Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BTR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BTR. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 czerwca 2014

To lato zmieniło moje życie... cz.5

Kendall cały czas obejmował ją w pasie i nie puszczał jej na krok. Po dwudziestu minutach spaceru dotarli na punkt widokowy, z którego było widać pozostałe wyspy Grecji i pięknie oświetlone porty. W wodach mórz odbijało się światło księżyca i gwiazd. Wszystko wyglądało pięknie, jak w bajce. Chłopak dostrzegł, że ten widok ruszył dziewczynę i sprawił, że chciała się otworzyć. Po raz pierwszy zaczęła płakać jak małe dziecko i bez wahania przytuliła się do blondyna, który odwzajemnił jej uścisk. 
- Nienawidzę cię... Za to, że mnie tu przyprowadziłeś...- zaszlochała.
- Dlaczego? - zdziwił się. 
Odsunęła się od niego lekko i jeszcze raz się rozejrzała.
- Bo byłam kiedyś w podobnym miejscu... Jeszcze jako dziecko. Bez problemów i... Tego całego gówna...
- Jezu, przepraszam - przytulił ją mocnej. - Nie wiedziałem. Nie chciałem. Przepraszam.
Pokręciła niemrawo głową i obróciła się tak, że opierała się o niego plecami.
- Tu jest tak pięknie...- westchnęła, ocierając twarz dłonią.
- Podoba ci się? - oparł głowę o jej ramię. 
- Bardzo.- szepnęła, przymykając oczy.
- Cieszę się - uśmiechnął się i pocałował ją w policzek. 
- Widać stąd twój dom?- zapytała, kierując swoje spojrzenie na miasteczko, leżące w dole.
- Ten tu - wskazał na duży dom niedaleko plaży. 
- Ładny... To cudownie mieszkać tak przy samej plaży... Budzisz się rano, wychodzisz na taras i możesz podziwiać uśpione jeszcze morze...
- Chcesz je zobaczyć? - uśmiechnął się ciepło. 
Pokiwała twierdząco głową.
- To chodź. Pokażę Ci wszystko - szepnął i wziął ją za rękę. 
- Ale... Ja...- zawahała się.
- Nie bój się. Nie skrzywdzę cię. 
- Nie o tym mówię...- mruknęła.- Ale... No dobrze...
- A o czym? - zdziwił się. 
Pokręciła głową.
- Teraz to nie ważne. Chodźmy... Zimno mi.
- Ważne - powiedział i zarzucił na nią swoją kurtkę. 
- Zmarzniesz...- zaprotestowała.
- Nie. Ciepło mi - uśmiechnął się. 
Wsunęła mu się pod ramię. Przytulił ją i ruszył do swojego domu. Gdy dotarli do domu blondyna, brązowooka zdjęła szpilki i odrzuciwszy je w kąt, stanęła na środku salonu. Bez słowa rozglądnęła się uważnie, po czym chwiejnym krokiem ruszyła ku dużym drzwiom tarasowym. Weszła na drewniany podest. Stąpając po nie równych, ciemnych deskach, usiadła na jednym ze schodków prowadzących na plażę. Zakopała nogi w piasek i zwróciła spojrzenie w kierunku wody, obmywającej brzeg kilka metrów od niej.
- Podoba ci się? - zapytał i usiadł obok niej. 
Westchnęła i pokiwała twierdząco głową
- Cieszę się - objął ją delikatnie ramieniem. 
- To cudownie, móc oglądać coś takiego co rano...- szepnęła.
- Popołudniu, wieczorem, w nocy...
- Zazdroszczę...- mruknęła.
- Oj tam.. 
- Jak mogę ci się odwdzięczyć?- zapytała nagle.
- Nijak - uśmiechnął się. - Nie musisz. 
- Kłamiesz. W życiu nie ma nic za darmo.- mruknęła.- Dziękuję. Chce ci się odwdzięczyć. Jak mam to zrobić?
- Nie musisz. Serio - zaśmiał się. 
- Przestań się ze mnie śmiać.- warknęła poddenerwowana.
- Ale ja się z ciebie nie śmieje - szepnął. - Nigdy.
- Nie prawda! Śmiejesz się ze mnie!- zawołała, wstają gwałtownie.
- Nie. 
- Więc odpowiedz mi, zanim sama zdecyduję.- burknęła, splatając ręce na piersi i stając przed nim.,
- Ufam ci.
Wydęła dolną wargę i odwróciła się na pięcie. Pewnym krokiem ruszyła w stronę wody.
- Ej, a ty gdzie? - pobiegł za nią.
- Idę się utopić!- zawołała przez ramię, gdy małe fale sięgały jej kostek.
- No weź - chwycił ją za ramię.
Obróciła się gwałtownie i chwyciwszy go za kołnierzyk koszuli, przycisnęła jego usta do swoich. Chłopak był zdziwiony, ale przyciągnął dziewczynę i przyciągnął ją do siebie.





- Weź idź do siebie!  - warknęła. 
- Dopiero, kiedy bezpiecznie odprowadzę cię na miejsce.- odparł.
- Jestem, więc spadaj - mruknęła. 
Zaśmiał się wesoło.
- Więc pa.- mruknął, nagle obejmując ją w talii i przyciągając. Złączył ich usta w słodkim pocałunku. Dziewczyna go odwzajemniła z wielką przyjemnoscią. 
- Mam nadzieję, że już się nie fochasz.- zaśmiał się cicho, gładząc cjej policzek. 
- A jeśli nie to? - uśmiechnęła się cwanie. 
- Jeśli się fochasz, to chyba będę musiał powtórzy pocałunek.- powiedział z udawaną rezygnacjcą.
- Chyba to nie wystarczy - zaśmiała się. 
- A masz jakieś lepszy pomysł?- uniósł jedną brew.
- Nawet kilka - zasmiałą się i weszła. - Amber jestem!
Odpowiedziała jej głucha isza
- Amber!? - krzyknęła i zaczęła się rozglądać. 
- Nie ma jej!- zawołał Carlos, stając w progu i opierając się o framugę drzwi.
- Nie ma jej, nie ma jej, nie ma jej - mówiła przerażona i próbowała się do niej dodzwonić, ale jej przyjaciółka miała wyłączony telefon. 
- Uspokój się...- mruknął, zachodząc ją od tyłu i obejmując.- Jest z Kendallem. Wysłał mi smsa.
- Jezu! - zaczęła się zbierać do wyścia. - Przecież on jej zrobi krzywdę. Gdzie on mieszka? 
- Nic jej nie zrobi, spokojnie.- złapał ją za nadgarstek.- Ręczę głową, że wszystko będzie okay.
- Zrobi. Skrzywdzi.
- Nie martw się, jest dużą, mądrą dziewczynką i gdyby Kendall nawet próbował, to i tak by mu nie wyszło, a obiecuję, że nie będzie próbował.- przytulił ją.
- Będzie. Będzie chciał... 
- Nie, nie będzie.- mruknął, gładząc ją po plecach.- Rozluźnij się, nic jej nie będzie.
- Będzie... - jęknęła. 
- Skarbie... Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?- zapytał cicho z lekkim rozbawieniem.
- On jej zrobi krzywdę.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo każdy jest taki sam. Zrobi to .
- Jest moim kumplem i znam go od bardzo dawna. Uwierz mi, prędzej dziewczyna zrani jego niż on dziewczynę...
- Nie wierzę ci. 
- Więc warto by to zmienić...- mruknął, składając lekki pocałunek na jej szyi.
- Przestań. Boję się o nią - mruknęła odsuwając się od niego trochę. 
- Na prawdę, nie masz o co.
- Martwię się - jęknęła. 
- Wiem skarbie, wiem... Pomyśl może o czymś przyjemnym. Chcesz obejrzeć film?
- Nie - szepnęła. 
- Posłuchać muzyki? Potańczyć? Napić się albo coś zjeść?- wyliczał.
- Nie. Nie. Nie. Nie - mruknęła i podeszła do niego bliżej. - Wymyśl coś innego. 
- Coś innego?- zabawnie uniósł brew.- Może jesteś zmęczona?
- Jak mam iść spać, jak martwię się o Amber? - spojrzała na niego dziwnie
- Nie mówię, że spać. Może na przykład położyć się i odprężyć?
- Jak? 
- Hmmm... Na przykład podczas masarzu?
- Jesli potrafisz zrobić masaż - mruknęła pociągająco. 
- Potrafię...
- No, to może się skuszę... 
- To prowadź...- uśmiechnął się seksownie, podając jej ramię.
Dziewczyna zaprowadziła go do swojej sypialnii. 



