. Wyglądała na zagubioną i zrozpaczoną, a dodatkowo mokła na deszczu, więc zaprosiła ją do siebie na ciepłą herbatę. Opowiadała, że dziewczyna jest w kimś zakochana, ale ma wiele wątpliwości i że bardzo się o tego chłopaka martwi.
- Aha. Rozumiem - uśmiechnęła się niemrawo.
- Co jest?
- Nie, nic.
- Już się nie uśmiechasz. O co chodzi?
Głośno westchnęła:
- Chcesz wiedzieć, dlaczego cały czas mówię, że cię nie kocham?
- Tak.- opowiedział bez zastanowienia.
- Pamiętasz jak mówiłam ci, że mój chłopak zginął w wypadku? W drodze do mnie?
- Tak. Pamiętam.
- To tego się boję. Nie chcę, żebyś zginął tak jak on. Jeśli kolejna osoba, którą kocham, umrze, sama się zabiję.- powiedziała, a po jej policzku spłynęła łza. - Nie chcę, żebyś umierał.
- Dlaczego uważasz, że przez to, że z tobą będę, umrę? Przecież... Gdybym miał umrzeć, to to, czy z tobą będę czy nie, i tak nie ma na to wpływu. To nie my o tym decydujemy.
- Ale możesz zginąć jak on, a ja tego nie chcę. Zrozum, że szczęście i miłość to nie dla mnie.
- Zrozum, że to nie ma tu nic do rzeczy. Nie masz podstaw by sądzić, że zginę tak, jak on.
- Przynoszę pecha. Wielkiego pecha w miłości, a ty nie możesz być z pechową dziewczyną. Zasługujesz na kogoś lepszego. Anioła czy co tam chcesz.
- Mów sobie, co chcesz. I tak kocham tylko ciebie. Powiedz mi, czy mnie kochasz? Jeśli powiesz, że tak, będziemy razem szczęśliwi. Jeśli powiesz mi, że mnie nie chcesz, odejdę. Nie będę ci się plątał, ale nie znaczy to, że przestanę cię kochać. Zawsze będę kochał tylko ciebie.
- Ja... - zawahała się. - Kocham cię i chcę żebyś był szczęśliwy. Ale nie ze mną.
- Obawiam się, że to nie możliwe.- szepnął i nachylił się nad nią. Ich twarze były tak blisko, że czuła na sobie jego ciepły oddech.
- Nie będziesz szczęśliwy?- szepnęła.
- Bez ciebie nie będę.
Dziewczyna nic nie powiedziała. Po prostu patrzyła mu w oczy.
- Kocham cię. Po co się martwić? Cieszmy się tym.- szepnął.
- Ja ciebie też czubku - zaśmiała się. Wiedziała, że jego oczy nie potrafią kłamać.
- Więc chociaż raz się w czymś zgadzamy.- westchnął z ulgą. Popatrzył prostu w jej oczy. Uśmiechnęła się. Pod wpływem chwili przysunął się jeszcze bliżej i musnął jej usta. Dziewczyna delikatnie oddawała pocałunki chłopaka. Sprawiały jej taką przyjemność.
Nie wiedzieli, że przez szybę obserwuje ich Lilly. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Mówiłem, że wszystko będzie dobrze - szepnął brunet i objął ją od tyłu.
- Przecież mówiłam, że ci ufam.- uśmiechnęła się.
- Kocham cię.- szepnął i pocałował ją w policzek.
Odchyliła głowę tak, aby go widzieć.
- Też cię kocham.- uśmiechnęła się i musnęła jego usta.
- Idziemy czy chcesz jeszcze porozmawiać z Alex?
- Chciałabym z nią pogadać, ale... Nie wiem, czy mogę im przerwać.- szepnęła.
- Chodź - powiedział i podszedł do drzwi. Jednym ruchem je otworzył. - A co tu się wyprawia?
- Kochanie, a to, kto? - zapytała odsuwając się od Latynosa. - Nie pamiętam ich.
Carlos podchwycił, że to żart.
- Wiec, to jest twoja kuzynka i jej mąż.
Lilly chciała podejść do Latynosa i mu przyłożyć, ale ktoś ją powstrzymał.
- Nie - szepnął James łapiąc ją za nadgarstek. - Nie teraz.
- Mąż? Kuzynka? - szatynka popatrzyła na niego uważnie.
- Dokładnie. Prawda?- zapytał się ich.
- Carlosie Pena, nie żyjesz.- warknęła w odpowiedzi.
- Dlaczego ona ci grozi? - udawała głupią.
- Nie wiem. James, zrób porządek ze swoją żoną.