Przez kilka kolejnych dni Amber mieszkała u Kendalla. Spędzali ze sobą dosyć dużo czasu i mimo tego, że blondynka zachowywała się jak rozkapryszona królewna, cierpliwie to znosił. Aż do czwartkowego wieczora, gdy wracając z drobnych zakupów, zastał w przedpokoju spakowaną walizkę.
- A ty gdzie się wybierasz? - zdziwił się. 
- Wyjeżdżam.- odparła Julie, szukając swojej kosmetyczki.
- Ale dlaczego? - zaczął chodzić za nią. - Źle ci ze mną?
- Musze wracać do domu. Wakacje się skończyły.
- Ale przecież możesz zostać tu. Na zawsze. 
Obróciła się piecie i popatrzyła na niego zdziwiona.
- Niby po co?
- Ze mną. Tak dobrze nam razem - ujął jej dłonie. 
Parsknęła śmiechem, wyrywając dłoń.
- Na prawdę nie zrozumiałeś?- zapytała z politowaniem.- Nie ufam facetom. To się nigdy nie zmieni.
- Ale... 
- Nie ma ale. Mam nadzieje, że nie wziąłeś tego tygodnia jako zapowiedzi wielkiej miłości.
- Żałuję, ze cię poznałem, że ci zaufałem, że uwierzyłem, że nie jesteś pustą s.... - warknął i walnął w ścianę. 
Uśmiechnęła się wrednie dopakowała ostatnią rzecz do torby. Chwyciła za jej rączkę. Zbliżyła się do blondyna i pocałowała go krótko na pożegnanie.
- Seks z tobą był przyjemnością.- rzuciła puszczając do niego oczko.
- Nawzajem - mimo wszystko uśmiechnął się.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.- mruknęła, otwierając drzwi.
- Oby. Będę o tym marzył co noc - powiedział zalotnie. 
- Daj znać, jeśli kiedyś będziesz w Londynie.
- Na pewno. 
Zmierzyła go uważnym spojrzeniem.
- Lubię cię. Jesteś chyba najlepszym facetem, jakiego spotkałam...- westchnęła.- Żegnaj.
- Żegnaj - mruknął smutno. 
Ostatni raz uśmiechnęła do niego i odeszła w stronę domu jej przyjaciółki. Chłopak patrzył przez okno na oddalającą się dziewczynę. Amber doszła pod dom Carlosa, w którym obecnie mieszkała jej przyjaciółka. Zapukała w drzwi.
Otworzył jej Latynos. Zdziwił się na jej widok.
- Hej, ja tylko na chwile. Chciałam się pożegnać...
- Eh... Jasne. Skarbie!- zawołał w głąb domu.
- Tak? - w drzwiach stanęła dziewczyna w koszulce Latynosa. 
-  Wyjeżdżam. Wracam do Londynu.- powiedziała cicho.
- Co? Dlaczego? - zdziwiła się. 
- Wakacje się już prawie skończyły... Muszę wracać do wujostwa... Wiesz... Po za tym zbliża się rocznica wypadku... Chcę postawić znicz na grobie rodziców...
- Wrócisz jeszcze? - zapytała smutna. 
- Nie wiem... Raczej nie... Wiesz, że cię kocham, no nie?- otworzyła ramiona jak do przytulenia.
- Przylecę za jakieś dwa dni - uśmiechnęła się i przytuliła przyjaciółkę. - Nie zostawię cię. 
- Nie, no co ty. Zostań tu. Proszę...- szepnęła.- Zrób to dla mnie, okay?
- Ale.... Przecież wiesz, że cię nie zostawię.
- Wiem, że mnie nie zostawisz. Zawsze będziesz przy mnie. Ale chcę, żebyś była szczęśliwa. I mam do ciebie prośbę...
- Myślisz, że będę szczęśliwa nie wiedząc, co robisz? - zapytała. 
- Będę dzwonić i to często.- zachichotała.- Po za tym, możesz przyjechać do mnie na kolejne wakacje... I... Proszę... Pilnuj, żeby Kendall nie natknął się na jakąś dziwkę...
- Okay. Będę tęsknić - mocno przytuliła przyjaciółkę. 
- Pa skarbie...- cmoknęła ją w policzek.- A ty masz o nią dbać! Niech tylko mi się poskarży, a osobiście się z tobą rozprawie.- zaśmiała się, machając Latynosowi.
- Pa - powiedziała Julie i gdy tylko przyjaciółka zniknęła jej z oczu rozpłakała się. 
Carlos od razu otoczył ją ramionami i pozwolił jej płakać w swoje ramie.
- Zostawiła mnie z bałwanem - szlochała sama do siebie. 
- Ciii...- szepnął, głaszcząc ją po włosach.
Dziewczyna płakała,ale z każdą chwilą się uspokajała.
- Zobaczysz. Będzie dobrze... To przecież nie koniec.- mruknął jej do ucha.
- Tak. Dzielą nas tylko teraz tysiące kilometrów - mruknęła i wróciła do kuchni.
Westchnął, wodząc za nią wzrokiem. Podszedł do niej od tyłu i złożył pocałunek na jej ciepłym karku.
- Nie rób - mruknęła się odsunęła. 
- Co takiego?- zapytał.
- Nie rób - powtórzyła i usiadła na blacie. - Nie wolno tak. 
- Jak?- zapytał, obejmując ją w pasie.
- Tak - mruknęła i oplotła go rękoma w okół szyi, a nogami w okół pasa. - To jest złe, bo prowadzi do... 
- Do czego?- zaśmiał się, muskając jej usta.
- Do seksu -  wyszeptała mu na ucho. 
- Seks nie jest zły...- mruknął, rozbawiony.
- Nie? - spojrzała na niego zabawnie.
- Niee...
- A jaki jest? 
- Dobry. I odstresowuje...
- Hahaha... - dziewczyna się zaczęła śmiać. 
- No widzisz... Już jest lepiej.- zaśmiał się.
- Jesteś chory  - zaśmiała się i zeskoczyła. - Idę się przebrać.
- Może ci pomoc?- zaśmiał się.
- Nie, dzięki - zaśmiała się i zniknęła w łazience. 



Julie zamieszkała na stałe u Carlosa. Podjęła się studiów na miejscu a później znalazła dobrą pracę. W rocznicę ich poznania się, Carlos zabrał ją na plażę i oświadczył się. Ze łzami radości w oczach, zgodziła się. Pół roku później wzięli ślub, a wesele było dobrym pretekstem do zaproszenia Amber. Niestety, nie przyjechała. Przysłała list, z którego Jul dowiedziała się, że blondynka od 4 miesięcy jest w klinice odwykowej, ze względu na nieprzyjemne przeżycia z narkotykami. Kendall znalazł sobie miłą, dobrą dziewczynę z którą był na prawdę szczęśliwy, jednak nigdy nie zapomniał o wakacyjnej miłości...

poniedziałek, 16 czerwca 2014

To lato zmieniło moje życie... cz.4

Cały dom wypełniała głośna muzyka. Blondynka skakała po salonie, śpiewają do na wpół opróżnionej butelki piwa. Nagle ktoś zaczął walić w jej drzwi wejściowe.
- NO COOOO???!!!- wydarła się, chwiejnie krocząc do drzwi. Otworzyła je z rozmachem.- Czego kurwa?!
- Nie kurwa, tylko twoje kochanie - tym samym tonem odpowiedział jej Kendall. 
- Kochanie? Z tego, co pamiętam, dla ciebie jestem dziwką. Co, przyszedłeś poruchać? Liczysz na zniżkę dla stałego klienta?- parsknęła szyderczym śmiechem.
- Owszem - zachwiał się. - Na pożegnalne przyszedłem. 
- Pfff... To smutne, bo wysoko się cenię. Zwłaszcza, jak mnie wkurzyłeś.- prychnęła, opierając się o drzwi.
- Trudno - mruknął i wszedł do środka, a następnie usiadł na kanapie.
- Wynoś się!- krzyknęła, idąc za nim chwiejnym krokiem.
- Zmuś mnie, kocie - uśmiechnął się cwanie.
- Wypierdalaj, w tej chwili! Albo zacznę krzyczeć, że jesteś gwałcicielem!.- tupnęła nogą.
- Ja cię nie dotykam nawet - zaśmiał się. 
- Ale jak myślisz, komu uwierzą? Napakowanemu, zgrabnemu blondynowi czy drobnej, przestraszonej dziewczynie? Ludzie zawsze się nabierają.
- Nie obchodzi mnie to - wzruszył ramionami. - I tak mi nic nie zrobią, bo mój kumpel jest w policji. A poza tym od kiedy nie chcesz uprawiać seksu, co?
- Odkąd muszę cię oglądać.- warknęła.
- A co? Źle ci ze mną było? - wstał i podszedł do niej.
- Było miło, aż do momentu słów "dziwka".- warknęła, mierząc go wrogim spojrzeniem.
- No, bo byłem zdenerwowany - uśmiechnął się słodko i przyciągnął ją bliżej. - Powiedziałaś, że mnie nie kochasz, a ja zakochałem się w tobie. 
- Zakochałeś się? I dlatego przyszedłeś się pożegnać?
- Tak - zaczął całować ją po szyi. 
- I rano masz zamiar tak po prostu sobie wyjechać?- zaśmiała się.
- Skarbie, ja tu mieszkam od ponad roku - zaśmiał się między pocałunkami. 
- Więc czemu się ze mną żegnasz?- zmarszczyła brwi, kompletnie nie reagując na jego pieszczoty.
- Bo ty wyjeżdżasz. Jesteś tylko na wakacjach - pocałował ją namiętnie. - Prawda? 
- Ale nie wyjeżdżam jutro.
- A kiedy? - ucieszył się. 
- Za... eeeh... Nie wiem... Tydzień? Dwa? Jakoś tak...
- Czyli nie żegnamy się, dzisiaj? - uśmiechnął się. 
- Pożegnaliśmy się już wcześniej. Nazwałeś mnie dziwką, zapewne mnie nie kochasz, więc nie wiem, o ty tutaj robisz - parsknęła, odsuwają go od siebie.
- Bo przemyślałem to i żałuję tego co powiedziałem - przyciągnął ją z powrotem.
- Niemalże uwierzyłam - przewróciła oczami.
- Ty w nic skarbie nie wierzysz - zaśmiał się. 
- Najwyraźniej nie mam po co, ani komu - mruknęła, tracąc humor.
- Oj nie złość się, kocie - pogłaskał ją po policzku. - Naruszysz swoją seksowność. 
- Odwal się - warknęła, odpychając go mocno. Chwyciła na pół pustą butelkę i poszła z nią do kuchni. 
- Dlaczego? - poszedł za nią. - Bo uważam, że jesteś seksowna i masz niezły tyłek? 
- Nie. Niezły tyłek, masz ty.- mruknęła zalotnie.- Masz się odczepić, bo nie mam ochoty na sex.- usiadła na blacie kuchennym, jednym duszkiem opróżniając zawartość butelki.
- Ale ja nie powiedziałem, że musimy go uprawiać - stanął przed nią. - Możemy pobić coś innego. 
Zarzuciła mu ręce za szyję.
- Skarbie, oboje dobrze wiemy, że przyszedłeś poruchać.
- Tak, ale nie będę cię do niczego zmuszał - przyciągnął ją do siebie. 
- Oczywiście, że nie. Poczekasz, aż zmieni mi się humor, albo będę tak pijana, że będę miała wszystko w dupie, jak na codzień z resztą.- burknęła, opierają czoło o jego ramię.
- Jak się upijesz to cię położę do łóżeczka, a sam będę spał na kanapie w salonie - zaśmiał się cicho.
- Kłaaaamieeeesz...- lekko ugryzła go w szyję.- Wy wszyscy kłamiecie. Wszyscy faceci są tacy sami... Takie napalone psy...
- Nie jestem napalony, ani psem - zaśmiał się i wziął ją na ręce i skierował się do sypialni. - Lepiej idź już spać. 
- Nie dotykaj mnie!- wrzasnęła nagle, strasząc go, przez co automatycznie ją puścił. Zaczęła cofać się w stronę lodówki.
- Nie bój się - szepnął. - Nie chcę ci zrobić krzywdy. 
- Nie zbliżaj się!- krzyknęła przez łzy.- Nie wierzę ci! Zrobisz to samo, co on...
- Co kto? - zapytał zdziwiony i widząc stan dziewczyny odsunął się lekko.- Kto cię skrzywdził? 
- Za każdym razem... Co noc... Czuję go... A nie chcę...
- Ale kogo? - w jego oczach pojawiła się złość. 
Zagryzła zęby na nadgarstku.
- Amber? - podszedł trochę bliżej. - Proszę powiedz. 
- Ja nie... To nic nie da. Nie zmienisz przeszłości...
- Ale znajdę gonjka i zabiję - warknął zaciskając pięści.  - Nikt cię nie będzie krzywdził. Nikt.
- To było tak dawno... A pamiętam to tak dokładnie...- szepnęła.
- Amber - podszedł do niej i ją przytulił. - Proszę. Podaj jego dane, a zabije...
- Pamiętam, jak próbowałam się wyrwać. Mówił, że to nie będzie bolało. Że to dobre, przyjemne...- mówiła jak w transie.
Chłopak słuchał uważnie, nie wyrażając przy tym żadnych emocji.
- Dotykał mnie... Krzyczałam, żeby przestał... Ale on nie chciał. Zrobił to. Najpierw raz, potem drugi... A potem mnie zostawił...
- Skarbie - szepnął i ją przytulił mocniej. - Obiecuję, że jak go znajdę to zabiję. 
- Miałam wtedy 13 lat...- szepnęła mu w ramie.- Byłam dzieckiem. Nie miałam nawet, jak się bronić...
- Co? - wytrzeszczył na nią gały i się odsunął by spojrzeć na jej twarz. 
- Tyle lat... Chciałam to zmienić. Móc czuć coś innego, niż tylko ból po wspomnieniach... Nie umiem się "kochać". Nigdy nie będę potrafiła... Nie ufam mężczyznom...
- Kim on był? - wycedził przez zęby. 
- Kim był?- zaśmiała się gorzko.- Kiedyś mówiłam do niego wujku...
- Zabije - warknął. - Zabije, że ci życie spieprzył! Idiota pieprzony! Nie daruję mu tego. Nigdy. 
- Nie zabijesz, bo go nie znasz. Nie znajdziesz go. Nawet ja nie wiem, gdzie jest.- mruknęła, wycierając łzy rękawem.- Podaj mi piwo... Chcę zapomnieć...
- Nie - powiedział stanowczo. - Nie będziesz mi się upijać. Jest inny sposób na to. 
- Niby jaki?- prychnęła.- Próbowałam wielu i jak na razie ten jest najskuteczniejszy.
- Przebierz się to cię zabiorę gdzieś. Tam na pewno o tym nie będziesz myślała - uśmiechnął się. - A ja ogarnę trochę dom. 
- Nie chcę... Nigdzie nie idę. Zostaję tutaj. Tu kurwa pod lodówką. I albo ty mi podasz alkohol, albo sama się po niego doczołgam!- zawołała jak rozkapryszone dziecko.
- Proszę. Zaufaj mi - szepnął. 
- Nie chcę...- jęknęła.
- Proszę. Ten jeden jedyny raz. 
Zawahała się, po czym nieśmiało wyciągnęła ku niemu ręce.
- Dziękuję - uśmiechnął się ciepło. - Tylko ubierz się ciepło, bo jest trochę chłodno. 
Przytaknęła i  zataczają się, ruszyła na piętro. Chłopak sam do siebie się uśmiechał sprzątając dom. Po około 20 minutach, dziewczyna zeszła na dół, ubrana w TO
- Ślicznie - uśmiechnął się i założył kurtkę. - Idziemy? 
- Jeśli musimy.- burknęła, opierając się na jego ramieniu.
- Chodź - objął ją w pasie i podtrzymując, zaczął prowadzić w obiecane miejsce. 



Godzinę później, Carlos i Julia szli brzegiem morza, obejmują się w pasie i co chwila wybuchając śmiechem.
- Ale ty tak na serio? - śmiała się dziewczyna. 
- No raczej.- parsknął śmiechem.- Wątpisz?
- Zawsze - wytknęła mu język.
- Kiedyś ktoś Cię za to ukaże.- uszczypnął ją w bok.
- Mnie? - udała niewiniątko. 
- Raczej nie mnie.
- Niby jak? - podeszła do niego bliżej. 
- Jeszcze nie wiem...- mruknął, obejmują ją w talii.
- To ja z tobą nie gadam. 
- Niby czemu?- mruknął, opierają swoje czoło o jej.
- Bo mam taki kaprys - mruknęła i się odsunęła.
- Pfff... Pech.- prychnął, po czym złapał ją w pasie i przerzucił sobie przez ramię.
- Postaw mnie! - zaczęła się szarpać. 
- Co proszę? Do wody chcesz? Oh, nie ma sprawy..
- Spieprzaj! - zaczęła go bić po plecach.
- Hm? Szybciej? okay.- zaśmiał się i ruszył w stronę wody.
- Jeśli to zrobisz nigdy się do ciebie nie odezwę... 
- Mówiłaś coś? Coś na temat kaprysów? Bo nie dosłyszałem...
- Postaw mnie na ziemi! W tej chwili! 
- Aha, czyli mi się wydawało.- wszedł po kostki do morskiej wody.
- Postaw mnie na  plaży! Już!
Brnął głębiej.
- Kufa! Głuchy jesteś?! 
- Właśnie chyba tak... A to o kaprysach, to na pewno mi się przesłyszało, prawda?
- Nie! Postaw mnie! 
- Jak dobrze, że mam krótkie spodenki i mogę podejść głębiej...- ruszył przed siebie.
- Postaw mnie!
- Na pewno?- zatrzymał się.
- Na piasku! Tam! - wskazała na plażę. 
- Na dnie też jest piasek...- mruknął, ściągają ją z ramienia, ale wiąż trzymają na rękach.- Nie lubię kapryśnych księżniczek, bo nikt mi nie płaci, za bycie lokajem. Czym innym jest spełnianie próśb, a czym innym rozkazów.
- Postaw mnie na plaży - warknęła. 
Upuścił ją i szybko złapał tak, że zdążyła pisnąć, ale nie dotknęła wody.
- Jeszcze jakiś rozkaz?
- Jesteś kretynem.
- Dziękuję. To jak?
- Postaw mnie na plaży!
Uśmiechnął się słodko.
- Zła odpowiedź.
Zakręcił się i wrzucił ją do wody.
- Nienawidzę cię - wycedziła przez zęby i ruszyła cała mokra w kierunku domu. Zaśmiał się i ruszył za nią, utrzymując kilku krokowy dystans.
- Odwal się! - krzyknęła odwracając się. 
- Mimo tego, że jesteś na mnie zła, nadal cię lubię i nie pozwolę, żebyś wracała sama do domu.- wzruszył ramionami.- Jest ciemno i niebezpiecznie.
- A co cię to obchodzi? - warknęła. -  Zniknij! Teraz.
Uśmiechnął się słodko i nadal szedł za nią.
- Grrr... - warknęła i przyspieszyła kroku. 
Mimo wszystko, nadal dotrzymywał jej kroku.