- Skarbie. Pamiętaj o Alex - szepnął i objął ją od tyłu. - Trzeba jej pomóc.
- Co nie zmienia faktu, że kłamie.- odpowiedziała mu cicho.
- No to, co? W przyszłości i tak będziesz panią Maslow.- musnął jej usta.
- No nie wiem, nie wiem.- uśmiechnęła się cwanie o odsunęła się.
Podeszłą do przyjaciółki.
- Alex, na prawdę mnie nie pamiętasz?
- Nie. Mama?
Brunetka już miała odpowiedzieć, gdy nagle zamilkła. Popatrzyła na nią przenikliwym wzrokiem.
- Przecież przed chwilą powiedział ci, że twoja kuzynka...
- Serio? A on to? - wskazała na Carlosa. - Nie pamiętam go.
- Kiedy weszłam mówiłaś do niego kochanie.- powiedziała i skrzyżowała ręce na piersi. Uniosła jedną brew.
- Nie pamiętam tego.- mruknęła. - W ogóle was nie pamiętam.
- O nie! Pogarsza jej się! Nie pamięta nawet, co mówi.- jęknął Carlos z przerażeniem.
- Co mi się pogarsza? - udawała głupią.
- James. Idź po lekarza, proszę.- powiedziała brunetka nie spuszczając wzroku z przyjaciółki.- Niech ją zbadają i oszacują straty. A jak już znajdą pamięć to poproś, żeby poszukali jeszcze mózgu, bo chyba się zapodział.
- Lilly! Sama nie masz mózgu! - warknęła i zrobiła wielkie oczy, bo doszło do niej, że się zdradziła. – Ups...
- Mówiłam. Głąby.- warknęła.
- Sama jesteś głąbem - warknęła. - A ty zdrajcą! - jęknęła wskazując na Carlosa.
- Przecież nic nie powiedziałem!- zawołał przestraszony.
- Martwiłam się o ciebie, ciole! Ja ci dam! Od dzisiaj będziesz przy mnie jadła i to pięć posiłków dziennie!- zawołała, a po chwili przytuliła przyjaciółkę.
- Śnisz - prychnęła i odwzajemniła uścisk.
- Żebyś się nie zdziwiła.- mruknęła, po czym puściła ją. Odsunęła się i pokręciła głową z niedowierzaniem.- Najwyraźniej menda mendą pozostanie.- pokazała jej język.
- Dziękuję - wykonała tą samą czynność. - Ale nie dopilnujesz mnie, bo przenoszę się do Carlosa.
Lilly zmarszczyła brwi.
- Jak ty to sobie wyobrażasz?
- Normalnie - wzruszyła ramionami. - Pomieszkamy razem, a potem jadę do Anglii.
- Mhm. Spoko. I tak o zdecydowałaś, że zostawiasz mnie samą? Dzięki.- powiedziała i wstała.
- Nie, no. James się do ciebie wprowadza - mruknęła.
- Jasne. A skąd wiesz, że ja tego chce? Oh, oczywiście. No tak. Ty wiesz wszystko lepiej od innych.- warknęła.- Wiesz, co? Rób sobie, co chcesz. W sumie, to mam to w dupie. Cieszę się, że żyjesz.- rzuciła na odchodnym.
- Świetnie. Foch. Tylko to potrafisz. Nic innego - warknęła. - Mogłabyś w końcu wydorośleć.
- Mogłabym. Ale, po co? Od podejmowania dorosłych i dojrzałych decyzji jesteś ty, no nie?- zapytała zanim wyszła.
- Bo ja nie żyłam NIGDY marzeniami!
Brunetka już jej nie słyszała. Spokojnym, niewzbudzającym podejrzeń, krokiem wyszła przed szpital, a następnie ruszyła przed siebie.
- Hej czekaj! - za nią wybiegł James. - Co się stało?
- Nic.- odpowiedziała spokojnie.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Wróć do szpila. Usiądź z nimi i uśmiechnij się. Mną się nie przejmuj.- powiedziała i szybkim krokiem ruszyła w dół ulicy.
- Czekaj! - pobiegł za nią. - Jak mam się tobą nie przejmować? Jesteś dla mnie wszystkim. Nie potrafię tak.
Odwróciła się twarzą do niego i uśmiechnęła.
- Wszystko jest w porządku. Po prostu muszę się przejść i pomyśleć. Sama.- cmoknęła go w policzek.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
- Dobrze, ale za godzinę widzimy się przed twoim hotelem.- powiedział poważnie.
- Postaram się.- zaśmiała się i odwróciła.