niedziela, 8 czerwca 2014

To lato zmieniło moje życie... cz.3

Za plecami poczuła chłodną ścianę, a na biodrach mocny uścisk dłoni blondyna. Od jej sypialni dzieliły ich już tylko jedne drzwi. Zdążyła już pozbawić go koszulki i właśnie badała mięśnie jego ramion. Chłopak nagle się od niej odsunął i odstawił ją na ziemię, a następnie zaczął szukać koszulki, która leżała nieopodal nich. 
Przekrzywiła zaciekawiona głowę.
- Co robisz?
- Ubieram się. Nie widzisz? 
- A... Czemu?
- Bo nie mam zamiaru teraz uprawiać z tobą seksu - powiedział zgodnie z prawdą.
- Aha? Fajnie - mruknęła, mijając go bez dalszych wyjaśnień.
- Myślałaś, że będę to robił z tobą kiedy będzie ci się to podobać? - poszedł za nią.
- Hmm... Tak, mniej więcej tak.- odpowiedziała, zakładając buty.
- Oszalałaś - zaśmiał się. - Nie wiem czy mama ci mówiła, ale seks ma swoje skutki uboczne i ja nie zamierzam ich ponosić z taką osobą jak ty. A poza tym jakbyś nie wiedziała, to miłość nie polega na łóżku.
- Wiem, że nie polega.- mruknęła, poprawiając przed lustrem włosy.- Gdyby polegała, nadal byłabym dziewicą. Wiem też o skutkach - od tego jest antykoncepcja. Starannie tego pilnuje. Nie jestem jak te idiotki, które potem po dyskotekach szukają tatusiów swoich dzieci.- prychnęła.
- Ale jesteś dziwką - warknął. - Uczucia nie mają dla ciebie znaczenia. Liczy się tylko seks. Nie zdziwię się jak nawet ci za niego płacą.
- Oczywiście, że nie mają dla mnie znaczenia.- mruknęła sama do siebie, nakładając na usta błyszczyk.- A ty wiesz to najlepiej.- zatrzepotała rzęsami.- Jak dobrze, że nie obchodzi mnie opinia ludzi, nie znających mojej historii...- ruszyła do drzwi.- A dla twojej wiadomości. Nie, nikt mi nie płaci. Za to sama dobieram sobie partnerów. Przy twoim wyborze przeważył zgrabny tyłek.
- Wracaj tu - szarpnął ją za ramie i przygwoździł do ściany. - Jakiej znowu Historii? Chyba mi nie powiesz, że stałaś się dziwką, bo mamusia i tatuś cię nie kochali
- Racja, chyba ci nie powiem. Nie zasłużyłeś.- prychnęła, odpychając go.
- Bo nie jestem dziwką jak ty - prychnął. 
- Nie, bo cię nie znam.- uśmiechnęła się słodko.- A z zasady nie zwierzam się obcym ludziom.
- Tylko uprawiasz z nimi seks - uśmiechnął się wrednie. 
- To mniej emocjonalne, nie przywiązuję się, a ile przyjemności...
- Dosyć, że dziwka to jeszcze jakaś nienormalna. Serio rodzice cię nie kochali, skoro jesteś tak porąbana. Żałosna na całej linii - warknął i wyszedł trzaskając drzwiami. 
- Hoł hej bitch - zaśmiała się, narzuciła na ramiona sweterek i spokojnie wyszła z domu.


Dziewczyna na przygotowanie się do wyjścia z Carlosem poświęciła trochę czasu. Zrobiła idealny makijaż, włosy rozpuściła i ubrała się.
Była z siebie dumna, chociaż nie potrafiła zrozumieć dlaczego tak się starła. Może się w nim zakochała, ale jeszcze o tym nie wiedziała? Ale przecież pozna swoje uczucia kiedy zobaczy ponownie chłopaka. 
Punktualnie o 18 cały dom przeszył dźwięk dzwonka.
- Nie ssssspiesz sie! Otworze!- zawołała z dołu Amber. Po jej tonie szatynka wyczuła, że jej przyjaciółka jest już pijana.
Szybko zbiegła na dół z butami w ręku, ale i tak nie zdążyła, bo jej przyjaciółka rozmawiała z Carlosem.
- Ale wiesz, masz być dla niej dobry, bo ona taka... cnotka nie wydymka i jak mi się poskarży, że dobry nie byłeś, to ja sobie z tobą porozmawiam a to gorzej, niż jakbyś się na jej ojca natknął...- trajkotała.
Latynos tylko przytakiwał jej z rozbawieniem.
- Weź się ogarnij - warknęła odpychając ją lekko od drzwi i zakładając buty. - Mogłabyś przestać się w końcu upijać, bo to się robi wkurzające. 
- Mogłabym... Ale musiałoby mi zależeć... A nie zależy... Tak pięknie mi się wszystko jebie... A po pijanemu łatwiej się przyjmuje.- zaśmiała się i mocno zataczając się, ruszyła do salonu.
- Ale ja twoich rzygów nie sprzątam więcej! - warknęła za nią i zamknęła drzwi. 
- Ekhem.- mruknął Carlos, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Gdy odwróciła się twarzą do niego wręczył jej piękną, żółtą różę.
Dziewczyna uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek. 
- Dziękuję. Jest śliczna. 
- Nie ma za co... Idziemy?
- Mhm. A gdzie mnie zabierzesz? 
- Na kolację... A potem nad wodę.
- Ale dokąd? - stanęła przed nim, 
- Do restauracji.  - odpowiedział, uśmiechając się.
- Ale to nie będzie zakochany kundelek? - zapytała robiąc śmieszną minę.
- Hahaha, nie raczej nie.
- Szkoda - mruknęła. - Lubię tą bajkę. 
- Ale to trochę inna restauracja...
- Jaka? - zaciekawiła się. 
- Zobaczysz. 
- No powiedz - podeszła do niego bliżej robiąc słodkie oczka. Zaczęła jeździć palcem po jego torsie i przybliżać się coraz bardziej i bardziej. - Proszę.
- Im szybciej tam dojdziemy, tym szybciej się dowiesz.- mruknął z rozbawieniem, łapiąc ją za nadgarstki i całując w czubek nosa.
- Nie ma tak - mruknęła i ruszyła do przodu. 
- Jak?- uniósł jedną brew.
- No tak. 
- Mhm... To dobrze, bo już prawie jesteśmy.- skinął głową w stronę restauracji... na plaży. Stoliki, krzesła, parasole i pochodnie wbite w piasek ustawione był na planie wielkiego kwadratu Między tym wszystkim krzątali się kelnerzy, zbierający zamówienia lub roznoszący potrawy.
- Mhm - mruknęła i chwyciła go za rękę, a następnie pociągnęła w stronę restauracji. - Rusz się, bo powiedzą, że zmusiłam cię do randki.  
- Hahaha! Ty, mnie? Dobre sobie.- zaśmiał się. Jeden z kelnerów zaprowadził ich do stolika, mono oddalonego od reszty. Gdy usiedli, mieli piękny widok na słońce, zachodzące za morzem.
- A co? Nie wierzysz w moje zdolności przekonawszy? - spojrzała na niego podejrzliwie. 
- Nie.- mruknął konspiratorko.
- Tak, ale jak ci powiedziałam,że chcę powtórzyć to z wczoraj to od razu się zgodziłeś - powiedziała zabawnie, a on się zaczerwienił. 
- To trochę inna sprawa.- burknął, zasłaniając się menu.
- Ty się tak już nie tłumacz - zaśmiała się i pochyliła się w jego stronę zabierając mu menu, a następnie lekko musnęła jego czubek nosa.
Przygryzł wargę.
- Wiesz... To może trochę dziwne, ale... Czuję się, jakbyśmy znali się od dawna mimo, że prawie nic o tobie nie wiem.
- A wiesz dlaczego? Nasza noc - szepnęła i cofnęła się, a efektem było zahaczenie kieliszka z wodą i wylanie go na sukienkę. - Kufa.
- Ej, luz. To tylko woda, wyschnie.- pogłaskał ją po dłoni.
- Ludzie powiedzą, że zrobiłam w majtki. - mruknęła, próbując wytrzeć plamę. 
- Dopóki nie wstaniesz z krzesła nic nie widać.- zaśmiał się cicho.
- Bawi cię to? - zapytała i położyła na nogi serwetkę.
- Odrobinkę... 
Dziewczyna tylko prychnęła i zaczęła przeglądać menu. Podszedł do nich kelner.
- Dobry wieczór, będą państwo już zamawiać?
- Poproszę lampkę czerwonego wina i sałatkę. - odezwała  się dziewczyna oddając menu.
- Także wino oraz pieczone kartofle.- dodał Latynos. Kelner ukłonił się i odszedł.
Dziewczyna wzięła łyka pozostałej wody w kieliszku, a potem sobie jej dolała. 
- Więc, może zechciałabyś coś mi o sobie opowiedzieć?
- Hmm... Niee - mruknęła. 
- Hah, czemu?- zaśmiał sie.
- Bo nie. 
- Mhm...- mruknął, nalewając sobie wody do kieliszka i biorąc łyk.
- Lepiej ty mi coś opowiedz o sobie albo jeśli wolisz to o wczoraj. 
- Hah... Jestem Carlos. Mieszkam tu już... Ponad rok...
- Mhm. Mów dalej - mruczała.
- Mam psa... Nawet dwa.
- Serio? - natychmiast się zainteresowała.
- Serio. Lubisz zwierzaki?
- Yhym. Baaardzooo. Pokażesz mi je?
- Czemu nie. Jutro?
- A dzisiaj?
- Dzisiaj już późno.
- Jeszcze słońce nie zaszło.
- Właśnie zachodzi. Zanim zjemy będzie już całkiem późno.
- No i? 
- Ehh... Jutro. Po prostu jutro, okay?
- Niech będzie - mruknęła  nie bardzo usatysfakcjonowana odpowiedzią.
- A ty masz jakieś zwierzaki?
- Prócz Amber? - uniosła jedną brew. - To nie. 
- Czemu?
- Ale czemu, że nie mam, czy czemu, że Amber to zwierze? 
- Czemu nie masz.- parsknął śmiechem.
- Bo nie mam czasu - wzruszyła ramionami i zaczęła jeść. 
- Mhm... No tak, to ważne żeby bawić się ze swoim zwierzakiem.- mruknął, biorąc się za swoje jedzenie.
- Wiem i dlatego ich nie mam. 
- Więc co robisz w wolnym czasie?
- Biegam, chodzę na siłownię, idę potańczyć albo do schroniska. 
- Do schroniska?- zapytał zaciekawiony.
- Skoro nie mogę mieć własnego psa to od czasu do czasu odwiedzam inne. Te, które nie mają właścicieli. 
- Szlachetne...
- Normalne. 
- Nie wszystkim się chce.
- Ale mi tak.
- Masz jakąś ulubioną rasę psa albo kota?
- Husky - rozmarzyła się. - Zawsze chciałam takiego mieć. 
- Mój znajomy ma. Pocieszne i inteligentne.- zaśmiał się.
- A ty Jakie masz? 
- Owczarek niemiecki, suczka. 
- Fajnie. 
- Masz jeszcze jakieś inne zainteresowania? - zapytał, unosząc kieliszek do ust.
- Muzyka, taniec. Nic szczególnego. A ty? 
- Muzyka, zwierzaki, sport... Też w sumie nic ponad normę...- wzruszył ramionami.
- Sport? 
- Owszem...
- Ale co głównie? 
- Hmmm... Windsurfing, Snowboard, Skydiving...
- Ciekawe.
- Podnoszące adrenalinę. To chyba najważniejsze.- uśmiechnął się.
- Skończ na bungee - uśmiechnęła się wrednie.
- Już kilka razy skakałem.- wzruszył ramionami.
- A kąpałeś się nocą w morzu? - zapytała i wstała.
- Hmmm... Nie, jeszcze nie, a co?- zapytał, uważnie śledząc ją wzrokiem.
- To chodź - uśmiechnęła się tajemniczo i ściągnęła buty, a następnie kurtkę.
Nie czekając na chłopaka ruszyła w stronę morza. Nieopodal ściągnęła sukienkę i położyła ją tak by fale jej nie sięgnęły. Latynos zostawił pieniądze za kolacje i poszedł za szatynką, po drodze ściągając z siebie t-shirt. Rzucił go obok jej sukienki. Tam też zostawił swoje spodnie i buty.
- Chodź - zaśmiała się dziewczyna i poszła w głąb morza. - Tylko ja nie umiem pły...
Po chwili dziewczyna zniknęła pod wodą. Było widać tylko kilka pęcherzyków powietrzna.
- Co?!- zawołał przestraszony i rzucił się zaraz za nią do wody. Zanurkował, za jej szarpiącym się ciałem.
Dziewczyna wynurzyła się niedaleko chłopaka i zaczęła się śmiać.
- Łatwo cię nabrać, wiesz?
- To nie było śmieszne.-warknął, wynurzając się obok niej.- Na prawdę myślałem, że coś ci się stało.
- Owszem stało - popłynęła bliżej niego.
- Niby co?- mruknął.
- Ty - lekko musnęła jego usta.
- I to niby coś złego?- zaśmiał się, obejmując ją w talii.
- Nie wiem. Może - udała zamyśloną. - Ale wszedłeś za mną do wody to znaczy, że mam władze nad tobą.
Przewrócił oczami.
- Albo ja staram się być gentlemanem...- mruknął jej do ucha, muskając jego płatek.
- Albo myślisz, że w ten sposób powtórzymy wczorajszy wieczór.
- Hahahahaha! W morzu? Na plaży? Hahaha, musiałbym być kompletnym idiotą. Po za tym...- zniżył ton, zakładając jej wilgotny kosmyk za ucho.- Nie zrobię niczego, do puki nie będziesz gotowa.
- Nie robiłeś tego nigdy w wodzie? - zaśmiała się.
- A ty robiłaś?- uniósł jedną brew.
- Nie, ale w jednym filmie w basenie to robili - mruknęła i się lekko odsunęła. - A poza tym jak wiesz to dziewictwo straciłam z tobą.
- Właśnie wiem i dlatego zastanawiam się, czemu śmieszy cię fakt, że nigdy nie kochałem się z dziewczynom w wodzie.
- Bo... A z resztą nie ważne - mruknęła i popłynęła dalej.
Złapał ją za nadgarstek.
- Co jest?
- Nic, a co ma być? 
- Co jest nie ważne?
- Wszystko, co jest związane z seksem. 
Przewrócił oczami i chlapnął ją wodą.
- Odwal się - fuknęła. 
- Co jest, królewna boi się wody?- zaśmiał się i chlapnął jeszcze raz.
- Sam tego chciałeś- warknęła i zanurkowała, a następnie wciągnęła go pod wodę. Kiedy byli pod taflą wody pomachała mu uśmiechając się. Odmachał, po czym nie spodziewanie przyciągnął ją do siebie i zaserwował jej podwodny pocałunek. Dziewczyna objęła go i pogłębiła pocałunek. 

niedziela, 25 maja 2014

To lato zmieniło moje życie... cz.2

Julie po zakupach poszła na krótki spacer po plaży. Dużo spacerował oglądając jak bawią się małe dzieci, ludzie zanurzają się w ciepłej wodzie, opalają się. Kiedy tak wszystko podziwiała potknąła się i upadła. Kiedy się podniosła przed nią stał Latynos. Dziewczyna ściągnęła do połowy okulary.
- Ty chyba za mną nie łazisz,co?  - mruknęła.
- Nie, to akurat był przypadekm- zaśmiał się wesoło.- Wszystko w porządku? Nie zrobiłaś sobie krzywdy?
- Wielka szkoda, ale nie - uśmiechnęła się słodko. - A tobie zrobić?
- Nie trzeba. Co planujesz robić?
- Na pewno nic z tobą - założyła okulary i ruszyła dalej.
- Szkoda, bo planowałem cię zabrać na kolację.
- Nie jadam z bufonami.
- Wiesz w ogóle, co znaczy bufon?- uniósł jedną brew.
- Jeden idzie za mną.
- Czyli nie wiesz.- prychnął.- Tak czy inaczej... O 18 mamy stolik.
- Dziękuję, ale nie skorzystam.
- Dlaczego? Dlaczego nie chcesz nawet spróbować?
- Bo nie mam powodu by próbować - warknęła.
- Wczoraj tak dobrze nam sie rozmawiało...
- Bo byłam piana i zjarana! - odwróciła się napięcie. - Myślisz, że bym poszła z tobą do łóżka po jedej rozmowie?! Nie jestem dziwką...
- Wiem i rozumiem to!- złapał ją za nadgarstek.- Dlatego chcę po prostu cię poznać, zapominając o tym. Nie chcę, żebyś czuła się przy mnie jak dziwka. Chcę,żebyśmy spędzili razem wieczór, pogadali i jak zwykli ludzie po prostu się poznali. Bez głośnej muzyki, alkoholu i innych takich...
Dziewczyna wyrwała rękę i spojrzała na niego wrogo.
- Nie wierzę ci - warknęła.
- W co mi nie wierzysz?
- W twoje czyste intencje.
- Hah, dlaczego?
- Bo nie jestem głupia.
- Ale co masz do stracenia? Chcę cię poznać bo... Bo uważam, że jesteś inteligentna i zabawna, a do tego śliczna. Rozumiem, że czujesz się źle w związku z wczorajszą imprezą... Ale nie chcę, żebyś przekreśliła znajomość ze mną z tego powodu. Chcę, żebyśmy zaczeli od białej kartki.
- Od białej kartki - prychnęła. - Dobra. Tylko ten jeden jedyny raz.
Na jego twarz wpłynął wesoły uśmiech.
- Masz ochotę na spacer?
- Nie. Dziękuję - mruknęła. - Wracam do domu.
-Wpadnę po ciebie w pół do 18.- ujął jej dłoń i cmoknął jej wierzch.- Do zobaczenia.
- Ta ta - mruknęła i zabrała rękę, a następnie ruszyła do domu.