- Kocham cię.- szepnął i cmoknął ją w policzek, po czym ruszył powolnym krokiem do szpitala.
- Ja ciebie też.- szepnęła cicho, po czym puściła się biegiem przed siebie. Potrzebowała spokoju i samotności, które mogła znaleźć tylko w jednym miejscu...



- Skarbie, wszystko okay?- zapytał Carlos, łapiąc dziewczynę za rękę.
- Nie. Zostaw mnie.- szepnęła i wyrwała rękę. Odwróciła wzrok w stronę okna.
Westchnął ciężko u opadł na krzesło. W milczeniu obserwował szatynkę.
- Wyjdź - powiedziała bez żadnych uczuć nawet na niego nie patrząc.
- Ale...
- Wyjdź! - podniosła głos.
Zawahał się, ale wstał. Musnął ustami czubek jej głowy i wyszedł z pomieszczenia.
- Boże, za jakie grzechy? - jęknęła i zaczęła płakać. Skuliła się pod kołdrą i wzięła telefon do ręki. Wybrała numer do Madison.
- Halo?
- Madison - szepnęła. - Cześć.
- Alex, skarbie. Coś się stało?- zapytała zmartwiona.
- Nie, nic - uśmiechnęła się. - Po prostu tęsknię za tobą.
- Na pewno?- zapytała podejrzliwie.- Jeszcze nigdy z powodu tęsknoty nie dzwoniłaś do mnie o 1 w nocy.
- Zapomniałam o różnicy czasu. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Masz szczęście, że nie śpię. Ale jeśli o niej zapomniałaś, to na pewno z jakiegoś powodu. Musisz być zmartwiona. Co się stało kochana?
- Nie, a co miałoby się stać? - zacisnęła wargi, żeby się nie rozpłakać na dobre.
- Młoda. Kogo, jak kogo, ale siostry nie okłamiesz.
- Dobra. Pokłóciłam się z Lilly, a przed chwilą nawrzeszczałam na Carlosa, który chciał mi pomóc, jestem w szpitalu, a całe moje życie się wali - szlochała. - Proszę, pomóż mi.
- Poczekaj. Spokojnie. Weź głęboki wdech. Pamiętaj, że zawsze można wszystko naprawić. Uspokój się i opowiedz mi wszystko.- zarządziła głosem nie znoszącym sprzeciwu.
Dziewczyna się uspokoiła i opowiedziała wszystko siostrze od początku.
- Ehh... Nie martw się. Ze szpitala wyjdziesz za dwa dni. Po prostu musisz to przecierpieć. To rodzaj kary za twoją głupotę. Nad tym nawet nie ma, co się zastanawiać. Carlos... Porozmawiaj z nim. Potrzebujesz wsparcia kogoś, kto jest tam koło ciebie, a on jest do tego idealny. Kochasz go, a on kocha ciebie, więc wybaczy ci wszystko. Lilly... Obie dobrze ją znamy i wiemy, że potrzebuje chwili dla siebie. Daj jej ją, a potem z nią pogadaj. Wyjechałyście tam we dwie, same jak palec i nagle ty podejmujesz sama decyzje. Nigdy więcej tego nie rób. Nawet, jeśli ty uważasz, że jesteś gotowa żyć sama pamiętaj, że ona jest marzycielką i polega na tobie tak, jak ty na niej. Może ona nie jest gotowa sama stawić temu wszystkiemu czoła? Tak czy inaczej porozmawiaj z nią. Jak chcesz, to też mogę do niej zadzwonić...
- Nie, nie trzeba. Dziękuję - uśmiechnęła się.
- Nie martw się skarbie, a jakby co, to dzwoń.
- Okay. Pa - uśmiechnęła się i rozłączyła.



Carlos krążył po korytarzu w tę i z powrotem. James, który siedział na krześle obok zaczynał mieć tego serdecznie dość.
- Możesz przestać?- warknął.
- Hmmm... Co?- zapytał wyrwany z rozmyślań.
- Przestań, bo zaraz ci przyłożę.
- Grrrr...- mruknął i usiadł na przeciwko bruneta, ale nie mógł się powstrzymać i nerwowo uderzał palcami o krzesło.
- Przestań.
- Wybacz, ale jestem zestresowany. Nie potrafię tak po prostu się nie ruszać.- warknął.
- Czym znowu?
- Wyrzuciła mnie z pokoju i się nie odzywa. A jak coś się stało?
- No to tam idź, a nie łazisz z miejsca w miejsce, jakbyś owsiki w gaciach miał.
- Ale ona mnie tam nie chce.- burknął.
- Idź albo ci przyłożę.