Po około godzinie chodzenia po sklepach, blondynka z kilkoma torbami ubrań przyglądała się wystawie kwiaciarni. Nagle wpadł na nią jakiś chłopak.
- Przepraszam - mruknął i spojrzał na jej twarz. - A to ty.
- To ty? Śledzisz mnie?- skrzywiła się.
- Już sobie tak nie wlewaj - prychnął. - Nikt by tego nie chciał.
- Oczywiście.- warknęła, odwracając twarz ponownie ku wystawie. Wzięła glęboki wdech. - Przepraszam, okay?
- Co? Chyba nie dosłyszałem - mruknął.
- To już nie mój problem.- warknęła, splatając ramiona na piersiach.
- Coś jeszcze, czy mogę cię opuścić?
- Możesz następnym razem pomyśleć, zanim poznasz dziewczyne na imprezie, prześpisz się z nią a ja następny dzień będziesz się zachowywać, jakbyście byli parą od roku, bo ona na przykład może czuć się z tym idiotycznie.- warknęła, po czym obróciła się na pięcie i ruszyła przed sebie.
- Ale to nie moja wina, że się spiłaś i poszłaś ze mną do łóżka. Ja cię nie zmuszałem do niczego. A to, że ja byłem trzeźwy i powtórzyłbym to, ale nie jestem męską dziwką.
Obróciła się gwałtownie w jego stronę, czerwona z wściekłości na twarzy.
- Oczywiście, że mnie nie zmuszałeś. Nie pamiętam też, żeby jakoś bardziej przeszkadzało ci to, że jestem pijana.
- Nie, ale nie dam się traktować jak śmieć - warknął.
- A ja, jakbym była twoją żoną i to z dwudziestoletnim stażem!
- To dlaczego zgodziłaś się byś moja dziewczyną?
- Co zrobiłam?- pryhnęła.
- To co słyszałaś - warknął. -Coś jeszcze Madam?
- Żal mi cię.- burknęła, odwracając się.
- Wzajemnie kotku - zaśmiał się
Blondynka ruszyła w dół mola. Chłopak uśmiechnął się pod nosem i ruszył za nią. Amber doszła do samego końca pomostu, po czym usiadła, ściągnęła buty i spuściła stopy do wody.
- A tak serio - chłopak usiadł obok niej. - Serio nic nie pamiętasz?
- Nie, że nic.- mruknęła. - Coś pamiętam...
- To znaczy?
- Urywki. Ale nic konkretnego...
- Opowiedz.
- Pamiętam... Jak wziąłeś mnie na ręce...- zaczęła, uciekając wzrokiem ku swoim dłoniom.- I jak ściągałeś ze mnie koszule.
- Coś jeszcze?
- Same przebłyski. Pamiętam, jak wplotłam ci dłoń we włosy i skrzypienie łóżka, ale niczego ciągłego... Nie pamiętam nawet, jak mnie całowałeś...
- Czyli nie pamiętasz tego? - delikatnie musnął jej usta.
- Nie.- szepnęła, patrząc mu w oczy.
- A podoba ci się? - spytał i zaczął gładzić jej policzek.
- Nie jest najgorzej.- uniosła jeden kącik ust.
- Hah, jesteś cudowna - zaśmiał się cicho.
- Nie jestem.- odwróciła spojrzenie.- Jestem wredna. I mam zaburzony system wartości...
- Ty tak uważasz - szepnął. - Jesteś najcudowniejsza.
- Nie, tak jest.- uśmiechnęła się z wyższością.- Prędzej czy później się o tym przekonasz...
Ten tylko się cicho zaśmiał.
- Czyli zgoda?
- Dopóki ze mną wytrzymasz...- uśmiechnęła się diabelsko.
- Oj wytrzymam, wytrzymam - wytknął jej język.
- Czyli... Co robimy? Bo ja muszę iść odnieść zakupy...
- A ja zostawiłem u ciebie telefon - podrapał się w tył głowy.
- Niezły patent. Zapamiętam.- zaśmiała się, wstając.
- Jaki patent? Jaki patent? - zaśmiał się i wziął jej torby.
- Już ty dobrze wiesz.- pokazała mu język i założyła sandały.
- Nie, nie wiem - wytknął jej język.
- Mniejsza. Zostaniesz na obiedzie?
- Jeśli mnie nie otrujesz to tak.
- Hmm... Kuszące....
- Żeby kto kogo nie otruł - szepnął jej na ucho.
- Otruł byś mnie?- uniosła pytająco brew.
- Nie, ale chciałem, żeby było groźnie - puścił jej oczko i skręcił do jej willi.
- No to ci się udało.- zaśmiała się.
- Chodź tu - objął ją w pasie i pocałował w głową.
- Może najpierw wejdźmy do domu?- roześmiała się.
- A potem upichcimy obiad - zaśmiał się.
- Nie lubię gotować.- skrzywiła się.- Może zamówimy coś gotowego?
- Chińszczyznę? - zaśmiał się cicho.
- Może być.
- Hah - zaśmiał się.
- Musze się przebrać...- mruknęła, odkładając torebkę na półkę.
- Dlaczego? - zdziwił się. - Wyglądasz świetnie. 
- Bo miałam to na sobie dłużej, niż trzy godziny.- skrzywiła się.- A lubię mieć co chwila nowe ubrania.
- Aha - powiedział i ruszył do salonu. - A ja zamówię jedzenie. 
- Mhm.- zawołała, biegnąc po schodach. Przebrała się w TO i rozpuściła swoje długie włosy, które przez warkocz zrobiły się lekko falowane. Chłopak w tym czasie zamówił jedzenie i ogląda telewizję. Zeszła ze schodów i wolnym krokiem weszła do salonu. Chłopak spojrzał na nią z błyskiem w oku.
- Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję.- uśmiechnęła się. Podeszła i pocałowała go w policzek.- Co oglądasz?
- The First Time - objął ją ramieniem. 
- Nie znam.- zmarszczyła brwi.
- To oglądaj - zaśmiał się. 
Wzruszyła ramionami i usiadła mu na kolana, opierając głowę o jego ramię.
- Chcesz coś? - zapytał patrząc jej w oczy.
- Nie, nie chcę... Ale nie podoba mi się ten film.- skrzywiła się.
- A "Poradnik pozytywnego myślenia"? - spytał
- To było nudne.- mruknęła.
- To co chcesz obejrzeć? - spytał i wyłączył telewizor. 
- Nie wiem...- mruknęła, obracając się do niego twarzą.
- Idę do kuchni. Chcesz coś? - zapytał i wstał.
- Wodę.- mruknęła za nim.
- Jasne - mruknął i poszedł po napoje.
- Nudzi mi się...- jęknęła, przerzucając nogi przez oparcie, przez co jej spódnica trochę się zsunęła.
- I co ja mam ci na to poradzić? - zapytał i postawił szklanki przed nimi.
- Nie wiem... Wymyśl coś...- mruknęła, odchylając głowę do tyłu.
- Możemy iść na spacer. 
- Nie.- mruknęła, siadając normalnie.- Pocałuj mnie
- Słucham?
- Pocałuj mnie.- szepnęła, patrząc mu w oczy.
- Jakąś godzinę temu byłaś gotowa mnie zabić, a teraz chcesz, żebym cię pocałował?
- Tak. Chcę sprawdzić, czy to, co pamiętam...
Chłopak powoli do niej i delikatnie zaczął gładzić jej policzek, po czym ją pocałował. 