Latynos zmierzy go wzrokiem, po czym spojrzał na drzwi.
- Nie krępuj się.- mruknął i wygodniej usadził na krześle.
- Rusz się! - podniósł głos.
- Ryj! W szpitalu jesteś.
- To się rusz albo wylądujesz w jednej z sal.
- Nerwa masz, bo cię Lilly zostawiła i na mnie się wyżywasz?- zapytał wkurzony.
- Przymknij się, bo ci przyłożę - warknął.
- Tak myślałem.- uśmiechnął się wrednie, ale widząc minę bruneta szybko wstał i podszedł pod drzwi sali. Wziął głęboki wdech i zapukał.
- Proszę.
Otworzył drzwi i wszedł do środka.
- Hej, wszystko w porządku?
- Yhym - uśmiechnęła się. - Możemy pogadać?
- Jasne.- uśmiechnął się ciepło i usiadł obok łóżka dziewczyny.
- Przepraszam - szepnęła.
- Nie ma sprawy. Rozumiem, że byłaś zła, a ja wpychałem nos w nie swoje sprawy.
- Ale przecież to też są twoje sprawy.
- Ale chciałaś je przemyśleć sama.
- I to był błąd.
- Jesteśmy tylko ludźmi. Popełniamy błędy.- uśmiechnął się i złapał ja za rękę.
- Wiesz, że po zakończeniu filmu wyjeżdżamy? - zapytała ostrożnie zaciskając dłoń.
- Wiem.- szepnął.
- Czyli za pięć dni już się nie zobaczymy.
- Wiesz... Zastanawiałem się nad tym i...- westchnął.- Przyjedziecie tutaj za miesiąc na premierę. Co powiesz na to, żebym po premierze... Do ciebie dołączył?
- Ale, że jak?
- No... Normalnie. Wyjechał. Z tobą.
- A co z twoim życiem? Praca? Przyjaciele? Rodzina?
- Praca to filmy i muzyka, chociaż ostatnimi czasy bardziej filmy. Jestem znany. W Anglii zawsze mogę coś znaleźć. Przyjaciele zrozumieją. Przecież po przeprowadzce tam zawsze mogę ich odwiedzić, no nie?
- Jesteś chory.
- Słyszałem już kiedyś taką teorię.- zaśmiał się.
- Tak, wiem. Ale nie mogę w to uwierzyć. Za szybko.
- Co za szybko?- zapytał zdziwiony.
- Za szybko to się wszystko dzieje. Nie dawno się nie znaliśmy, a teraz?
- Skarbie, znamy się ponad trzy miesiące. To wcale nie tak mało...
- Serio? Trzy miesiące to dużo? Chyba chory jesteś. Ja o tobie nic nie wiem i na odwrót.
- Co nie znaczy, że trzy miesiące to mało. Wiem, że masz siostrę w Anglii, że twój były umarł, że przyjaźnisz się z Lilly, że jesteś Red Rose i masz wielki talent zarówno pisarski jak i aktorski.
- Ale tego dużo - mruknęła. - A ja wiem tylko tyle, że należysz do Big Time Rush. Przyjaźnisz się z James'em, Kendall'em i Logan'em. No i o twoich zawodach i talentach. Nic poza tym.
- Okay… Więc co powiesz na to? Gdy wyjdziesz ze szpitala, zapraszam cię na całodzienny piknik. Będziemy mogli lepiej się poznać.- uśmiechnął się.
- Piknik? - spojrzała na niego uważnie.
- Piknik.- odpowiedział wolno.
- O nie. Ja nie jadam. A zwłaszcza całymi dniami.
- Trzeba to zmienić. Nie możesz doprowadzać się do takiego stanu.- powiedział zmartwiony.
- Jakiego stanu? Wyglądam normalnie.
- Zasłabłaś i było duże ryzyko, że nie przeżyjesz. Nie możesz tak robić.
- Żyję tak od paru dobrych miesięcy - wzruszyła ramionami. - To nic wielkiego. Zasłabnięcie to normalka - puściła mu oczko.
- Wiec trzeba to zmienić.- wzruszył ramionami.
- Nikt nigdy mnie nie zmieni.
- Ty wiesz swoje, ja wiem swoje.
- Założysz się?
- Nie.- uśmiechnął się rozbrajająco.
- Boisz się - zmrużyła oczy.
- Mówiłem już, że cię kocham?
- Chcę usłyszeć coś oryginalnego i nowego - założyła ręce na piersi.
Przez chwilę się zastanawiał, po czym uśmiechnął się słodko.
- Do twarzy ci w szpitalnej koszuli.
Popatrzyła na niego jak na debila.