Julie jednak zgodziła się na spacer i własnie Carlos odprowadzał ją do domu. Rozmawiało im się bardzo dobrze. 
- Chyba jesteśmy na miejscu.- mruknął Latynos, zatrzymując się przy furtce.
- No popacz. Pamiętasz - mruknęła. 
- Wychodziłem stąd dzisiaj rano...
- Zapomniałam.
Wzruszył ramionami.
- Luz. To... Widzimy się wieczorem, tak?
- No nie wiem. - zaczęła się z nim droczyć.
Parsknął śmiechem.
- Będę o 18.- pocałował ją w policzek.
- Nie całuj mnie - mruknęła i go odepchnęła. - Nie jestem twoją dziewczyną.
- Wiem. Ja tylko...- zawahał się.- To było w policzek... W ramach podziękowania za miłe popołudnie...
- Ale mnie nie całuj. Nigdy.
Skinął głową.
- To... Pa.- uśmiechnął się lekko.
- Nie obrażaj się - złapała go za nadgarstek i podeszła do niego bliżej. - Ja po prostu...
- Nie obrażam się.- wolną ręką odgarnął jej niesforny kosmyk z twarzy.
- Na pewno? - spytała i go objęła. 
- Hah, na pewno, spokojnie.- mruknął w jej włosy, obejmując ją w pasie.
- K...Kiedy mi opowiesz o wczoraj? - szepnęła w jego ramię, przytulając go mocno.
- A kiedy chcesz?- spytał cicho.
- Jak najszybciej... Chcę wiedzieć, czy coś ci obiecałam i...
- Teraz czy wieczorem?- zapytał szybko.
- Teraz - powiedziała pewnie. 
- Usiądźmy gdzieś, ok?
- Okay. Chodź z tyłu jest ławka - powiedziała i zaprowadziła go do ogrodu, gdzie usiedli na ławce. 
Złapał ją za dłoń.
- To było... Na prawdę... Cudowne, jeśli chodzi ci o to... Eh... Wcześniej dużo rozmawialiśmy, mówiłaś, że lubisz zielony kolor i spędzać wakacje na południu... Później... To w sumie samo tak wyszło. I... I mi było na prawdę dobrze... Nie chciałem cię w żaden sposób skrzywdzić. Przepraszam.- poderwał się z ławki.
- A czy ty? Czy ja? - spytała ze strachem w oczach.
- Co takiego?
- Byłeś piany? Czy ja... obiecałam ci coś? - spytała ze spuszczoną głową.
- Nie i nie.- mruknął, unikając jej spojrzenia.
- Czyli wiedziałeś co robisz - wstała i spróbowała spojrzeć mu w oczy, ale ten unikał jej wzroku.
- Tak.
- I od tak - poszedłeś ze mną do łóżka? - nie dowierzała. 
- Nie wiem... Nie umiem tego wytłumaczyć. Wypiłem, ale nie byłem pijany. Pamiętam wszystko co robiłem i wiem, że miałem kontrolę...
- Miałeś kontrolę? Jasne - prychnęła smutno. - Wiedziałeś, że jestem piana. 
- Nie wiedziałem.- warknął.- Gdybym wiedział, to... To nie...
- Serio? Nie wiedziałeś? Jakoś nie chce mi się wierzyć - mruknęła. - Nie jestem głupia i wiem jak wygląda piany człowiek. Tego nie da się nie zauważyć. 
- Nie wyglądałaś na pijaną. Mówiłaś normalnie, nie jąkałaś się, nie sepleniłaś, nie motałaś. Przy mnie wypiłaś może ze 3 drinki.
- I mam ci uwierzyć?
Westchnął.
- To twoja decyzja, czy to zrobisz, czy nie. Powiedziałem ci prawdę. Będę już leciał. Cześć.- mruknął i ruszył z powrotem ku głównej drodze.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Dlaczego co zrobiłem?
- Dlaczego... no wiesz.... - wstała i podeszła trochę bliżej chłopaka. Ciężko było jej o tym mówić, bo nic nie pamiętała. Jedyne dwie pierwsze godziny imprezy, a potem pustka. Nawet nie pamiętała o czym z nim rozmawiała i TEGO. Momentami nawet żałowała, ale szybko się za to ganiła. 
- Sam nie wiem... Nie planowałem tego.- mruknął, pocierając kark.- Może to głupio zabrzmi, ale... Samo wyszło...
Dziewczyna się cicho zaśmiała z jego wypowiedzi i zachowania. Ale sama przecież się tak zachowywała, a może nawet i gorzej. 
- To samo z siebie wyszło? - zdziwiła się. 
- Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy... Zaczęliśmy się całować i...- jąkał się.- I samo wyszło, no.
- Nie wierzę... - jęknęła zasłaniając twarz rękami. 
- W to, co mówię czy...
- Że to zrobiłam, że nie pamiętam swojego... 
- Pierwszego razu?- zapytał cicho, marszcząc brwi.
Zgryzła wargi i pokiwała głową na znak, że tak. Ledwo powstrzymała się od łez. Nagle poczuła, jak otaczają ją ciepłe i mocne ramiona. Latynos przyciągnął ją do swojego umięśnionego torsu i troskliwie pogłaskał po plecach.
- Proszę, powiedz, że to jest jakiś głupi sen i zaraz się z niego obudzę - szepnęła.
Uporczywie milczał, trwając w tej samej pozie.
- Carlos...
- Tak?
- Powiedz coś... 
Przełknął ślinę.
- Tylko co? Nie cofnę czasu...
- Ale...co ty o tym myślisz...
- Myślę... Myślę, że przykro mi, że tego nie pamiętasz.
- Przykro? - odsunęła się lekko od niego i spojrzała mu w oczy. 
- Źle, głupio... Eh... Bo to...- zamyślił się.- Ja... Nie żałuję. Ale ja to wszystko pamiętam i... I wolałbym, gdybyś była w pełni świadoma... Czuje się winny...
- Winny, że spiłam się i nie pamiętam nawet czegoś co było...?
- Było cudowne... Ale czuje się winny, że nie zauważyłem, że byłaś pijana i winny, że nie przestałem...
- Ej, bo ty się zaraz popłaczesz - zaśmiała się cicho. 
Prychnął śmiechem.
- Spokojnie, raczej nie...
- Czyli jednak tego nie żałujesz, nie czujesz się winny. Jesteś szczęśliwy, że to... zrobiliśmy? - spojrzała na niego uważnie. 
- Nie żałuję, że zrobiliśmy, ale czuję się winny, że ty tego nie pamiętasz.
- Może to cholernie głupio zabrzmi, bo przed chwilą rozpaczałam nad tym, ale... przecież zawsze można to powtórzyć - uśmiechnęła się zgryzając dolną wargę. 
Uniósł zdziwiony brwi.
- Ale... Przecież...
- Wiem. Jestem głupia. Nienormalna. Największa deblika świata ze mnie.
- Nie... To znaczy... Ja... Ale...
- Dobra. Zapomnij o tym. Nie było tematu. 
- Nie!- złapał ją za dłoń.- Nie to miałem na myśli. Po prostu... Ale ty wiesz, o czym mówisz?
- Tak. 
- Może jednak zaczniemy od kolacji, co?- zapytał z uśmiechem. 
Dziewczyna wybuchła śmiechem. 
- A co myślałeś? Że teraz chce tego? - chichotała. 
- Nie wiem, jakie myśli kłębią się w tej twojej główce.- pocałował ją w czoło.
- Nie. Miałam na myśli wieczór. Po prostu chciałabym odtworzyć tak, jakby to był ten pierwszy raz - puściła mu oczko. 
- Ciekawy pomysł...
- Wiem - wzruszyła ramionami i ruszyła do domu.
- Będę po ciebie o 18!- zawołał za nią.
- Okay - odwróciła się i wysłała mu całusa, a następnie szybko poszła do domu.

niedziela, 18 maja 2014

To lato zmieniło moje życie... cz.1


Julia












Amber













Carlos





Kendall



















- Juls, idę jeszcze pić!- zawołała wesoło blondynka. Jej długie do pasa włosy, związane były w warkocz, który bujał się na boki przy każdym jej tanecznym kroku. Piwne oczy błyszczały od nadmiernej ilości alkoholu, a blade dotąd policzki, zaróżowiły się nieco od gorąca.
- Zdrówko! - przybiła butelkę piwa z blondynem. - Ile już wypiłaś?
- Nie mam zielonego pojęcia - odpowiedziała zgodnie z prawdą.- Ale chyba trochę tego było, bo nie pamiętam trzech kanap w tym salonie - zachichotała, wskazując na mebel nieopodal nich.
- Jesteś inna. Wyjątkowa.
- Jestem Amber, tak w ogóle - wyciągnęła przed siebie dłoń.
- Kendall - uśmiechnął się i delikatnie ścisnął jej dłoń.
- Masz takie fajne włosy...- mruknęła, delikatnie wsuwając palce w jego czuprynę, przez co znacznie się przybliżyła.
- A ty piękne oczy - szepnął i przysunął się jeszcze bardziej.
- Takie dziwne - skrzywiła się.- Nie lubię ich. Twoje są ładniejsze...
- Są śliczne tak jak ty - zaczął gładzić jej delikatny policzek.
Pogłaskała go po klatce piersiowej. Ten delikatnie chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie, tak że stykali się nosami.
- Podoba mi się - zachichotała.
- Ty mi się podobasz - szepnął i pocałował ją.
Ułożyła dłoń na jego policzku, nie pozwalając mu się odsunąć i pogłębiła pocałunek. Szumiało jej w głowie i traciła grunt pod nogami, jednak mimo wszystko trzymała się pocałunku jak tonący brzytwy. Chłopak przycisnął ją mocniej i biorąc ją na ręce wyszedł. Mocno objęła jego kark i zeszła z pocałunkami na żuchwę, pokrytą kilkudniowym zarostem. Po kilku sekundach znaleźli się w sypialni dziewczyny. Delikatnie położył ją na łóżku, a następnie ukradkiem usiadł jej na brzuchu i zaczął całować, odpinając niebieską koszulę, schodząc z pocałunkami coraz niżej. Wyginała się pod jego dotykiem, a gdy dotarł do jej dekoltu, jęknęła cicho. Ręce chłopaka błądziły po całym jej ciele.


W tym czasie Julia piła już kolejną kolejkę w towarzystwie uroczego Latynosa. 
- Ale ty serio nigdy nie byłeś na imprezie? - zaśmiała się.
- Jakoś nie było po co. I od dzisiaj żałuję - zaśmiał się.- Bo jest zajebiście. I jeszcze jakie śliczne dziewczyny można poznać...
- Tak wiem, że ślicznam - zakręciła kosmyk włosów na palcu.
- Powiedziałbym nawet, że anielsko - przybliżył się nieco.
- Chyba diabelsko - mruknęła i przygryzła wargę.
- Nie. Jesteś anielsko piękna. I diabelsko pociągająca - mruknął, zakładając jej niesforny kosmyk za ucho.
- Seksowny facet mówi seksownie - zaczęła mu jeździć palcem po torsie.
- A dziękuję. Usłyszeć komplement od takiej dziewczyny, to zaszczyt - puścił do niej oczko.
- Serio?
- Jasne, że tak - położył dłoń na jej kolanie.
- Dotykasz mojego nagiego kolana - mruknęła.
- Mam przestać?- uniósł brew, gładząc kciukiem jej skórę.
- Nie - szepnęła.
Śmiało, lecz powoli przesunął dłoń nieco wyżej, na jej udo. Dziewczyna powoli się przesunęła i musnęła raz jego ciepłe wargi. Popatrzył jej głęboko w oczy i ponownie złączył ich usta, tym razem na dłuższy, mocniejszy pocałunek. Zaczęła odwzajemniać i pogłębiać pocałunki. Nie przerywając, usiadła chłopakowi na uda. Jego dłonie opadły na jej biodra, a jedna zsunęła się na pośladki, przyciągając jej ciało bliżej. Nie było między nimi choćby milimetra wolnej przestrzeni. Dziewczyna poruszała się w rytm jego pocałunków, przez co coraz bardziej go rozpalała. W pewnej chwili poczuła, że brunet ją unosi. Wstał z miejsca i nie przerywając pocałunków skierował się do najbliższego wyjścia. W pewnej chwili Julia poczuła na plecach chłodny nacisk. Latynos oparł ją o ścianę. Gładził jej nagie uda, oplatające go w pasie. Wplotła ręce w jego włosy i gładziła jego plecy. Zjechał z pocałunkami w dół, na jej odsłonięte ramiona i dekolt. Cicho jęknęła i pociągnęła go za koszulę. Otworzył najbliższe drzwi. Udało mu się trafić na jedną z sypialni. Od razu położył dziewczynę na łóżku. Stanowczym ruchem rozpiął zamek jej sukienki i w ślad za zsuwającym się materiałem, całował jej nagą skórę. Dziewczyna nie pozostała mu dłużna i pozbawiła go koszuli...



Podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła twarz dłonią. Uzmysłowiła sobie, że jest naga. Zmarszczyła brwi w niezrozumieniu i rozejrzała się wokół. Zobaczyła, że obok niej leży jakiś całkiem obcy blondyn. "Przystojny", przemknęło jej przez myśl i właśnie wtedy przypomniała sobie urywki wczorajszego wieczora. Jęknęła z niezadowoleniem.
- Więcej nie piję.- mruknęła pod nosem, podnosząc z podłogi koszulę chłopaka. Była na nią sporo za duża, dzięki czemu, gdy ją zapięła była całkowicie zasłonięta.
Chłopak przewrócił się na drugi bok i spał dalej. Ta tylko przewróciła oczami, pozbierała swoje ubrania i poszła do toalety. Kiedy się ogarnęła poszła do kuchni i spotkała świeżą przyjaciółkę.
- Chcesz kawy? - spytała wstając.
- Mhm, mocnej.- chrypnęła, siadają koło blatu.- I coś na ból głowy...
Dziewczyna zrobiła kawę i podała jej kubek z gorącym napojem. Następnie nalała szklankę wody i dała jej aspirynę.
- I jak po imprezie? - zapytała siadając na przeciwko jej.
- Szczerze? Było super. Wręcz zajebiście. A potem budzę obok jakiegoś blondyna. Nie żeby coś, niezły jest - poruszyła zabawnie brwiami.- Tylko szkoda, że tak do tego doszło...
- Szkoda, że nie pamiętasz? - zaśmiała się.
- Nie no, pamiętam... Ale tylko urywki - skrzywiła się.
- Ciekawe ile wypiłaś - zaśmiała się i wzięła łyka kawy.
- Dużo. Bardzo dużo - odpowiedziała, upijając trochę gorzkiego napoju. - A jak tobie mija poranek?
- Obudziłam się obok jakiegoś Latynosa - powiedziała, a do kuchni wszedł nagi blondyn. Obie wybuchły śmiechem, no co on zasłonił swoje genitalia patelnią i wyszedł cały czerwony.
- To jest ten twój blondasek? - zaśmiała się.
- Hahahaha, tak, to on.- dusiła się ze śmiechu.
- Całkiem niezły - śmiała się. - Chociaż wołałabym spotkać go ubranego.
- Ma fajny tatuaż...- mruknęła pod nosem. W tej chwili, do kuchni wszedł wesoły Latynos.
- Cześć Kicia - pochylił się nad Julie i delikatnie musnął jej usta.
- What the fuck? - mruknęła patrząc dziwnie na chłopaka.
- Jak ci się spało?- zapytał z lekkim uśmiechem, wyciągając z półki szklankę i nalewając sobie wody.
- Kim ty jesteś do cholery i dlaczego mówisz do mnie kicia?! - warknęła.
- Nie żartuj - zaśmiał się przyjaźnie.
- A wyglądam na taką co żartuje?
Zmarszczył brwi, a jego uśmiech zbladł.
- Nie pamiętasz?
- Czego? - zapytała i zaczęła pić sok.
- Naszej nocy?
Pokręciła głową przecząco.
- Ani wczorajszego wieczoru?
I znowu pokręciła głową na znak, że nie.
Chłopak skomentował to cichym śmiechem.
- To nic, przypomnisz sobie, albo to odtworzymy - cmoknął ją w policzek.
- Co?! - zakrztusiła się sokiem.
- Muszę skoczyć do siebie, ale możemy spotkać się po południu - rzucił, wychodząc z kuchni.
- Chyba nie skorzystam! - krzyknęła za nim.
- Cześć skarbie!- zawołał, a później dziewczyny usłyszały trzaśnięcie drzwiami. Blondynka wybuchła głośnym śmiechem.
- Z czego się śmiejesz? - warknęła.
- Hahahahaha a myślałam, że to ja mam dziwnie.
- Ja się boję tego co mu powiedziałam - dopiła sok.
- Pfff... A ja nie. Proszę cię, co niby takiego mogłaś mu powiedzieć? Po za tym, on cie nie zna, ty go nie znasz. Nic ci nie zrobi.
- Ale się z nim przespałam - zrobiła dziwny wyraz twarzy.- Ja już zmykam - powiedziała i poszła się przebrać.
- Cześć mała - do kuchni wszedł już ubrany blondyn.
- Hej... K... Karol? Kenny?
- Kendall - zaśmiał się cicho.
- Tak też może być - mruknęła wstając z krzesła.
- Hej, gdzie idziesz? - zapytał łapiąc ją za nadgarstek.
- Ja wychodzę! Będę wieczorem! - gotowa Julie wyszła z mieszkania.
- Pa!- krzyknęła za przyjaciółką.- Jeszcze nie wiem. Pewnie na miasto, albo na plażę. A ty, złotowłosy aniołku...- zaśmiała się, wyciągając rękę z jego uścisku i mierzwiąc mu włosy.- Pilnuj, żeby spodnie nie spadały ci z tyłka.
- Idę z tobą - zaśmiał się i ją przytulił. - Jeśli pozwolisz diabełku.
- Nie pozwolę. Nie znam cię pysiaczku.- uśmiechnęła się słodko, odsuwając od niego.
- To mnie poznasz - wyszczerzył się.
- Obejdzie się - prychnęła, wychodząc z kuchni.
- No weź - jęknął.
Usłyszał kroki na schodach.
- Amber! - pobiegł za nią.
Zamknęła mu drzwi przed nosem.
- Amber! - zaczął pukać w drzwi - Proszę!
- To takie zabawne...- usłyszał śmiech zza drzwi.
- Amber do cholery otwórz te drzwi! - pod jego ciosem drzwi się zatrzęsły.
- Jak się boję - czuł przez ten ton, że dziewczyna wywraca oczami.
- Odsuń się, bo wywarzam drzwi - krzyknął. Jednym kopnięciem wywalił drzwi z zawiasów. Zastał blondynkę w samej bieliźnie i letniej sukience w rękach.
- Posrało cię?! Spieprzyłeś mi drzwi
- Ostrzegałem - wzruszył ramionami. - Naprawie ci je po powrocie.
Podparła ręce na biodrach.
- Nie masz na co liczyć. Nie idziesz ze mną i już tu nie wrócisz!
- Serio? To dlaczego się ze mną przespałaś? Dlaczego mnie od razu nie wyrzuciłaś? - warknął i podszedł na niebezpiecznie bliską odległość. - Dlaczego pozwalasz mi tu ciągle być?
- Wczoraj byłam pijana i nie pamiętam połowy imprezy.- syknęła, po czym oparła otwarte dłonie na jego klatce piersiowej i próbowała go pchnąć.
- Może, ale dzisiaj nie jesteś - chwycił jej dłonie. - Więc dlaczego?
- Bo nie rozumiesz prostych aluzji.- prychnęła.- A nie zadzwoniłam po policje ze względu na to, że masz niezły tyłek.- uśmiechnęła się wrednie.
- Ty też - szepnął jej na ucho z cwanym uśmiechem.
- Ale ja w przeciwieństwie do ciebie nie paradowałam po domu nago.
- Myślałem, że jesteśmy sami- mruknął.
- Domyślam się, chociaż Julie pewnie nie zapomni takiego traumatycznego widoku.
- Serio? Traumatyczny widok? - przyciągnął ją bliżej.
- Dla niej na pewno... - mruknęła, przygryzając wargę.
- A dla ciebie?
- Dla mnie? Na pewno, zabawny...
- Tylko? - patrzył na nią cwanie.
- Nie sądzisz, że to nie fair, że tylko ja jestem półnaga?- uniosła brew z dwuznacznym uśmiechem.
- Wiesz, że jesteś mega seksowna i pociągająca, ale ubierz jakąś sukienkę, a wtedy zabiorę cię w pewne piękne miejsce - musnął delikatnie jej usta.
- Nie, dzięki - przewróciła oczami, odpychając go od siebie.- Idę na zakupy, a ty możesz wyjść i dać mi się przebrać.
- Ale skarbie ja chętnie pójdę z tobą na te zakupy - uśmiechnął się. - Ubieraj się, słonko i zaraz idziemy
- Przestań tak do mnie mówić - tupnęła nogą.
- Dlaczego? -zaśmiał się.
- Bo nie jestem twoim słońcem i innym kochaniem! Wyjdź stąd! Już!
- Wybacz - zaśmiał się cicho. - Czekam przy wyjściu
Gdy wyszedł, warknęła z irytacją. Ubrała na siebie sukienkę i sandałki po czym spakowała do torebki portfel, telefon i dokumenty. Wyszła z pokoju i skierowała się do tylnego wyjścia, aby nie natknąć się na blondyna.
- A ty dokąd? - złapał ją w pasie i wziął na ręce. - Chcesz uciec?
- Zostaw mnie do cholery jasnej!- zaczęła się szarpać.
- Pod warunkiem,że mnie wysłuchasz, a potem pójdziemy razem na zakupy.
- Nigdzie razem nie pójdziemy! Zostaw mnie!
- W takim razie mnie zmuś.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech, a jej gardło opuścił przeszywający pisk.
- POMOCY! ZBOCZENIEC! NAPAŚĆ! RATUNKU!
- Serio? W takim razie zadzwoń jeśli będziesz potrzebowała rozgrywki na noc. Chyba, że znasz kogoś z lepszym tykiem - prychnął odstawiając ją i wyszedł trzaskając drzwiami.
Blondynka poprawiła fryzurę i otrzepała ramiona z niewidzialnego kurzu.
- Łatwo poszło, myślałam, że będzie gorzej.- mruknęła do siebie. Odczekała jeszcze 10 sekund, po czym wyszła z domu, zamykając za sobą drzwi i skierowała się na nadmorski deptak.