- Jesteś głupi.
- A ty genialna.
- Głupek.
- Też cię kocham.- zaśmiał się.- I jeśli o mnie chodzi, to możemy zacząć zapoznawanie. Opowiedz coś o sobie.
- Hmm... Nie.
- Proszę.- zrobił oczka kotka ze Shreka.
- Nie mam, co. Moje życie nie jest ciekawe, wręcz przeciwnie. Cały czas, w kółko to samo się dzieje. Nic wielkiego - wzruszyła ramionami.
- Ale z tego co pamiętam, nic o sobie nie wiemy. Zmieńmy to. Opowiedz mi nawet o tych rzeczach, które uważasz za nie ciekawe.
- Okay. Urodziłam się w Anglii. W wieku 15 lat wraz z siostrą przeniosłyśmy się do hotelu i wtedy zaczęłam swoją "karierę". Nagrałam klika piosenek, coś tam porysowałam, pograłam. Skończyłam szkołę artystyczną, a Madison kończy studia. Rodzice zginęli w wypadku, kiedy miałam sześć lat. Po tym jak dowiedziałyśmy się, że to dziadek spowodował ten wypadek uciekłyśmy od niego. Razem z Lilly wyjechałam do Los Angeles ze względu na studia, ale jak się okazało nie tylko. Zaczęłyśmy, to znaczy ja kontynuowałam karierę, grać. Poznałam Andree i wtedy on zginął. Od tamtego czasu przestałam żyć marzeniami, ale Lilly nadal im ufa bezgranicznie - wzruszyła ramionami. - Nic ciekawego. Coś jeszcze?
- Wow. Co lubisz robić?
- Uciekać.
- Coś jeszcze?
- Nie. Nic poza tym, bo wszystko jest połączone.
- Serio? Nie lubisz sportu? Filmów? Muzyki? Może masz jakąś pasję? Coś, co uwielbiasz robić.
- Mówiłam. Uciekać. Kiedy coś robię to dzięki temu uciekam. Spójrz - szepnęła i odsłoniła stopę. Na wysokości, w stronę palców ciągła się wytatuowana pięciolinia z dwiema nutami. - Zrobiłam go, kiedy żyłam marzeniami. Wtedy oznaczał moją miłość do muzyki, a teraz? Sama nie wiem. Dzięki niej, pisaniu, graniu, tworzeniu uciekam. Uciekam od ponurej i okrutnej rzeczywistości.
- Teraz rozumiem.- uśmiechnął się pod nosem.
- Co?
- Odkąd przestałaś żyć marzeniami, wszystko jest dla ciebie jednolite. Nie widzisz różnic między jednym a drugim, jest ci to obojętne. Musisz na nowo nauczyć się żyć.- szepnął i ujął jej dłoń.
- A co? Nie oddycham?
- Nie o to mi chodzi. Ty nie żyjesz. Ty funkcjonujesz. Oddychasz, śpisz, pracujesz... Nawet nie jesz. Trzeba nauczyć cię ŻYĆ.
- Potrafię o siebie zadbać.
- Zadbać i funkcjonować, a na prawdę żyć, to są inne rzeczy. Dbasz o siebie od dłuższego czasu i nie powiesz mi chyba, że jest zajebiście, kolorowo i wesoło? Daj sobie pomóc. Zaufaj innym. Nie wszyscy chcą cię skrzywdzić...
- Nie musi być zajebiście, kolorowo czy wesoło. Ważne, żeby nikt mi nie wchodził w drogę. Nie muszę być szczęśliwą, żeby ŻYĆ.
- Właśnie na tym polega życie. Żeby być szczęśliwym, wesołym. Żeby widzieć wszystko w wielu barwach, żeby czuć wszystko. To, że jesteś sobie gdzieś na świecie, i nikt cię nie dotyka, to nie jest prawdziwe życie. To funkcjonowanie.
- Mi to bez różnicy. Najchętniej to bym nie robiła tego i tego - zabrała rękę.
Westchnął i przesunął się tak, żeby móc patrzeć w jej oczy.
- No właśnie. Jest ci to bez różnicy. Pozwól mi sprawić, że zobaczysz piękno życia.
- Masz na to dwa dni - mruknęła. - A potem już nigdy nie będziesz tego próbował, bo się zabiję.
Popatrzył na nią zdziwiony.
- Okay. W takim razie poczekaj. Wrócę za godzinkę.- uśmiechnął się tajemniczo. Pocałował ją w policzek i wyszedł z sali z uśmiechem.
- A to, co było? - powiedziała sama do siebie i spojrzała w okno. - On mnie kocha... Naprawdę.